Niedziela w Ligue 1 nie przyniosła większych zmian w ligowej tabeli. Lille pewnie wygrało z Monaco 4:0 i wciąż zachowuje szanse na walkę o europejskie puchary. Montpellier w ostatniej minucie straciło dwa punkty i zaledwie zremisowało z Tuluzą. Saint-Etienne zremisowało z wyżej notowanym PSG i jest bliskie utrzymania w Ligue 1.

W pierwszym niedzielnym spotkaniu na Stadium Lille-Metropole zmierzyły się ekipy Lille, która jeszcze walczy o grę w europejskich pucharach, i Monaco, która już właściwie w tym sezonie nie gra o nic. I było to wyraźnie widać na boisku już od pierwszych minut. To gospodarze pierwsi ruszyli do natarcia i już po kwadransie prowadzili po golu Chedjou. Kolejne ciekawe wydarzenie na murawie Lille-Metropole miało miejsce w ostatniej minucie pierwszej połowy. Igor Lolo nieprzepisowo powstrzymywał w polu karnym Debuchy’ego i sędzia podyktował „jedenastkę” dla gospodarzy, którą pewnie egzekwował Cabaye. Z decyzją arbitra nie mógł się pogodzić trener gości – Guy Lacombe, którego pan Laurent Duhamel wyrzucił na trybuny za protesty. W drugiej odsłonie Lille potwierdziło, że jest obecnie dużo lepszą drużyną niż Monaco. Najpierw w 75. minucie do bramki Ruffiera trafił ponownie Cabaye, a w doliczonym czasie gry, po dośrodkowaniu Ludovica Obraniaka, gola zdobył Tulio De Melo. Lille pewnie pokonało gości z Księstwa 4:0 i wciąż liczy się w walce o najwyższe lokaty w Ligue 1.
Gorsze nastroje w niedzielny wieczór zapanowały w Montpellier. Na Stade de la Mosson miejscowi podejmowali Tuluzę i przez większą część meczu wszystko wskazywało na to, że dopiszą sobie w ligowej tabeli bardzo cenne trzy oczka. W 32. minucie gospodarzy na prowadzenie wyprowadził Costa i wynik ten utrzymywał się bardzo długo. Dopiero w pierwszej minucie doliczonego czasu gry punkt dla gości uratował sprowadzony do „Les Violets” całkiem niedawno Kazim Richards. Po tym meczu drużyna Montpellier ma w tabeli tyle samo punktów co Lyon, ale już na plecach czuje oddech Lille, które ma tylko o jedno oczko mniej.
W ostatnim meczu na Stade Geoffroy-Guichard zmierzyły się wciąż broniąca się przed spadkiem drużyna Saint-Etienne i ligowy przeciętniak Paris Saint-Germain. Na punktach bardziej powinno zależeć „Les Verts” i faktycznie oni częściej gościli w okolicach pola karnego rywali. Akcje „Zielonych” rzadko jednak kończyły się strzałami, a jeśli już do tego doszło, były to uderzenia niecelne. Jeszcze gorzej wyglądała statystyka PSG. Goście oddali zaledwie pięć strzałów i tylko raz, po uderzeniu Matei Keżmana, interweniować musiał Jeremie Janot. Bezbarwne widowisko zakończyło się bezbramkowym remisem. Saint-Etienne nadal utrzymuje się tuż nad strefą spadkową i coraz więcej wskazuje na to, że w przyszłym sezonie znów zobaczymy „Les Verts” w najwyższej klasie rozgrywkowej.











