Dawid Szulczek od zwycięstwa rozpoczął swoją przygodę na ławce trenerskiej Ruchu, a gra „Niebieskich” momentami naprawdę mogła się podobać. Nie obyło się jednak bez dwóch bramek wpuszczonych. – Całościowo musimy być jeszcze lepiej zorganizowani jako drużyna, żeby tracić tych goli mniej – zapewniał po meczu nowy trener drużyny z Chorzowa.
Śląski klub o zatrudnieniu 34-letniego szkoleniowca, byłego opiekuna Warty Poznań, poinformował w miniony wtorek. Szulczek trafił tym samym na miejsce zwolnionego kilka dni wcześniej Janusza Niedźwiedzia.
Ruch trenera Niedźwiedzia przetrwał zaledwie osiem miesięcy. W tym czasie tylko sześciokrotnie wygrywał, spadł z ekstraklasy oraz zaliczył kiepski start w rozgrywkach pierwszoligowych. Efekt tzw. nowej miotły był potrzebny i w meczu z Górnikiem Łęczna spokojnie można było go zauważyć. Ruch zagrał nieco inaczej, ale przede wszystkim zwyciężył, notabene dopiero drugi raz w tym sezonie (i pierwszy przed własną publicznością).
Dawid Szulczek z mocnym wejściem w nowe otoczenie
Trener Szulczek zaskoczył już na dzień dobry – postawił na ustawienie z czwórką obrońców. A dotychczas „Niebiescy” grali przecież trójką z tyłu. – Zmieniliśmy system, dlatego że Lukić pauzował za kartki. Nie chciałem zostać z tylko trzema środkowymi obrońcami, którzy są na boisku. Chciałem mieć możliwość, żeby w trakcie drugiej połowy przejść na system, który zawodnikom jest dobrze znany, czyli taki z trójką obrońców – tłumaczył swoją decyzję szkoleniowiec.
I tak też było. Po godzinie gry na boisku, w miejsce debiutującego Mezghraniego, pojawił się defensor Łukasz Góra. Ruch wrócił do swojego naturalnego ustawienia, wypchnął rywali spod własnej bramki i przeszedł do ataku. Skończyło się dwoma golami. Przy obu asystował Szymon Karasiński. Zmiana systemu sprawiła, że młodzieżowiec mógł skuteczniej podłączać się do akcji ofensywnych.
– Trener Szulczek ma swoje spojrzenie. Już w pierwszym meczu przeszedł na ustawienie z czwórką obrońców. Miał swój pomysł, który wdrożył nam już od pierwszego treningu. Wiedzieliśmy, co mamy zmienić, co chcemy grać. Trener z nami też sporo o tym rozmawiał – stwierdził po meczu Martin Konczkowski.
Stałe fragmenty – to może być nowy znak rozpoznawczy Ruchu Chorzów
W sobotnim spotkaniu „Niebiescy” mieli aż szesnaście rzutów rożnych. Po jednym z nich zdobyli bramkę otwierającą wynik – Szymon Szymański zgrał piłkę głową, a zamieszanie w polu karnym wykorzystał Mateusz Szwoch.










