Jak jeden mąż ekipy z czuba tabeli Ligue 1 zgromadziły w dziesiątej kolejce komplet punktów. Wygrały PSG, Lyon, Montpellier i Lille. Jedynie Tuluza musiała zadowolić się remisem, choć z nie byle kim, bo z Marsylią. Obok OM po raz kolejny swoich kibiców zawiedli piłkarze Bordeaux, którzy ulegli wysoko w Nicei. Warto dodać, że premierowe trafienie dla Lille zaliczył Ireneusz Jeleń, Grzegorz Krychowiak zagrał zaś całe spotkanie w barwach „Żyrondystów”. Zapraszam na podsumowanie 10. serii spotkań.
AJ Auxerre – Lille OSC 1:3 Podobnie jak we wcześniejszej potyczce z Saint-Etienne, piłkarze Lille wyciągnęli niekorzystny wynik 0:1, aplikując rywalom trzy gole. Ponownie główną rolę odegrał niesamowity Eden Hazard, który choć gola nie strzelił, miał znaczący udział przy dwóch pierwszych bramkach. Co prawda, nie zaczął meczu w podstawowym składzie, ale wystarczyło, by pojawił się na murawie na pół godziny i zapewnił trzy punkty całej drużynie. W meczu tym oglądać można było trzech Polaków – Obraniak (Lille) i Dudka (Auxerre) zagrali od pierwszej minuty, a Ireneusz Jeleń wszedł wraz z Hazardem z ławki rezerwowych. Przewrotny los chciał, by to właśnie przeciwko byłym kolegom z Burgundii Polak przełamał swoją strzelecką niemoc, co sam piłkarz skwitował brakiem radości.
Jeleń nareszcie się przełamał, choć sam wybrałby sobie innego przeciwnika na taki moment (fot. losc.fr)
Stade Brestois 29 – SM Caen 1:1 Wystarczyło piłkarzom z Bretanii utrzymać prowadzenie tylko przez ostatnie osiem minut spotkania, a pierwszy raz w tym sezonie trzy punkty stałyby się ich udziałem. Nic z tych rzeczy, Brest celuje w tym sezonie w pobicie rekordu Auxerre w liczbie remisów z zeszłego sezonu. Na tę chwilę mają ich osiem, a do upragnionego celu brakuje już nieco więcej niż drugie tyle.
Evian TG FC – AS Saint-Etienne 1:2 Żaden z beniaminków w tegorocznych rozgrywkach nie stawia łatwych warunków nikomu. Również zawodnicy z Saint-Etienne nie mieli gładko u podnóża Alp. Wykazali się jednak zdecydowanie większą skutecznością, doświadczeniem i dowieźli trzy punkty do końca. Po dobrym początku rozgrywek „Zieloni” wpadli w niejaki kryzys, ale wygląda na to, iż wszystko wraca do normy. Była to dopiero pierwsza wygrana od dwóch miesięcy, ale seria czterech spotkań bez porażki napawa optymizmem.
Olympique Lyon – AS Nancy 3:1 Liończycy są na fali wznoszącej i to widać gołym okiem. Z tropu nie zbiła ich nawet ostatnia porażka z PSG, w której równorzędnie rywalizowali z paryżanami, ale geniusz Javiera Pastore odmienił losy spotkania. Tym razem przeciwnik był zdecydowanie mniej wymagający – Nancy – a koncert na Stade Gerland ponownie urządzili sobie Michel Bastos i Bafetimbi Gomis. Obaj są w wyśmienitej formie i mimo iż w zbliżającej się kolejce Ligi Mistrzów „Les Gones” wybierają się do Madrytu, to bynajmniej nie stoją na straconej pozycji. W końcu Realowi nigdy wygodnie się nie grało z OL. Wydarzeniem sobotniego pojedynku z przyjezdnymi z Lotaryngii był również powrót do składu dwóch długo pauzujących z powodu kontuzji piłkarzy. Byli nimi Brazylijczyk Cris oraz gwiazda zeszłorocznego okienka transferowego, Christian Gourcuff. Czy będą oni wzmocnieniem dla już rozpędzonego Lyonu?
Montpellier HSC – Dijon FCO 5:3 Kto w 11. minucie tego spotkania, gdy na dwubramkowe prowadzenie wyszli goście, pomyślał, że tak przekonującego zwycięstwa dokonają piłkarze Montpellier. Gdy Benjamin Courgnaut wykorzystywał kolejne błędy obrony „La Pallade”, Rene Girard na ławce trenerskiej chował tylko swoją twarz w dłoniach, by nikt przypadkiem nie pomyślał, że to on kazał tym piłkarzom tak grać. „Czerwoni” z Burgundii strzelili sobie jednak w stopę, dając nadzieję na korzystny wynik bramką samobójczą. Potem już poszło lawinowo: hat-trick Oliviera Giroud, trafienie dołożył również Souleymane Camara i ustalający gol Guerberta nie miał już większego znaczenia.
Toulouse FC – Olympique Marsylia 0:0 Kolejny frustrujący wieczór dla kibiców Marsylii. Kilka okazji, trzęsły się i słupki, i poprzeczki, a zwycięskiego gola jak nie było, tak nie ma. Dziewiąty mecz bez wygranej „Les Phoceens” i dopiero 15. miejsce. Czyżby po słabych występach w lidze znów miało przyjść olśnienie w Champions League? Oby, bo najbliższym rywalem ma być przecież Arsenal Londyn.
OGC Nice – Girondins Bordeaux 3:0 Gorzej już chyba być nie może. Gdy wydawało się, że trener Francis Gillot małymi kroczkami uzyskuje dobrą grę od swoich podopiecznych, przyszedł mecz z Niceą, w którym zagrali wręcz katastrofalnie. Nicea, co prawda, nigdy nie odpuszcza meczów na własnym stadionie, ale ich piłkarska wyższość była zaskakująca. A przecież oni od początku sezonu bronią się przed spadkiem. Teraz jednak taki los czeka „Żyrondystów”, którzy przez stracone punkty wylądowali na osiemnastym miejscu z ledwie trzema punktami przewagi nad najsłabszym Nancy. Przykro mówić, ale wspomnieć trzeba, że swój niechlubny udział w tej klęsce miał także Grzegorz Krychowiak. Polak otrzymał szansę gry od pierwszej minuty, choć na nietypowej dla siebie pozycji – prawego obrońcy. Wykazywał się wielką ochotą do gry i widać było, iż ma duży ciąg na bramkę. Jednak w swojej strefie obronnej brakowało mu chyba doświadczenia. Dał się przepchnąć, przegonić, a także łamał linię spalonego w kluczowych momentach. Miejmy nadzieję, że nie zmieni to jednak zaufania szkoleniowca.
AC Ajaccio – Paris Saint-Germain 1:3 Na Korsyce miało być szybko, łatwo i przyjemnie dla aktualnego lidera Ligue 1. Rzeczywiście było, ale dopiero po przerwie. Mimo iż paryżanie już w drugiej minucie za sprawą Kevina Gameiro wyszli na prowadzenie, to musieli później zmierzyć się z wyspiarską walecznością i entuzjastycznymi kibicami na trybunach. Gospodarze zdołali wyrównać i gdy zdawało się, że w drugich 45 minutach mogą powalczyć nawet o komplet oczek, zeszło z nich powietrze. Coraz lepiej zgrywająca się ekipa ze stolicy wykorzystała przewagę w umiejętnościach indywidualnych i w pierwszych ośmiu minutach drugiej odsłony wyprowadzili dwa zabójcze ciosy. Później na boisku już niewiele się działo. Przykład ze wspomnianego wcześniej Giroud wziął Gameiro, który również ustrzelił trzy gole i tym samym wysunął się na czoło klasyfikacji strzelców z ośmioma bramkami. Czyżby miałby to być dla niego ten upragniony sezon?
Valenciennes FC – FC Sochaux 3:0 Stało się już tradycją, że Sochaux przegrywając mecz, lawinowo traci gole. 2:6 z Rennes, 1:4 z Auxerre, a teraz 0:3. Wynik ten jednak jest przełomowy ze względu na fakt, iż po raz pierwszy w tegorocznych rozgrywkach „Les Lionceaux” nie pokonali bramkarza rywali. Mecz na nowiutkim Stade du Hainaut był popisem 19-letniego napastnika VFC, Vincenta Aboubakara. Kameruńczyk strzelił dwie nieprzeciętne bramki, czym pokazał, jaki talent w nim drzemie.
Stade Rennais FC – FC Lorient 2:0 Pomimo iż przed derbami Bretanii wyżej w tabeli plasowała się ekipa „Morszczuków”, jednak to gospodarze uznawani byli za faworytów tej prestiżowej rywalizacji. Boiskowe wydarzenia tylko to potwierdziły. Podopieczni Christana Gourcuffa przez pełne 90 minut nie mieli prawie nic do powiedzenia. Poza dwiema fatalnie zmarnowanymi sytuacjami Jeremiego Aladiere’a „Czerwono-czarni” nie dopuścili rywali właściwie do słowa. Bardzo mądrze zakładali pressing, utrzymywali się przy piłce i z zabójczą skutecznością wykorzystali stałe fragmenty gry. Już w 10. minucie cudownym strzałem w okienku z rzutu wolnego popisał się Jires Kembo-Ekoko, a po przerwie Lorient dobił z rzutu karnego Jonathan Pitroipa. Po dwóch meczach bez zwycięstwa piłkarze Frederica Antonettiego zgarniają trzy oczka i dobijają do czołówki tabeli.
Zawodnik kolejki: Olivier Giroud (Montpellier HSC) Można było się zastanawiać, czy na to miano zasługuje bardziej on czy może snajper PSG, Kevin Gameiro. Uznaliśmy jednak, iż rola byłego króla strzelców Ligue 2 w zwycięstwo nad Dijon była nieco większa. Olivier Giroud zaprezentował, jak wszechstronny może być napastnik. Potrafił pójść za bezpańską piłką i powalczyć z obrońcą, bez kłopotów wykorzystał kluczową dla wyniku „jedenastkę”, a zakończył pięknym huknięciem z lewej nogi w krótki słupek bramki Reynet. Zasług jego nie zmienia fakt, iż nie był to najlepszy dzień ani defensywy, ani przede wszystkim golkipera „Czerwonych”. Giroud ponownie w tym sezonie pokazał wielką klasę i tylko czekać, jak zgłoszą się po niego znacznie większe firmy niż „La Pallade”.
Gole kolejki: Tym razem zdecydowaliśmy się Państwu zaprezentować dwa trafienia. We Francji piłkarze mają ciekawy zwyczaj zdobywania kilku bramek w jednej kolejce w podobny sposób. Dość niedawno w jednej serii spotkań padły aż trzy bramki zdobyte przewrotką. Tym razem dwa bliźniacze gole były udziałem Bruno Grougiego z Brestu i Jiresa Kembo-Ekoko z Rennes. Każdy z nich wykonał perfekcyjnie rzut wolny, kierując piłkę w samo okienko bramki. Nieco trudniejsze zadanie miał rozgrywający Bretończyków, gdyż piłkę miał ustawioną nieco bliżej końca boiska – tuż przed linią pola karnego. Oto i rzeczone gole:
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Jak jeden mąż ekipy z czuba tabeli Ligue 1 zgromadziły w dziesiątej kolejce komplet punktów. Wygrały PSG, Lyon, Montpellier i Lille. Jedynie Tuluza musiała zadowolić się remisem, choć z nie byle kim, bo z Marsylią. Obok OM po raz kolejny swoich kibiców zawiedli piłkarze Bordeaux, którzy ulegli wysoko w Nicei. Warto dodać, że premierowe trafienie dla Lille zaliczył Ireneusz Jeleń, Grzegorz Krychowiak zagrał zaś całe spotkanie w barwach „Żyrondystów”. Zapraszam na podsumowanie 10. serii spotkań.
AJ Auxerre – Lille OSC 1:3 Podobnie jak we wcześniejszej potyczce z Saint-Etienne, piłkarze Lille wyciągnęli niekorzystny wynik 0:1, aplikując rywalom trzy gole. Ponownie główną rolę odegrał niesamowity Eden Hazard, który choć gola nie strzelił, miał znaczący udział przy dwóch pierwszych bramkach. Co prawda, nie zaczął meczu w podstawowym składzie, ale wystarczyło, by pojawił się na murawie na pół godziny i zapewnił trzy punkty całej drużynie. W meczu tym oglądać można było trzech Polaków – Obraniak (Lille) i Dudka (Auxerre) zagrali od pierwszej minuty, a Ireneusz Jeleń wszedł wraz z Hazardem z ławki rezerwowych. Przewrotny los chciał, by to właśnie przeciwko byłym kolegom z Burgundii Polak przełamał swoją strzelecką niemoc, co sam piłkarz skwitował brakiem radości.
Jeleń nareszcie się przełamał, choć sam wybrałby sobie innego przeciwnika na taki moment (fot. losc.fr)
Stade Brestois 29 – SM Caen 1:1 Wystarczyło piłkarzom z Bretanii utrzymać prowadzenie tylko przez ostatnie osiem minut spotkania, a pierwszy raz w tym sezonie trzy punkty stałyby się ich udziałem. Nic z tych rzeczy, Brest celuje w tym sezonie w pobicie rekordu Auxerre w liczbie remisów z zeszłego sezonu. Na tę chwilę mają ich osiem, a do upragnionego celu brakuje już nieco więcej niż drugie tyle.
Evian TG FC – AS Saint-Etienne 1:2 Żaden z beniaminków w tegorocznych rozgrywkach nie stawia łatwych warunków nikomu. Również zawodnicy z Saint-Etienne nie mieli gładko u podnóża Alp. Wykazali się jednak zdecydowanie większą skutecznością, doświadczeniem i dowieźli trzy punkty do końca. Po dobrym początku rozgrywek „Zieloni” wpadli w niejaki kryzys, ale wygląda na to, iż wszystko wraca do normy. Była to dopiero pierwsza wygrana od dwóch miesięcy, ale seria czterech spotkań bez porażki napawa optymizmem.
Olympique Lyon – AS Nancy 3:1 Liończycy są na fali wznoszącej i to widać gołym okiem. Z tropu nie zbiła ich nawet ostatnia porażka z PSG, w której równorzędnie rywalizowali z paryżanami, ale geniusz Javiera Pastore odmienił losy spotkania. Tym razem przeciwnik był zdecydowanie mniej wymagający – Nancy – a koncert na Stade Gerland ponownie urządzili sobie Michel Bastos i Bafetimbi Gomis. Obaj są w wyśmienitej formie i mimo iż w zbliżającej się kolejce Ligi Mistrzów „Les Gones” wybierają się do Madrytu, to bynajmniej nie stoją na straconej pozycji. W końcu Realowi nigdy wygodnie się nie grało z OL. Wydarzeniem sobotniego pojedynku z przyjezdnymi z Lotaryngii był również powrót do składu dwóch długo pauzujących z powodu kontuzji piłkarzy. Byli nimi Brazylijczyk Cris oraz gwiazda zeszłorocznego okienka transferowego, Christian Gourcuff. Czy będą oni wzmocnieniem dla już rozpędzonego Lyonu?
Montpellier HSC – Dijon FCO 5:3 Kto w 11. minucie tego spotkania, gdy na dwubramkowe prowadzenie wyszli goście, pomyślał, że tak przekonującego zwycięstwa dokonają piłkarze Montpellier. Gdy Benjamin Courgnaut wykorzystywał kolejne błędy obrony „La Pallade”, Rene Girard na ławce trenerskiej chował tylko swoją twarz w dłoniach, by nikt przypadkiem nie pomyślał, że to on kazał tym piłkarzom tak grać. „Czerwoni” z Burgundii strzelili sobie jednak w stopę, dając nadzieję na korzystny wynik bramką samobójczą. Potem już poszło lawinowo: hat-trick Oliviera Giroud, trafienie dołożył również Souleymane Camara i ustalający gol Guerberta nie miał już większego znaczenia.
Toulouse FC – Olympique Marsylia 0:0 Kolejny frustrujący wieczór dla kibiców Marsylii. Kilka okazji, trzęsły się i słupki, i poprzeczki, a zwycięskiego gola jak nie było, tak nie ma. Dziewiąty mecz bez wygranej „Les Phoceens” i dopiero 15. miejsce. Czyżby po słabych występach w lidze znów miało przyjść olśnienie w Champions League? Oby, bo najbliższym rywalem ma być przecież Arsenal Londyn.
OGC Nice – Girondins Bordeaux 3:0 Gorzej już chyba być nie może. Gdy wydawało się, że trener Francis Gillot małymi kroczkami uzyskuje dobrą grę od swoich podopiecznych, przyszedł mecz z Niceą, w którym zagrali wręcz katastrofalnie. Nicea, co prawda, nigdy nie odpuszcza meczów na własnym stadionie, ale ich piłkarska wyższość była zaskakująca. A przecież oni od początku sezonu bronią się przed spadkiem. Teraz jednak taki los czeka „Żyrondystów”, którzy przez stracone punkty wylądowali na osiemnastym miejscu z ledwie trzema punktami przewagi nad najsłabszym Nancy. Przykro mówić, ale wspomnieć trzeba, że swój niechlubny udział w tej klęsce miał także Grzegorz Krychowiak. Polak otrzymał szansę gry od pierwszej minuty, choć na nietypowej dla siebie pozycji – prawego obrońcy. Wykazywał się wielką ochotą do gry i widać było, iż ma duży ciąg na bramkę. Jednak w swojej strefie obronnej brakowało mu chyba doświadczenia. Dał się przepchnąć, przegonić, a także łamał linię spalonego w kluczowych momentach. Miejmy nadzieję, że nie zmieni to jednak zaufania szkoleniowca.
AC Ajaccio – Paris Saint-Germain 1:3 Na Korsyce miało być szybko, łatwo i przyjemnie dla aktualnego lidera Ligue 1. Rzeczywiście było, ale dopiero po przerwie. Mimo iż paryżanie już w drugiej minucie za sprawą Kevina Gameiro wyszli na prowadzenie, to musieli później zmierzyć się z wyspiarską walecznością i entuzjastycznymi kibicami na trybunach. Gospodarze zdołali wyrównać i gdy zdawało się, że w drugich 45 minutach mogą powalczyć nawet o komplet oczek, zeszło z nich powietrze. Coraz lepiej zgrywająca się ekipa ze stolicy wykorzystała przewagę w umiejętnościach indywidualnych i w pierwszych ośmiu minutach drugiej odsłony wyprowadzili dwa zabójcze ciosy. Później na boisku już niewiele się działo. Przykład ze wspomnianego wcześniej Giroud wziął Gameiro, który również ustrzelił trzy gole i tym samym wysunął się na czoło klasyfikacji strzelców z ośmioma bramkami. Czyżby miałby to być dla niego ten upragniony sezon?
Valenciennes FC – FC Sochaux 3:0 Stało się już tradycją, że Sochaux przegrywając mecz, lawinowo traci gole. 2:6 z Rennes, 1:4 z Auxerre, a teraz 0:3. Wynik ten jednak jest przełomowy ze względu na fakt, iż po raz pierwszy w tegorocznych rozgrywkach „Les Lionceaux” nie pokonali bramkarza rywali. Mecz na nowiutkim Stade du Hainaut był popisem 19-letniego napastnika VFC, Vincenta Aboubakara. Kameruńczyk strzelił dwie nieprzeciętne bramki, czym pokazał, jaki talent w nim drzemie.
Stade Rennais FC – FC Lorient 2:0 Pomimo iż przed derbami Bretanii wyżej w tabeli plasowała się ekipa „Morszczuków”, jednak to gospodarze uznawani byli za faworytów tej prestiżowej rywalizacji. Boiskowe wydarzenia tylko to potwierdziły. Podopieczni Christana Gourcuffa przez pełne 90 minut nie mieli prawie nic do powiedzenia. Poza dwiema fatalnie zmarnowanymi sytuacjami Jeremiego Aladiere’a „Czerwono-czarni” nie dopuścili rywali właściwie do słowa. Bardzo mądrze zakładali pressing, utrzymywali się przy piłce i z zabójczą skutecznością wykorzystali stałe fragmenty gry. Już w 10. minucie cudownym strzałem w okienku z rzutu wolnego popisał się Jires Kembo-Ekoko, a po przerwie Lorient dobił z rzutu karnego Jonathan Pitroipa. Po dwóch meczach bez zwycięstwa piłkarze Frederica Antonettiego zgarniają trzy oczka i dobijają do czołówki tabeli.
Zawodnik kolejki: Olivier Giroud (Montpellier HSC) Można było się zastanawiać, czy na to miano zasługuje bardziej on czy może snajper PSG, Kevin Gameiro. Uznaliśmy jednak, iż rola byłego króla strzelców Ligue 2 w zwycięstwo nad Dijon była nieco większa. Olivier Giroud zaprezentował, jak wszechstronny może być napastnik. Potrafił pójść za bezpańską piłką i powalczyć z obrońcą, bez kłopotów wykorzystał kluczową dla wyniku „jedenastkę”, a zakończył pięknym huknięciem z lewej nogi w krótki słupek bramki Reynet. Zasług jego nie zmienia fakt, iż nie był to najlepszy dzień ani defensywy, ani przede wszystkim golkipera „Czerwonych”. Giroud ponownie w tym sezonie pokazał wielką klasę i tylko czekać, jak zgłoszą się po niego znacznie większe firmy niż „La Pallade”.
Gole kolejki: Tym razem zdecydowaliśmy się Państwu zaprezentować dwa trafienia. We Francji piłkarze mają ciekawy zwyczaj zdobywania kilku bramek w jednej kolejce w podobny sposób. Dość niedawno w jednej serii spotkań padły aż trzy bramki zdobyte przewrotką. Tym razem dwa bliźniacze gole były udziałem Bruno Grougiego z Brestu i Jiresa Kembo-Ekoko z Rennes. Każdy z nich wykonał perfekcyjnie rzut wolny, kierując piłkę w samo okienko bramki. Nieco trudniejsze zadanie miał rozgrywający Bretończyków, gdyż piłkę miał ustawioną nieco bliżej końca boiska – tuż przed linią pola karnego. Oto i rzeczone gole: