Do finału rozgrywek o Puchar Ligi we Francji zakwalifikowała się ekipa Olympique Marsylia, która pokonała na wyjeździe klub dwóch Polaków, Auxerre, w stosunku 2:0. Gole dla zwycięzców strzelali jeszcze do niedawna nieskuteczni Brandao i Gignac.
Początek spotkania charakteryzowały bardzo szybkie akcje po obu stronach boiska. Obie ekipy bardzo poważnie potraktowały półfinałową rywalizację w Pucharze Ligi. Wystarczy powiedzieć, że w porównaniu z najsilniejszymi zestawieniami jedyną zmianą był brak Oliviera Sorina w bramce Auxerre, a jego miejsce zajął młody Remy Riou. Każdy z zespołów obrał taktykę, w której czuje się najlepiej. Marsylczycy rozpoczęli atak pozycyjny, piłkarze z Burgundii starali się zaś wyprowadzać piorunujące kontry.

Narzucone w pierwszych minutach tempo było zabójcze dla obu stron i po pół godzinie gry trzeba było trochę zwolnić. Jednak do tego czasu dwie klarowne okazje zdołali skonstruować goście z Prowansji. Najpierw po kwadransie gry z szesnastego metra uderzał zupełnie niepilnowany Lucho Gonzalez, ale Riou pewnie wyłapał piłkę. Jeszcze lepszą okazję miał kilkanaście minut później Andre-Pierre Gignac, który otrzymał fantastyczne podanie od Valbueny. Przyjął je na klatkę piersiową, a potem wolejem przeniósł futbolówkę nad poprzeczkę. Wydawało się, iż demony z przeszłości znów nawiedziły napastników „Les Phoceens”. Nic bardziej mylnego.
Gdy dosyć senna gra zaczęła zmierzać do nieuniknionej przerwy i gdy wydawało się, że nic ciekawego zdarzyć się już nie może, składną akcją popisali się podopieczni Didiera Deschampsa na lewym skrzydle, na którym (tak jak w meczu z Bordeaux) świetnie znalazł się Taye Taiwo. Boczny obrońca zagrał miękką piłkę na długi słupek, czyli dokładnie tam, gdzie już czekał na nią Brandao i Brazylijczykowi nie pozostało nic innego, jak umieścić ją w siatce. Działo się to w drugiej minucie doliczonego czasu gry.
Po przerwie większą ochotę do gry przejawiali gospodarze. Jean Fernandez wiedział, że w zespole trzeba coś zmienić, jeśli marzył o korzystnym wyniku dzisiejszego wieczoru. Najpierw w przerwie Pedrettiego zmienił Kamel Chatni, po godzinie gry w miejsce Oliecha wszedł Ireneusz Jeleń. Jednak ilość Polaków na boisku musiała się zgadzać i pięć minut później Dariusza Dudkę zmienił Anthony Le Tallec, co było jasnym sygnałem, iż szkoleniowiec Burgundczyków stawia wszystko na jedną kartę. Mimo tego, z ich akcji ofensywnych wychodziło niewiele dobrego, a chwilę po trzeciej zmianie stracili drugą bramkę. Swojego drugiego gola w nowym roku strzelił dla OM Gignac, czym udowodnił, iż jego postanowienia na najbliższą rundę nie były słowami rzucanymi na wiatr.
Po tej akcji ręce same składały się do oklasków. Gignac po minięciu rywala na lewej stronie boiska oddał piłkę do Lucho ustawionego tuż przed linią pola karnego. Argentyńczyk długo nie zastanawiał się, co zrobić i idealnie wystawił futbolówkę koledze, a reprezentant Francji uderzył z dystansu po przekątnej w samo okienko bramki Riou. Gospodarze mogli natychmiastowo odpowiedzieć, lecz uderzenie Hengbarta o centymetry minęło prawy słupek bramki Steve’a Mandandy.











