Spotkanie zaprzyjaźnionych zespołów, wielkie piłkarskie święto na Stadionie Śląskim i… istny pogrom. Wisła Kraków przejechała się po Ruchu Chorzów w pierwszoligowym hicie i zmazała plamę po zeszłotygodniowej porażce ze Zniczem. – Byliśmy groźni praktycznie w każdym ataku. Duże słowa uznania dla naszych zawodników oraz kibiców – stwierdził po ostatnim gwizdku trener Jop.
Mecz Mistrzów, bo tak we wszelkich akcjach marketingowych zapowiadany był sobotni pojedynek Ruchu z Wisłą, przyciągnął na trybuny aż 53 293 widzów. To oczywiście najlepsza frekwencja w całej polskiej piłce klubowej w XXI wieku.
Jak wyliczył jeden z dziennikarzy Weszło, tylko jedenaście europejskich klubów występujących na drugich poziomach rozgrywkowych w swoich krajach osiągało w tym wieku wyższy wynik frekwencyjny. Na owej liście znalazły się uznane marki, takie jak: Schalke, Hertha Berlin czy Napoli.
Ruch i Wisła zagrali o pierwsze zwycięstwo na wiosnę
Dla obu zespołów rozpoczęła się ona od lekkiego falstartu. Wisła przed tygodniem – mimo że przeważała u siebie nad Zniczem – przegrała. Tym samym nie zdołała wykorzystać potknięć pozostałych zespołów i wskoczyć do strefy premiowanej grą w barażach. Ruch co prawda w minionej kolejce nie przegrał, ale także nieoczekiwanie zgubił punkty – i to w Siedlcach.
Zarówno ekipa z Chorzowa, jak i ta prowadzona przez Mariusza Jopa miały więc coś do udowodnienia.
Pogrom… deklasacja… kompletna demolka
Spotkanie zdecydowanie lepiej rozpoczęło się jednak dla przyjezdnych, którzy od pierwszego gwizdka kontrolowali grę i nie pozwalali przeciwnikowi na zbyt wiele. Swoją przewagę udokumentowali oni błyskawicznie, bo już w 5. minucie, kiedy to bramkarza Ruchu pokonał młodzieżowiec Mariusz Kutwa.
Ale po tym trafieniu boiskowy obraz się nie zmienił. Wisła dalej atakowała i już kilkanaście minut później – za sprawą niezawodnego Rodado – podwyższyła prowadzenie. W doliczonym czasie pierwszej połowy swojego gola dołożył jeszcze drugi z Hiszpanów – Angel Baena.
Gospodarze wyglądali mizernie, do przerwy oddali oni zaledwie jeden strzał, w dodatku niecelny. Schodzących do szatni piłkarzy pożegnały głośne gwizdy. Zapowiadało się na pogrom.
W drugiej części meczu, a zwłaszcza na jej początku, podopieczni Dawida nieco się rozbudzili. Byli agresywni i stworzyli sobie kilka okazji. Spokojnie mogli złapać potrzebny tlen, tak się jednak nie stało. Zamiast tego były kolejne bramki dla Wisły. Dwukrotnie do siatki trafiał jej kapitan. Rodado ustrzelił tym samym pierwszego hat-tricka w tym sezonie oraz wysunął się na prowadzenie w klasyfikacji strzelców.











