Lech Poznań szczęśliwie i niespodziewanie pokonał Fiorentinę w Lidze Europy. Gole dla drużyny Jana Urbana strzelili Dawid Kownacki i Maciej Gajos. Bramkę dla gospodarzy zdobył Giuseppe Rossi. Dzięki zwycięstwu lechici wskoczyli na drugie miejsce w grupie I.
Już przed spotkaniem wiedzieliśmy, że Lechowi nie będzie dzisiaj łatwo. Fiorentina gra w tym sezonie wybornie, jest liderem Serie A. „Kolejorz” natomiast – na drugim biegunie, ponieważ poznaniacy okupują ostatnie miejsce w ligowej tabeli. Dorzućmy do tego wczorajsze kłopoty z wylotem do Florencji, kontuzję kluczowego zawodnika, jakim jest Jevtić, i chorobę Ajrajuuriego. Nie było łatwo. Lech mógł upatrywać swoich szans w fakcie, że Paulo Sousa nie wystawił do gry najmocniejszego składu. Włosi żyją już meczem na szczycie Serie A, przeciwko Romie, który odbędzie się już w niedzielę. To prawdopodobnie z tego powodu portugalski szkoleniowiec nie wystawił przeciwko Lechowi najsilniejszej jedenastki.
Spotkanie, które było pucharowym debiutem Jana Urbana na ławce trenerskiej Lecha, lepiej rozpoczęła drużyna gospodarzy. „Viola” chciała szybko objąć prowadzenie i mocno ruszyła do przodu. Duża wymienność pozycji, dobra gra w ataku pozycyjnym, częste próby gry na jeden, dwa kontakty. Tak można krótko opisać zachowanie Fiorentiny w początkowej fazie spotkania. Lech głównie biegał za piłką i czekał na kontrataki. Jednak gdy już był przy piłce, brakowało dokładności i kończyło się to szybką stratą. Z biegiem czasu podopieczni Urbana zaczęli radzić sobie lepiej. Przynajmniej jeśli chodzi o utrzymanie przy piłce. Kilka dośrodkowań po ataku pozycyjnym to jednak na lidera Seria A za mało.
Przez długi czas pierwszej części spotkania obie drużyny grały jak na treningowej gierce, w której jedna atakuje, druga broni, a po chwili następuje zamiana ról. Lech był jednak w swoich atakach chaotyczny i prowadził je w sposób nieprzemyślany. W grze „Violi” widać było konsekwencję, mechanizm i pewność, że w końcu uda się znaleźć dziurę w, grającej wyjątkowo przyzwoicie jak na ostatnie miesiące, obronie „Kolejorza”. Nie mniej jednak tempo gry nie należało do wysokich, sytuacji bramkowych i emocji jak na lekarstwo. Ot, kolejny nudny wieczór z Lechem Poznań.
Od początku drugiej części spotkania przewagę osiągała drużyna gospodarzy. Lech miał ogromne problemy z wyjściem z własnej połowy. Podopieczni Sousy długo, cierpliwie i schematycznie rozgrywali piłkę. Wciąż jednak w akcjach Fiorentiny brakowało przyspieszenia. W 66. minucie naszemu zespołowi udało się w końcu wyjść z kontrą ze swojej części boiska. Mało tego, ta kontra Lecha zakończyła się golem, którego strzelił przebywający na murawie zaledwie od kilku minut Dawid Kownacki.











