Przed nami ostatni już sparing Polaków przez rozpoczęciem mistrzostw Europy. W sobotę podopieczni Franciszka Smudy na stadionie warszawskiej Legii podejmą reprezentację Andory. O celowość rozgrywania towarzyskich spotkań z tego typu „potentatami” oraz o szanse naszej drużyny w prestiżowym turnieju zapytaliśmy byłego trenera Lecha Poznań, Zagłębia Lubin i Polonii Warszawa – Czesława Michniewicza. Szkoleniowiec podkreśla znaczenie pierwszego meczu na Euro z Grekami. Wierzy on w sukces naszej reprezentacji, przestrzega jednak zarazem przed uznawaniem Polski za… faworytów mistrzostw.
Jak Pan oceni występy Polaków z Łotwą i Słowacją? Co się Panu podobało w grze podopiecznych Franciszka Smudy, a co należałoby poprawić? Czy któryś z graczy szczególnie zaskoczył Pana swą postawą?

Myślę, że te sparingi nie dały żadnej wiążącej odpowiedzi. Graliśmy ze słabym przeciwnikiem w określonej sytuacji, czyli po ciężkich treningach. Brakowało nam też wielu kluczowych zawodników, jak chociażby piłkarzy z Borussii. Wszystko będzie trzeba zweryfikować po meczach na mistrzostwach Europy.
Nie uważa Pan, że nasi sparingpartnerzy mogliby być z nieco wyższej półki? Jak bowiem trafnie zdiagnozować poziom przygotowań oraz formę zespołu, gdy za rywali ma się średniaków bądź też słabeuszy?
No cóż… Franciszek Smuda nie szuka odpowiedzi, kto ma grać w pierwszej jedenastce na podstawie tych sparingów, bo on skład ma już w głowie od dłuższego czasu. Zastanawia się może tylko nad jedną, dwiema pozycjami i dlatego taki, a nie inny poziom sparingpartnerów…
Jeden z kadrowiczów Smudy, Dariusz Dudka, powiedział, że nie sądzi, aby nadchodzący mecz z Andorą zaplanowano tylko po, aby sobie trochę postrzelać. Jak Pan sądzi? Jaką rolę może takie spotkanie odegrać? Czy będzie to dobra okazja do ostatnich korekt?
Sądzę, że korekt w składzie po tym meczu nie będzie żadnych. Przeciwnik jest bardzo słaby, spodziewamy się gradu bramek. Takie spotkania się jednak organizuje, żeby poprawić morale drużyny, zapełnić czymś czas do pierwszego meczu na Euro oraz wprowadzić spokój. Gdybyśmy zagrali z kimś mocnym i przegrali na kilka dni przed inauguracją mistrzostw, pojawiłaby się dodatkowa presja ze strony mediów. Smuda chce tego uniknąć. Z punktu widzenia szkoleniowego pod kątem doboru zawodników na mecz z Grecją niewiele się zmieni.
Czyli uważa Pan, że wyjściowa jedenastka, która pojawi się w sobotę na murawie Pepsi Areny, będzie już także niejako składem na Greków?
Wydaje mi się, że tak. Gdyby się cofnąć w czasie i zobaczyć, kim trener Smuda grał wcześniej, to ten skład jest już ustabilizowany od dłuższego czasu.











