Przed dzisiejszym wieczorem nie było absolutnie żadnych złudzeń. Dawid na swoim terenie podejmował Goliata, który wyjazd do Legnicy zwykł traktować jak przyjemną przejażdżkę na grzyby. Zbiory zawsze (dwukrotnie) były owocne, bo ekipa ze stolicy Polski wracała w swoje strony z czterema pełnymi wiadrami pod pachą. Co znamienne, jedynie raz Miedź Legnica zdołała drasnąć rywala z Warszawy, strzelając mu bramkę, ale nigdy nie zdołała nawet zremisować. Trener Dominik Nowak pozostawał optymistą, mówiąc „do trzech raz sztuka”, ale Legia Warszawa skutecznie ten optymizm zgasiła.
Ten mecz osiągnął wyjątkową rangę jeszcze przed pierwszym gwizdkiem arbitra. Oto bowiem byliśmy świadkami wieczoru, za którym tęsknili fani polskich drużyn od dwóch miesięcy. Nareszcie bowiem nastał ten czas, kiedy można rozegrać mecz piłkarski na najwyższym poziomie i o ile podczas jego konsumpcji wciąż można było odczuć gorzki smak (brak kibiców na stadionach), o tyle końcowa satysfakcja przyprawiła o radość. Futbol na polskich boiskach wraca i tym razem nie można powiedzieć, że pierwsza jaskółka wiosny nie czyni. Mecz Legii z Miedzią jest ważnym krokiem w stronę powrotu do normalności i choć jest on szczęśliwy tylko dla jednej ze stron, i tak należy go docenić.
Ekstraklasa zatrzymana. Jak pandemia koronawirusa może wpłynąć na finanse polskich klubów?
Legia Warszawa jak Legia Warszawa. Szturmem poszła po swoje
To był obraz gry, jakiego chyba wszyscy się spodziewaliśmy. Już w 1. minucie spotkania „Legioniści” stworzyli sobie sytuację na strzelenie bramki, z której obronną ręką wyszedł Łukasz Załuska (tekst o nim tutaj). Ogółem początek spotkania stał pod wyraźnym dyktandem gości, o czym doskonale świadczy fakt, że dopiero w 8. minucie Miedź Legnica pojawiła się większą grupą pod polem karnym (debiutującego w pierwszym zespole) Wojciecha Muzyka. I o ile Legia Warszawa postraszyła swoich rywali przez pierwsze 10 minut, o tyle to zespół trenera Nowaka częściej dochodził do głosu.
Najpierw w wyniku przeprowadzenia szybkiego kontrataku Patryk Makuch strzelił w kierunku poprzeczki, a kilka chwil później Jakub Łukowski omal nie zapisał na swoim koncie pięknej bramki z rzutu wolnego. Wówczas golkipera Legii uratował słupek, czego kilka minut później nie mógł już powiedzieć Łukasz Załuska. 37-latek skapitulował po technicznym uderzeniu z dystansu Valeriana Gvilii, ale kluczowym zdarzeniem dla tej sytuacji był kardynalny błąd sprzed chwili, gdy Josip Soljić stracił futbolówkę. Co ważne, nieostatni raz w tak newralgicznym punkcie boiska.
https://twitter.com/patryk_projs/status/1265357216091168776?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1265357216091168776%7Ctwgr%5E393535353b636f6e74726f6c&ref_url=https%3A%2F%2Figol.pl%2Fwp-admin%2Fpost.php%3Fpost%3D285856%26action%3Dedit
Kluczowy nabytek Miedzi Legnica z zimowego okienka transferowego i były gwiazdor Stali Mielec generalnie nie zaliczył dobrego spotkania. Chorwatowi przede wszystkim brakowało mobilności i śmiało można powiedzieć, że w jego przypadku dłuższą przerwę w rozgrywkach widać było najbardziej. Jak na dłoni.











