We Francji wiedzą, jak rozpocząć ligę z przytupem i wzbudzić zainteresowanie Ligue 1, zanim na dobre się rozpoczęła. Nie zakończyła się jeszcze 1. kolejka, a my już mamy do czynienia z prawdziwymi fajerwerkami w Marsylii. Marcelo Bielsa ogłosił właśnie, że odchodzi z klubu i wraca do Argentyny. Nie takiego początku sezonu spodziewali się pewnie w tym portowym mieście.
Bielsy przedstawiać nie trzeba i trudno być w stosunku do niego obojętnym. Należy do gatunku tych ludzi, których albo się kocha i idzie za nimi w ogień, albo nienawidzi i stara się o nich zapomnieć. Wczoraj po raz kolejny udowodnił słuszność tej tezy, kiedy podczas pomeczowej konferencji po przegranym 0:1 spotkaniu z Caen ogłosił swoje odejście z klubu.
– Zrezygnowałem z funkcji trenera Olympique Marsylia. Skończyłem swoją pracę tutaj i dawałem z siebie wszystko – mówił po meczu Bielsa. Spekuluje się, że przyczynami odejście „El Loco” (z hiszp. szalony) mogły być ciągłe zmiany warunków nowego kontraktu, jaki Bielsa miał podpisać z „Biało-niebieskimi”. W środę miało odbyć się spotkanie, na którym dyrektor generalny klubu, a także prawnik klubowy mieli poinformować Bielsę o kolejnych zmianach, i to właśnie wtedy miał on już podjąć decyzję o swoim odejściu. Wynika więc z tego, że rezultat spotkania z Caen nie miał mieć wpływu na jego decyzję.
Inną przyczyną jego odejścia miał być konflikt na linii trener – zarząd klubu, o którym mówiło się już od marca. Bielsa po przyjściu do klubu miał mieć obiecane odpowiednie wzmocnienia drużyny. W zeszłym roku stworzył nawet listę potencjalnych wzmocnień, na której szczycie mieli być Toby Alderweireld i Benjamin Stambouli. Żaden z nich ostatecznie nie pojawił się na Stade Velodrome. Co więcej, z klubu odszedł Morgan Amalfitano, którego pozostania żądał „El Loco”. Bielsa nie ukrywał swojego niezadowolenia z tego faktu.
Mimo to były już trener Marsylii przekonywał niedawno: – Czuję, że prezes jest razem ze mną, i nie martwię się o rozwój naszej współpracy. Wszyscy powinni tutaj być tego świadomi, że dopóki prezes cię nie zwalnia – wspiera trenera.
Napięcie wokół Bielsy jednak rosło. Media zaczęły mu zarzucać błędną taktykę i kulminacją była tutaj krytyka po ustawieniu Andre Ayewa na lewej obronie w spotkaniu z Lorient. Co więcej, zarzucano mu brak znajomości języka francuskiego i uważano, że negatywnie wpływa to na komunikację pomiędzy trenerem a zawodnikami.











