Legia Warszawa zremisowała ze Steauą 2:2. W doliczonym czasie gry gola zdobył Jakub Rzeźniczak, ale było już za późno. Zabrakło jednej bramki.
Na stadionie przy Łazienkowskiej dawno nie było takiego oczekiwania na to, co się wydarzy. Legia chciała spełnić swoje marzenie i przełamać złą passę polskiego futbolu. Wynik w spotkaniu w Bukareszcie dawał nadzieję na osiągnięcie zamierzonego celu.

W pierwszych fragmentach spotkania Legia grała szalenie ostrożnie, by nie popełnić poważnego błędu. Gracze Steauy nie zamierzali pozwolić mistrzom Polski na reżyserowanie gry. W 7. minucie goście z Rumunii zadali pierwszy cios. Stanciu w polu karnym zakręcił Dominikiem Furmanem i następnie z kilku metrów w pewny sposób pokonał Dusana Kuciaka. Jednak nasi rywale na tym nie zakończyli. Nie zdążyli się jeszcze nacieszyć pierwszym golem, a chwilę później zdobyli już drugą bramkę. Piovaccari minął Dossę Juniora i wpakował piłkę do bramki warszawskiego zespołu. W tym momencie Legia była w o tyle beznadziejnym położeniu, że musiała zdobyć trzy gole. Podopieczni Jana Urbana w 19. minucie pokonali bramkarza gości. Jakub Kosecki uderzał zza pola karnego, ale Tatarusanu wypluł piłkę przed siebie. Następnie trafiła ona pod Michała Kucharczyka, który z niewielkiej odległości dopełnił formalności. Arbiter liniowy zasugerował pozycję spaloną i trafienie nie zostało zaliczone.
W 27. minucie Legia ponownie zdobyła gola – i tym razem nie można było mieć wątpliwości, że zostało to zrobione prawidłowo. Zdobyta bramka dała gospodarzom wiarę w to, że mogą jeszcze przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Jednak zdawali sobie oni sprawę, że nie mogą sobie znowu pozwolić na totalne rozluźnienie. Ten gol dodał warszawiakom wiatru w żagle. Starali się, dwoili i troili, aby osiągnąć swój cel. Po pierwszej połowie Steaua prowadziła i była w lepszej sytuacji. Po zmianie stron Legia zamierza zaprezentować się z lepszej strony i postawić wszystko na jedną kartę.
W drugiej połowie piłkarze Legii Warszawa postawili wszystko na jedną kartę. Gospodarze atakowali i walczyli jak szaleni. Bardzo aktywny był Jakub Kosecki, który starał się szukać sposobu na przechytrzenie rywala. Piłkarze Steauy tworzyli monolit trudny do rozbicia, dlatego legioniści nie mogli wpakować piłki do siatki. Nasi rywale zdawali sobie sprawę, że podopieczni Jana Urbana nie będą chcieli odpuścić i do ostatniego gwizdka arbitra będą próbowali odmienić losy wtorkowych zawodów. Mistrzowie Rumuni w 72. minucie mogli zdobyć trzeciego gola. Popa oddał strzał na bramkę Legii, ale Kuciak wyciągnął się, jak tylko mógł, i wybronił uderzenie przeciwnika.
Czas upływał nieubłaganie, a nadal Legia nie mogła zdobyć dwóch bramek, które zagwarantowałyby awans. Mistrzowie Polski nie mieli pomysłu na grę i w żaden sposób nie potrafili zagrozić bramce drużyny przeciwnej. Steaua grała konsekwentnie w formacji defensywnej, co bardzo utrudniało realizację planu Legii. Steaua wypełniła swoje postanowienia przed przerwą i utrzymała korzystny wynik. W doliczonym czasie gry Rzeźniczak wpakował piłkę do siatki i doprowadził do wyrównania. Jednak było trochę za późno, bo do awansu brakowało jednej bramki. Wynik 2:2 daje awans Steaui Bukareszt.










