W sześciu kolejnych meczach w ramach dziewiątej kolejki Premiership aż czterokrotnie wygrywali gospodarze, raz zwyciężyli goście i padł jeden remis.
Manchester United wykorzystał potknięcie londyńskiej Chelsea w Birmingham i objął fotel lidera po zwycięskim meczu nad Boltonem. „Czerwone Diabły” rozpoczęły od mocnego uderzenia, po główce Michaela Owena piłkę do własnej bramki wpakował Zat Knight. Przewaga utrzymywała się dalej po stronie piłkarzy z Manchesteru, jednak na ich drodze stał dobrze dysponowany Jussie Jaaskelainen. Jednak fiński bramkarz po raz drugi skapitulował w 33. minucie spotkania, po pięknym strzale byłego gracza Wigan, Louisa Antonio Valencii. Doskonałe okazje do podwyższenia wyniku i upokorzenia „Kłusaków” mieli Michael Owen, który zastąpił na ten mecz Wayne’a Rooneya, i Dimitar Berbatov. W drugiej połowie ożywili się piłkarze gości, którzy coraz częściej atakowali bramkę strzeżoną przez wyleczonego już Edwina van der Sara. Dobrze spisującego się między słupkami holenderskiego bramkarza udało się pokonać dopiero w 75. minucie spotkania, kiedy to celną główką popisał się Matthew Taylor. „Kłusaki” mogły sprawić sensację na Old Trafford, jednak van der Sar nie dopuścił do utraty korzystnego dla „Czerwonych Diabłów” wyniku, broniąc groźne strzały Cahilla i chcącego się zrehabilitować za samobójczą bramkę Zata Knighta.
Tempa nie zwalnia również Arsenal Londyn, który na Empirates Stadium gładko pokonał beniaminka z Birmingham 3:1. Będący we wspaniałej formie gospodarze objęli prowadzenie w 16. minucie spotkanie po bramce Robina van Persiego. Zaledwie 120 sekund później było 2:0 dla ekipy Arsene’a Wengera. Dośrodkowanie Tomasa Rosicky’ego na bramkę zamienił Abou Diaby. Piłkarze beniaminka nie stracili wiary i udało im się w pierwszej połowie strzelić kontaktowego gola. Błąd młodego bramkarza Arsenalu Vito Mannone wykorzystał Lee Bowyer. W drugiej połowie dominowali już tylko „Kanonierzy”, którzy koniecznie chcieli podwyższyć wynik spotkania. Jednak dogodne sytuacje marnowali van Persie i Cesc Fabregas. Ostatecznie zwycięstwo przypieczętował Andrej Arszawin, który wykorzystał podanie hiszpańskiego rozgrywającego i zdobył trzecią bramkę dla Arsenalu.
W świetnej formie jest również inny klub z Londynu – Tottenham. Podopieczni Harry’ego Redknappa od początku spotkania dominowali w pojedynku, którego gospodarzem było ostatni zespół Premiership – Portsmouth. Na efekty przewagi ze strony piłkarzy z Londynu kibice musieli czekać aż do 29. minuty, kiedy to Ledley King po podaniu z rzutu rożnego Niko Krancjara strzałem głową dał prowadzenie „Kogutom”. Podopiecznym Redknappa udało się za sprawą Jeremaina Defoe podwyższyć wynik tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę. Gospodarzom spotkania starczyło sił tylko na zdobycie honorowego trafienia Kevina Boatenga w 59. minucie spotkania. Goście do końca meczu kontrolowali sytuację na boisku, a świetnie spisujący się w bramce Gomes nie dopuścił do straty ważnych punktów.
Nad Liverpoolem za to zebrały się czarne chmury, które niewątpliwie wróżą sporą burzę nad klubem. Podopiecznym Rafy Beniteza nie udało się pokonać na Stadium of Light Sunderlandu. Już w piątej minucie spotkania będący w coraz lepszej dyspozycji Darren Bent dał prowadzenie gospodarzom. Goście jednak udowodnili, że nie istnieją bez Stevena Gerrarda i Fernando Torresa i nie udało im się doprowadzić chociaż do remisu. Ta przegrana 1:0 może oznaczać dla „The Reds” koniec walki o upragniony mistrzowski tytuł. Do prowadzącego w tabeli Manchesteru United gracze Beniteza tracą już siedem punktów.










