To już we wtorek. Już we wtorkowy wieczór mistrz Polski, Legia Warszawa, stanie przed szansą spełnienia nadziei i marzeń milionów Polaków. Nadziei i marzeń, które są regularnie rozbudzane i łechtane przez kolejne polskie zespoły i od 17 lat konsekwentnie zawodzone. Czy to Legia będzie naszym piłkarskim Mojżeszem i wreszcie przyprowadzi do Polski tę wielką malowaną w czarne gwiazdy piłkę?
Szansa jest ogromna i choć wolałbym uniknąć określenia „niepowtarzalna”, to pcha się ono na usta. Ostatni raz tak blisko Ligi Mistrzów znalazła się Wisła Kraków prowadzona przez holenderski duet Valckx-Maaskant. Teraz Legia będzie starała się nie pójść w ślady Wiślaków, mając na czele duet nie holenderski, a polski, który jednak wydaje się być bardziej zachodni niż ktokolwiek wcześniej w polskiej piłce. Leśnodorski do spółki z Urbanem stworzył drużynę, z której można by zestawić dwa zespoły walczące o mistrzostwo Polski. Co prawda oba te zespoły przegrały ostanie ligowe spotkania z Ruchem i Lechią, jednak to nie powinno zaciemniać realnego obrazu potęgi Legii. Potęgi na warunki Ekstraklasy oczywiście, bo jak się od dawna przekonujemy, taka potęga w Europie to wymagany standard.
W ciągu lat bojów polskich drużyn o europejskie puchary tradycją stało się, że „naszym głównym atutem są kibice i fantastyczny doping”. Ten atut nie został wprawdzie odebrany, jednak na pewno mocno zniwelowany przez decyzję UEFA o zamknięciu „Żylety”. „Wojskowi” oczywiście odwoływali się od tego werdyktu do władz europejskiej federacji i choć osobiście w tej sprawie interweniował nawet prezes Boniek, UEFA się nie ugięła. Podtrzymano pierwotną decyzję i we wtorek w meczu z Rumunami na „Żylecie” szaleć będzie co najwyżej wiatr. Jednak wyjątkowość polskich kibiców nie jest wyssaną z palca legendą. Grupa najzagorzalszych fanów, którzy normalnie zajmują miejsca na trybunie północnej (Żylecie), przeniesie się niemal w całości na trybunę wschodnią im. Kazimierza Deyny, gdzie zostało już umieszczone gniazdo.
– Wydaje mi się, że przez zamknięcie Żylety szanse są nierówne. Steaua też popełniła pewne grzeszki i UEFA zajmuje się ich sprawą. Mogła jednak zagrać przy pełnym stadionie, z kompletem publiczności. Żyleta pewnie będzie na całym stadionie. Wiemy jednak, gdzie zwykle znajduje się serce tego dopingu – mówi o całej sprawie Jan Urban. – Nie myślimy o kwestiach finansowych, bo przed nami wyzwania sportowe. Trudno mi powiedzieć, jak presję odbierają zawodnicy. Ja przed tym spotkaniem jestem spokojny, ale zdaję sobie sprawę, jakie wyzwanie nas czeka. Możemy zapisać się w historii polskiej piłki i przede wszystkim w historii Legii. – Szkoleniowiec Legii przyznał na koniec, że jako zawodnik grywał w równie trudnych gatunkowo meczach, jednak jest to zdecydowanie najważniejszy mecz w jego karierze jako trenera.
Zarówno Jan Urban, jak i zawodnicy mistrza Polski podkreślają, że nie będą się cofać przed Rumunami. Szkoleniowiec Legii twierdzi, że Steaua przy całym swoim potencjale ofensywnym gubi się, kiedy przychodzi im się bronić. – – kwituje Urban.










