Lech Poznań przeszedł pierwszą przeszkodę w drodze po podwójną koronę. W Bydgoszczy wykonał pierwszy z czterech kroków, które mają go zaprowadzić po raz czwarty na Stadion Narodowy. Zwycięstwo nad Zawiszą było oczywistością, ale „Kolejorz” w ostatnim czasie nie prezentuje się najlepiej, a i podobne wpadki ma już na swoim koncie. Przy komplecie publiczności na stadionie trzecioligowca i czterech tysiącach fanów z Poznania udało się jednak pewnie zwyciężyć i awansować.
Cztery wizyty na Stadionie Narodowym, cztery finały Pucharu Polski, cztery klęski, które na długo zapadły w pamięć kibicom. Plama na wizerunku. Od ostatniego Pucharu Polski zdobytego przez poznański klub minęło już 14 lat. Przez te wszystkie lata puchar podnosiły takie drużyny, jak: Arka Gdynia, Jagiellonia, Lechia Gdańsk czy nawet znajdujący się obecnie w III lidze Zawisza Bydgoszcz. Zwłaszcza teraz, gdy Legia i Raków są zajęci dodatkowo europejskimi pucharami, zdobycie Pucharu Polski jest bardzo ważnym celem dla Johna van den Broma. Nie może go sobie odpuścić. Puchar Polski to tylko pięć spotkań. Najłatwiejsza droga do europejskich pucharów i po sięgnięcie jakiegokolwiek pucharu, a tych w Poznaniu nigdy dość.
Lech Poznań i przegląd kadry
Zacznijmy w ogóle od tego, że dla takich spotkań jest Puchar Polski. Faktycznie było czuć, że jest to „Puchar Tysiąca Drużyn”. Wypełniony stadion w Bydgoszczy, masa kibiców z Poznania, mimo że przecież oba kluby dzielą aż cztery klasy rozgrywkowe. Dla Zawiszy było ta prawdziwe święto. Pełna mobilizacja i świetne opakowanie tego wyjątkowego wieczoru. Dobrze byłoby, jakby w Bydgoszczy funkcjonowała piłka nożna na trochę wyższym poziomie niż 3. liga. Zawisza zmierza w dobrym kierunku i niech tak będzie dalej. Ten mecz z Lechem niech będzie dobrym prognostykiem na przyszłość. Dostał nauczkę, ale chyba wszyscy się tego spodziewali.
Lech Poznań ma ostatnio wiele problemów kadrowych mimo przecież tak szerokiej kadry. John van den Brom trochę pomieszał w składzie na mecz z Zawiszą. Szansę dostali między innymi Filip Wilak, Maksymilian Dziuba i Maksymilian Pingot. Wszyscy mają coś do udowodnienia i nie dostają wiele szans na grę. Dziuba to wyróżniająca się postać rezerw. Po raz pierwszy miał okazję zaprezentować się szerszej publiczności i wykorzystał tę szansę. Widać u niego lekkość w poruszaniu się, szybkość i niezły przegląd pola. Zdarzały się młodzieńcze błędy, ale Dziuba ma dopiero 18 lat. Piłkarz do mocnej obserwacji, bo może zaraz wyrosnąć kolejny wychowanek Lechowi.










