Mali trzecim zespołem PNA


11 lutego 2012 Mali trzecim zespołem PNA

Reprezentacja Mali pokonała 2:0 Ghanę w meczu o trzecie miejsce Pucharu Narodów Afryki. Obie bramki dla Malijczyków zdobył jeden z najlepszych aktorów tego widowiska, Cheick Diabate. Ghana kończyła w dziesiątkę, Isaac Vorsah obejrzał bowiem czerwoną kartkę.


Udostępnij na Udostępnij na

Dla Ghany udział w finale pocieszenia był porażką. „Czarne Gwiazdy” liczyły na zwycięstwo w turnieju, lecz szyki pokrzyżowała im w półfinale Zambia. Z kolei Malijczycy, docierając do finałowej czwórki, mogą być zadowoleni z siebie, właśnie takiego wyniku oczekiwano bowiem przed turniejem. Apetyt rósł jednak w miarę jedzenia i podopieczni trenera Alaina Giresse’a nie zamierzali wracać z Gwinei Równikowej i Gabonu bez medalu.

Isaac Vorsah nie dotrwał do końca spotkania
Isaac Vorsah nie dotrwał do końca spotkania (fot. mtnfootball.com)

Początek spotkania mógł zrobić wrażenie jedynie na zwolennikach gier typu szachy czy warcaby, choć tempo tego spotkania wydawało się wolniejsze niż pojedynek amatorów obu tych dyscyplin. Szczególnie kiepskie wrażenie sprawiała Ghana. Ćwierćfinaliści ostatnich mistrzostw świata myślami byli już chyba w domu i dziwili się, dlaczego przeciwnik usiłuje grać z nimi w piłkę. Po kilku minutach piłkarze Ghany podjęli jednak rękawicę i zaczęli się ruszać nieco żwawiej, wywalczyli nawet rzut wolny w dość niebezpiecznej odległości od bramki, ale wykonali go tak, jakby robili to za karę. Taka postawa musiała zostać skarcona. Dośrodkowanie z rzutu rożnego minęło leniwych obrońców Ghany i trafiło pod nogi Bakaye Traore. Ten uderzył mocno zza pola karnego, ale nie zdołał pokonać Adama Kwaraseya, lecz dobitka Cheika Diabate była już skuteczna.

Kilka minut później mecz mógł być rozstrzygnięty. Błąd defensorów Ghany sprokurował niebezpieczną akcję Malijczyków. Wyśmienitą okazję do podwyższenia wyniku miał Diakite, lecz przegrał on pojedynek jeden na jednego z bramkarzem rywali.

Na „Czarnych Gwiazdach” strata gola nie zrobiła żadnego wrażenia. Wciąż nie spieszyły się one z wyprowadzaniem akcji, nie atakowały rywali szczególnie agresywnie, po prostu nie chciało im się chcieć. Nieco pomogło wprowadzenie Prince’a Tagoe w miejsce Samuela Inkooma, lecz do końca pierwszej połowy wynik nie uległ zmianie.

Ghańczycy w przerwie zostali wyrwani ze snu przez trenera Gorana Stevanovicia. Zaczęli grać znacznie lepiej w ofensywie, jednocześnie walcząc o piłkę w każdym sektorze boiska i z determinacją atakując w defensywie. W 51. minucie przyniosło to efekt w postaci gola, lecz sędzia uznał, że Sulley Muntari był na pozycji spalonej. Powtórki nie wyjaśniły do końca tej sytuacji, można nawet pokusić się o stwierdzenie, że Ghańczyk był na równi z ostatnim obrońcą Mali. Decyzja arbitra była jednak ostateczna.

Radość Malijczyków
Radość Malijczyków (fot. mtnfootball.com)

W dalszej części meczu Ghana powoli budowała swoją przewagę. Przypominało to naciskanie na napompowany balon, który w końcu miał pęknąć pod coraz większym naporem. Może i tak by się stało, gdyby arbiter nie ograniczył siły nacisku. Isaac Vorsah zachował się nieprofesjonalnie, wyciągając nogę w pozycji leżącej w kierunku nadbiegającego rywala, jednak nie można pominąć faktu, że chwilę wcześniej został powalony na ziemię po uderzeniu łokciem w tył głowy. Sędzia pokazał obrońcy „Czarnych Gwiazd” żółtą kartkę, a że było to już drugie żółtko, to czerwona kartka była nieunikniona.

Od tej pory Ghana była pozbawiona wszelkich argumentów. Co z tego, że podopieczni Gorana Stevanovicia mieli większe umiejętności piłkarskie, zostali oni obnażeni z resztek motywacji, a bez niej można liczyć na zwycięstwo jedynie w starciu z reprezentacjami Dżibuti czy Seszele. Malijczycy nie zamierzali czekać do ostatniej chwili i w 80. minucie podwyższyli wynik spotkania na 2:0. Bohaterem „Orłów” po raz kolejny okazał się Cheick Diabate, który jedynie dostawił nogę po kapitalnym podaniu Adamy Tamboury.

W ostatnich minutach Ghańczycy mieli kilka zrywów, lecz w poczynaniach piłkarzy tego kraju było zbyt mało wiary, by mogło to przynieść efekt. Ostatecznie „Czarne Gwiazdy” schodziły z boiska totalnie załamane. Malijczycy z kolei długo odprawiali tańce radości na murawie.

Najnowsze