W cieniu wielkiej rywalizacji pomiędzy Olympique Marsylia a PSG odbyła się 15. seria spotkań Ligue 1. Triumf piłkarzy OM w niedzielny wieczór przyniósł zdecydowanie najwięcej emocji i komentarzy. Dla nich może być to przełomowy moment w tym sezonie, podobnie jak dla kilku innych drużyn, które w ten weekend wywalczyły komplet punktów. Nie można również zapomnieć o Montpellier. Podopieczni Rene Girarda dzięki stabilnej i wysokiej formie nareszcie uplasowali się na pierwszej pozycji. Oto podsumowanie minionej kolejki L1. Zapraszam!
Jednostronny Klasyk
Marsylia zagrała wczorajszego wieczoru jeden z najlepszych meczów w tym sezonie (równać się może innej efektownej wygranej z Borussią Dortmund w Lidze Mistrzów, choć tam mistrzowie Niemiec mieli jeszcze coś do powiedzenia). Świeżo zakończony tydzień miał być dla „Les Phoceens” chwilą prawdy – dwa prestiżowe oraz istotne pojedynki z czołówką tabeli, a także spotkanie z Olympiakosem Pireus, który mogło przesądzić o awansie do fazy pucharowej Champions League. Dwie porażki 0:1, najpierw z Montpellier, potem z Grekami, były najgorszą wizytówką, jaką mogli wystawić podopieczni Didiera Deschampsa przed wczorajszym Klasykiem. Przekonaliśmy się jednak, iż psychika ludzka potrafi płatać figle i zamiast zmęczonych, sfrustrowanych jedenastu piłkarzy zobaczyliśmy dojrzały marsylski kolektyw walczący o każdą piłkę. Nie boję się stwierdzić, że ten mecz był pierwszym w tym sezonie, w którym wszystkie tryby, łącznie z tymi, które dołączyły latem, zaczęły funkcjonować prawidłowo. Nawet strajkująca publiczność fakt ten odnotowała i postanowiła nie opuszczać swoich ulubieńców. Czyżby był to dla OM punkt zwrotny?

Jeśli ktoś widział wczorajsze spotkanie na Stade Velodrome, to nie trzeba go przekonywać do stwierdzenia, iż Paris Saint-Germain znalazło się w solidnym dołku. Nawet sami piłkarze w wywiadach przyznają, iż przyszedł dla nich trudny moment w sezonie, który muszą przetrwać. – Każda drużyna ma zniżkę formy. Teraz to my ją przeżywamy. Ważne jest więc byśmy zachowali spokój. Jesteśmy mężczyznami, a zatem musimy trzymać głowy w górze – przyznał po spotkaniu Mohamed Sissoko. Jeremy Menez nawoływał zaś, by wraz z kolegami poszukali tej formy, którą tak błyszczeli na początku rozgrywek.
Tu pojawia się zatem pytanie o jakość paryskiej ekipy. Czy pochodzi ona rzeczywiście ze współpracy całego zespołu, o czym przekonują w rozmowach piłkarze, czy też ze wspomagania kilku wielkich talentów przez pozostałych, przyzwoicie prezentujących się zawodników? Od samego początku wspaniałej serii bez porażek paryżan miałem wrażenie, iż jeśli jeden lub dwa najistotniejsze ogniwa w tej współpracy padną, to nawet jeśli reszta formę utrzyma, będziemy świadkami ogromnych rozczarowań. Javier Pastore ginie w środkowej strefie, Kevina Gameiro opuściło szczęście, a Jeremy Menez w swoich szarżach zapomina, że futbol to gra zespołowa.












