Francuska Ligue 1 ponownie udowodniła, iż jest jedną z najmniej przewidywalnych lig w europejskiej elicie. Gdy jeszcze niedawno wydawało się, że pewnie po mistrzowską koronę zmierza Lille, dziś wszystko jest sprawą otwartą, podobnie jak walka o Ligę Mistrzów. Równie zaskakujące rzeczy dzieją się w dole tabeli. Zapraszam na podsumowanie 31. kolejki nad Sekwaną.
Dwójka o tytuł?
Jeszcze dwie kolejki temu sprawa mistrzostwa Francji wyglądała na rozstrzygniętą i nie ze względu na przewagę, jaką piłkarze z Flandrii sobie wypracowali, lecz na ich determinację, która towarzyszyła zdobywaniu kolejnych punktów. Wystarczyły jednak tylko dwa spotkania i zdobyty w nich jeden punkt, by o krok od przejęcia fotelu lidera znalazła się Marsylia. – Czemu mielibyśmy się martwić? – zapytuje dziennikarzy trener lidera, Rudii Garcia. Ano tym, że upragniony tytuł wymyka im się z rąk. To prawda, że oczekiwania Lille na początku sezonu nie były tak wygórowane. Zdobycie każdego lepszego miejsca niż zeszłoroczne czwarte i awans do Ligi Mistrzów już można uznać za sukces dla wciąż budującego się zespołu.

Jednak jak cała rzesz kibiców z północnej Francji będzie w stanie przeboleć fakt, iż ich zespół, który nieprzerwanie okupuje pierwszą lokatę od czternastej kolejki, czyli od 21 listopada, nie zdobędzie mistrzostwa? Oliwą dolaną do ognia byłby zapewne triumf Marsylii, którą udało się pokonać na Stade Velodrome. Marsylii, która przeplata lepsze i gorsze mecze, lecz nigdy nie potrafiła wspiąć się na niebotyczny poziom, jaki nieraz prezentowała jedenastka „Les Dogues”. Liga to jednak długodystansowa konkurencja i w końcowym rozrachunku liczyć się będzie solidność zdobywanych punktów, szczególnie w meczach, w których po prostu nic nie wychodzi. Dlatego też, mimo iż nie jestem zwolennikiem seryjnych mistrzów kraju, upatruję w piłkarzach Didiera Deschampsa bardzo realnego kandydata do obrony tytułu, dając im ciut większe szanse niż Hazardowi i spółce. Obym się pomylił i żeby znów futbol zaprezentował swoją nieprzewidywalność, której nad Sekwaną mamy w bród.
Hit o LM dla stolicy!
Paryżanie przeżywają drugą w młodość w obecnym sezonie. Na początku tej rundy trudno było doszukać się jakości zespołu, który jeszcze jesienną porą z taką łatwością i werwą mijał kolejne przeszkody. Po serii czterech porażek z rzędu pojawiły się głosy, iż szanse na uzyskanie korzystniejszego rezultatu niż zeszłoroczny, czyli gra w Lidze Europejskiej są marne. Na wierzch zaczęły wyłazić wewnętrzne konflikty zespołu, atmosfery w szatni nie poprawił każdy uzyskany rezultat. W Ligue 1 jednak jak w kalejdoskopie, wystarczyły dwa zwycięstwa i ponownie można myśleć o grze w Lidze Mistrzów.












