Chcielibyśmy napisać, że Czesław Michniewicz zostawił polską młodzieżówkę w dobrym stanie. Niestety jednak w ostatnich spotkaniach Polacy na własne życzenie przegrali walkę o młodzieżowe Euro. Choć wyjazd na najważniejszy turniej dla zawodników do lat 21 jest wciąż możliwy, to nic nie jest już w naszych rękach. Wszystko zatem wskazuje na to, że młodzi Polacy obejrzą turniej przed telewizorem. A szkoda, bo była naprawdę duża szansa na kolejny awans.
Oczywiście doceniamy to, co zrobił Czesław Michniewicz z polską młodzieżówką. Awans na mistrzostwa we Włoszech to coś wspaniałego. Baraże z megasilną Portugalią, po których wywalczyliśmy sobie bilety na Półwysep Apeniński, zapiszą się w historii polskiej piłki. Po raz pierwszy zapewniliśmy sobie awans na tę imprezę poprzez eliminacje. Szkoda, że w tym roku nie udało się ponownie zakwalifikować na turniej, bo ten był na wyciągnięcie ręki. Kadencja Czesława Michniewicza niestety nie zakończyła się tak, jak miała, i zamiast zostawić porządek, zrobił się lekki burdel, który trzeba posprzątać.
Oczywiście nie jest to stajnia Augiasza, w której trzeba wszystko posprzątać. Czesław Michniewicz wylał solidne fundamenty pod swoją pracę. Zobaczyliśmy, że my też możemy odnosić sukcesy w piłce młodzieżowej. Głównym zadaniem Macieja Stolarczyka będzie kontynuowanie filozofii obecnego szkoleniowca Legii Warszawa. Na pewno łatwiej by mu było wejść do kadry, gdyby w niej były wesołe nastroje, a na horyzoncie byłyby mistrzostwa Europy do lat 21.
Odważne posunięcia
Dla Macieja Stolarczyka będzie to pierwsze zgrupowanie z zespołem do lat 21. Wcześniej prowadził zespół do lat 17, a raczej prowadził to za dużo powiedziane, gdyż z powodu pandemii koronawirusa nie zasiadł ani razu na ławce trenerskiej. Nic dziwnego więc, że pierwotnie wysłał aż 26 powołań. Listopadowe zgrupowanie miało być niejakim przeglądem wojsk. To czas na wprowadzenie nowych piłkarzy, małą zmianę pokoleniową i na nawiązanie kontaktu na linii selekcjoner – piłkarze. Plany jednak popsuł koronawirus, który wyeliminował kilku graczy.
Zostawmy na chwilę nieobecnych z powodu koronawirusa. Maciej Stolarczyk już na początku pokazał, że nie boi się odważnych ruchów. Zrezygnował między innymi z Kamila Grabary, Karola Fili i Adriana Gryszkiewicza. Najgłośniej zrobiło się o pominięciu dotychczasowego kapitana i pierwszego bramkarza Kamila Grabary. Czesław Michniewicz bardzo mocno na niego stawiał, mianując go liderem drużyny. Teraz go zabraknie, jednak jak powtarza Maciej Stolarczyk, odbył z nim poważną rozmowę. Absolutnie można zrozumieć tę decyzję. Kamil Grabara na dłuższą metę nie przydałby się tej reprezentacji, więc lepiej dać szansę innym, młodszym.










