Derby regionu Rodan-Alpy zawsze wzbudzają wiele emocji. Tym razem nie było inaczej. Zawodnicy Olympigue pokonali Saint-Etienne 2:1. Bramki dla gości zdobyli Lacazette i Braind, a dla gospodarzy trafił Hamouma.
Spotkanie w lepszym stylu rozpoczęli zawodnicy z Lyonu. Lewą stroną popędził Yohan Mollo i zdecydował się na dośrodkowanie. Piłkę wypiąstkował Gorgelin, lecz zrobił to na tyle niefortunnie, że spadła ona prosto pod nogi Francois Clerca. Obrońca gości momentalnie uderzył, jednak nie trafił w bramkę Saint-Etienne. Goście przeważali. Z dobrej strony pokazał się Mollo. Kolejną sytuację dla swoich kolegów stworzył w 15. minucie meczu, a na bramkę mógł zamienić ją Brandao. Napastnik Olympigue uderzył celnie, lecz zdecydowanie za lekko i jego uderzenie pewnie złapał Ruffier.

Piłkarze w pierwszych 45 minutach za bardzo nas nie rozpieszczali. Lepsze wrażenie sprawiali goście. Sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo. Do zakończenia pierwszej połówki zobaczyliśmy jeszcze tylko jedną groźną akcję. W 35. minucie stworzyli ją sobie zawodnicy z Lyonu. Bedimo wrzucił futbolówkę, ładnie główkował Gomis, a znakomitą interwencją popisał się bramkarz gospodarzy. Jak się później okazało, napastnik Olympigue był na pozycji spalonej.
Drugą połowę mocnym akcentem otworzyli podopieczni Remiego Garde’a. Już w 48. minucie meczu zdobyli pierwszą bramkę w tym meczu. Bedimo dośrodkował piłkę z lewego skrzydła, w polu karnym najwyżej wyskoczył do niej Gomis i oddał ładny strzał głową. Kolejną dobrą interwencją popisał się Stephane Ruffier. Sparował futbolówkę przed siebie i wobec dobitki Lacazette był bezradny. Goście odpowiedzieli po kilkunastu minutach. Na skrzydle rozpędził się Ghoulam. Algierczyk zagrał piłkę w pole karne. Trafiła ona do Brandao, a ten głową przedłużył podanie bocznego obrońcy ASSE. Futbolówka zaczęła opadać przed krótkim słupkiem bramki Gorgelina, gdzie świetnie odnalazł się Hamouma i efektownym strzałem przewrotką wpakował ją do siatki.
Gospodarze z każdą chwilą odnajdywali więcej miejsca do gry. Ich przewaga niespodziewanie rosła. W 69. minucie meczu bardzo zakotłowało się pod bramką Gorgelina. Najpierw niecelnie uderzył Brandao. Chwilę potem w pole karne wpadł Gradel, zabawił się z obrońcami Lyonu i oddał strzał, który pewnie sparował Gorgelin. Nie minęła minuta i znów gospodarze mogli objąć prowadzenie. Tym razem głową uderzał Pernin. Pędząca piłka odbiła się jednak od poprzeczki.
Wydawało się, że jeżeli ktoś ma w tym meczu strzelić bramkę, będą to właśnie gospodarze, jednak nie potrafili oni w pełni wykorzystać swoich sytuacji. Bezwzględnie wykorzystali to goście, którzy rzutem na taśmę odmienili losy meczu. W ostatniej minucie do siatki trafił Briand. Saint-Etienne było bardzo blisko zwycięstwa w tym spotkaniu. Warto dodać, że ten mecz, jak każde derby, rządził się własnymi prawami. Nie było to wielkie widowisko, jednak emocji zwłaszcza w końcówce nie brakowało. Wszystko wskazuje na to, że piłkarze Lyonu powoli odnajdują swoją optymalną formę i być może w najbliższym czasie włączą się do „gry o tron”.











