Gdy Adam Nawałka wpuszczał go na boisko w Sosnowcu, wszyscy wieszczyli mu wspaniałą karierę. To będzie pan piłkarz, pod wrażeniem talentu 16-latka byli eksperci na całym świecie. W Polsce szykowano mu już transfer za granicę, a Lech miał spodziewać się oferty za 15-20 milionów euro. Atmosferę podgrzała bramka zdobyta w prestiżowym meczu z Legią. Jak widać po czasie, kariera Filipa Marchwińskiego trochę wyhamowała. Nadal jest piłkarzem Lecha, łapie tylko pojedyncze minuty, a gdy już gra, to zazwyczaj słabo.
Nie spisujemy oczywiście na straty wychowanka Lecha, bo ma zaledwie 18 lat i zapewne jego kariera jeszcze nabierze rozpędu. Najbardziej jednak boli nas fakt, że piłkarz z takim potencjałem nie gra na miarę swoich możliwości. Trudno stwierdzić, o co chodzi, czemu Jakub Kamiński odpalił, a Filip Marchwiński stanął w miejscu.
„Chłopak wyłamujący się z polskiej myśli szkoleniowej”
Gdy pierwszy raz ukazał się większej publiczności, oczarował każdego. Wszystkich zatkało. Nikt nie myślał, że akademia Lecha Poznań wyprodukuje aż taki skarb. Taka technika to niecodzienna rzecz u polskiego piłkarza. Choć warto przypomnieć, że jeszcze przed debiutem w Sosnowcu miał oferty od między innymi Interu Mediolan. Mówi się, że ta oferta mogła opiewać nawet na 400 tysięcy euro. Za 15-latka, o którym mówiło się, że ma talent, ale w profesjonalnej piłce jeszcze nie postawił pierwszych kroków.
To pokazywało skalę talentu i umiejętności Filipa Marchwińskiego. Polska myśl szkoleniowa nie przyzwyczaiła nas do takiego typu piłkarza. Zazwyczaj produkowaliśmy zawodników pragmatycznych, opierających swoją grę na sile fizycznej. To absolutne przeciwieństwo piłkarza stawiającego pierwsze kroki w Canarinhos Skórzewo. Swoją drogą to swoim stylem bardziej przypomina Brazylijczyka niż Polaka. Elegancja w poruszaniu się, bajeczna technika, głowa wysoko podniesiona, ale też czasami zbytni egoizm to rzeczy charakteryzujące Filipa Marchwińskiego.
„On będzie kosztował 15-20 milionów”
Po debiucie w spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec, gdzie zdobył premierową bramkę, zrobiło się o nim naprawdę głośno. Mateusz Borek w jednym z odcinków „Misji Futbol” zdecydował się nawet na bardzo odważne słowa: – Dziś przychodzą po niego największe kluby, włączając Ajax Amsterdam. Lech nie chce go już sprzedawać, bo dziś to jest tylko parę milionów. Za dwa lata, gdy zagra 60 spotkań w ekstraklasie, to będzie już 15-20 milionów. To jest taka skala talentu. Zawsze był to chłopak, który wyprzedzał rówieśników. Trzeba w nim budować pewność siebie. Jeśli będzie fajnie się rozwijał i złapie więcej boiskowej arogancji, to będzie duży pożytek dla polskiej piłki i kasy Lecha Poznań.












