Wiecie kto dzisiaj obudził się w najbardziej podłym z nastrojów i na pewno nie zajrzał do gazet? Odpowiedź jest prosta – Łukasz Fabiański. Każdy chyba się zgodzi, że Polak miał ku temu jednak całkiem dobry powód.
I to właśnie od wczorajszej porażki Arsenalu zacznę swoje podsumowanie. Brutalna prawda jest taka, że żadne słowa nie cofną tego, co wczoraj w meczu z Porto się stało i to Łukasz Fabiański będzie tym, którego całkiem słusznie będzie obwiniać się za ewentualne odpadnięcie z Ligi Mistrzów. Arsene Wenger próbował z Polaka zdjąć trochę odpowiedzialności za te „klopsy”, ale niestety, Francuz nie trafił ze swoją krytyką. Chciał on obwinić Martina Hanssona za tą drugą bramkę, jednak winnych było tylko i wyłącznie dwóch – Sol Campbell oraz Łukasz Fabiański. To, że Portugalczycy zdecydowali się szybko rozegrać stały fragmenty gry i gapiostwo defensywy gości brutalnie wykorzystali… kto powiedział, że im nie wolno tego zrobić? Panie Wenger, nawet byli sędziowie wypowiadający się dla mediów na Wyspach twierdzą, że wszystko było w porządku, czas zdać sobie z tego sprawę i te kardynalne błędy naprawić. Im szybciej, tym lepiej.
Wenger: To było nie fair

Pozostajemy przy Lidze Mistrzów, a konkretnie spójrzmy, co też powiedział bohater innego meczu – Milanu z Manchesterem United. Wayne Rooney, który w tym sezonie samotnie ciągnie drużynę Alexa Fergusona uważa, że jako zespół popełnili stanowczo zbyt dużo błędów. Trudno się z nim nie zgodzić, a zwłaszcza w wywijaniu byków przodował Paul Scholes, który bezlitośnie był ogrywany przez fenomenalnego Ronaldinho. Także faworyt kibiców „Czerwonych Diabłów”, Patrice Evra, może mieć na sumieniu kilka sytuacji, w których pozostało mu tylko oglądać plecy Pato po jego efektownych sztuczkach. Natomiast Anglik, który wypowiedział się dla mediów o wtorkowym hicie Ligi Mistrzów, błędu żadnego nie popełnił. Ba! Rzekłbym, że lepszego i skuteczniejszego występu trudno by od napastnika oczekiwać. Zwłaszcza patrząc na to, jak grali jego koledzy.
Rooney: Popełniliśmy za dużo błędów
O Milanie i jego występach w tym sezonie można by napisać całkiem ciekawą i sporych rozmiarów książkę. Jeśli potencjalny autor szukałby czarnego charakteru, to z pewnością na pierwszy plan wysuwa się kandydatura Leonardo, trenera klubu z Mediolanu. Trzeba przyznać jednak, że to początek tak negatywnie wpływa na ocenę jego pracy, a kolejne miesiące chyba dały mu kilku zwolenników. Co prawda, jak donosi Artur Kocurek, w planach jest zmiana szkoleniowca i to już w lecie. Trzeba przyznać, że tym razem w Milanie porządnie zabrano się do wykonania tego zadania, a nie zrzucono odpowiedzialności na karb kolejnego dyrektora sportowego. , po mistrzostwach świata w RPA ma odejść z reprezentacji Włoch i wrócić do piłki klubowej. Szczerze powiem, że jego osoba zawsze mi imponowała, a lista sukcesów jest tak długa, że Leonardo z pewnością może się zaczerwienić z zazdrości. Może i obecny szkoleniowiec tego klubu jeszcze ma szansę na mistrzostwo i tryumf w Lidze Mistrzów, ale ja bym w ciemno dał szansę Lippiemu, niezależnie od stawianych przez Włocha warunków umowy.










