Real Madryt pokonał Manchester City 1:0 po samobójczym trafieniu Fernando i zasłużenie awansował do finału Ligi Mistrzów. Spotkanie na Santiago Bernabeu nie zachwyciło, nie porwało, a wręcz zawiodło. Na szczęście teraz może być już tylko lepiej – o puchar Champions League „Królewscy” zawalczą w madryckim finale z Atletico.
Real udowodnił dziś, że jest po prostu piłkarsko znacznie lepszy od Manchesteru. Podopieczni Zinedine’a Zidane’a kontrolowali mecz od pierwszej do ostatniej minuty, byli lepsi niemal w każdym sektorze boiska i pokazali, że w pełni zasługują na występ w finałowym spotkaniu na San Siro. O dzisiejszym zwycięstwie „Królewskich” zdecydowała w dużej mierze świetna postawa środkowych pomocników – Kroosa, Modricia i Isco, a także niemal bezbłędna gra w defensywie. To wystarczyło na bezbarwny zespół z Manchesteru, który choć na papierze prezentuje się bardzo okazale, od lat zawodzi w europejskich pucharach.
Obaj trenerzy nie zaskoczyli nas desygnowaną do gry jedenastką. W drużynie Realu w miejsce kontuzjowanych Casemiro i Benzemy na boisko od pierwszej minuty wybiegli Isco oraz Jese, z kolei w ekipie „The Citizens” z powodu absencji Davida Silvy na murawie zobaczyliśmy (niestety) Yaya Toure. Jednak największą zmianą w porównaniu z pierwszym spotkaniem między tymi zespołami był powrót na murawę Cristiano Ronaldo.
Spotkanie na Santiago Bernabeu rozpoczęło się w całkiem dobrym tempie, a w porównaniu z pierwszym meczem w Manchesterze wręcz w zawrotnym. Z biegiem czasu coraz mocniej do głosu dochodzili „Królewscy” – Real zepchnął rywali do defensywy i mimo że początkowo nie potrafił stworzyć sobie żadnej klarownej sytuacji do zdobycia gola, to już po 20 minutach dopiął swego.
Główny udział przy zdobyciu bramki dla gospodarzy miał Gareth Bale, lecz jak zobaczyliśmy na powtórce, było to trafienie samobójcze. Walijczyk został obsłużony świetnym prostopadłym podaniem przez Carvajala i z rogu pola karnego zamierzał dograć futbolówkę do wbiegającego środkiem Ronaldo. Jednak tuż po jego dograniu piłka odbiła się od interweniującego wślizgiem Fernando i zahaczając jeszcze o słupek, trafiła do siatki Manchesteru. Może i był to przypadek, ale jakże efektowny!











