Reprezentacja Mali pokonała 2:0 Ghanę w meczu o trzecie miejsce Pucharu Narodów Afryki. Obie bramki dla Malijczyków zdobył jeden z najlepszych aktorów tego widowiska, Cheick Diabate. Ghana kończyła w dziesiątkę, Isaac Vorsah obejrzał bowiem czerwoną kartkę.
Dla Ghany udział w finale pocieszenia był porażką. „Czarne Gwiazdy” liczyły na zwycięstwo w turnieju, lecz szyki pokrzyżowała im w półfinale Zambia. Z kolei Malijczycy, docierając do finałowej czwórki, mogą być zadowoleni z siebie, właśnie takiego wyniku oczekiwano bowiem przed turniejem. Apetyt rósł jednak w miarę jedzenia i podopieczni trenera Alaina Giresse’a nie zamierzali wracać z Gwinei Równikowej i Gabonu bez medalu.

Początek spotkania mógł zrobić wrażenie jedynie na zwolennikach gier typu szachy czy warcaby, choć tempo tego spotkania wydawało się wolniejsze niż pojedynek amatorów obu tych dyscyplin. Szczególnie kiepskie wrażenie sprawiała Ghana. Ćwierćfinaliści ostatnich mistrzostw świata myślami byli już chyba w domu i dziwili się, dlaczego przeciwnik usiłuje grać z nimi w piłkę. Po kilku minutach piłkarze Ghany podjęli jednak rękawicę i zaczęli się ruszać nieco żwawiej, wywalczyli nawet rzut wolny w dość niebezpiecznej odległości od bramki, ale wykonali go tak, jakby robili to za karę. Taka postawa musiała zostać skarcona. Dośrodkowanie z rzutu rożnego minęło leniwych obrońców Ghany i trafiło pod nogi Bakaye Traore. Ten uderzył mocno zza pola karnego, ale nie zdołał pokonać Adama Kwaraseya, lecz dobitka Cheika Diabate była już skuteczna.
Kilka minut później mecz mógł być rozstrzygnięty. Błąd defensorów Ghany sprokurował niebezpieczną akcję Malijczyków. Wyśmienitą okazję do podwyższenia wyniku miał Diakite, lecz przegrał on pojedynek jeden na jednego z bramkarzem rywali.
Na „Czarnych Gwiazdach” strata gola nie zrobiła żadnego wrażenia. Wciąż nie spieszyły się one z wyprowadzaniem akcji, nie atakowały rywali szczególnie agresywnie, po prostu nie chciało im się chcieć. Nieco pomogło wprowadzenie Prince’a Tagoe w miejsce Samuela Inkooma, lecz do końca pierwszej połowy wynik nie uległ zmianie.
Ghańczycy w przerwie zostali wyrwani ze snu przez trenera Gorana Stevanovicia. Zaczęli grać znacznie lepiej w ofensywie, jednocześnie walcząc o piłkę w każdym sektorze boiska i z determinacją atakując w defensywie. W 51. minucie przyniosło to efekt w postaci gola, lecz sędzia uznał, że Sulley Muntari był na pozycji spalonej. Powtórki nie wyjaśniły do końca tej sytuacji, można nawet pokusić się o stwierdzenie, że Ghańczyk był na równi z ostatnim obrońcą Mali. Decyzja arbitra była jednak ostateczna.












