Kiedy latem 2016 r., zaraz po finałach Euro rozgrywanych na francuskich boiskach, kolejni reprezentanci Polski dołączali do klubów z Ligue 1, chyba nikt nie spodziewał się, że jak szybko i licznie przybyli, tak jeszcze szybciej będą musieli stamtąd zwiewać. Nie inaczej sprawy się mają w przypadku 32-letniego byłego stopera Legii Warszawa, Igora Lewczuka.
Początki
Urodzony w Białymstoku piłkarz przeszedł długą drogę, zanim znalazł się we Francji. Jego historia różni się od większości zawodników, którzy pierwsze kroki w karierze stawiali jako dzieciaki w piłkarskich akademiach. Swoją przygodę z piłką Igor rozpoczął dość późno, bo mając 18 lat, kiedy dołączył do zespołu Hetmana Białystok. Jak sam wspomina, nie myślał wówczas o piłce nożnej jako o sposobie na życie. Traktował ją jako pasję i to na tyle dużą, że nawet kiedy rozpoczął studia na warszawskim AWF-e, wciąż jeździł do rodzinnego miasta na treningi i mecze IV-ligowca. Zresztą tryb życia, jaki prowadził, odbiegał od typowego dla przyszłego zawodowca. Korzystał z uroków życia studenckiego, jego głównym składnikiem menu był pasztet podlaski, a imprezy w akademiku bywały dzikie: – Zjeżdżaliśmy na drzwiach ze schodów, mieliśmy liny, na których schodziliśmy z budynku, kiedyś ktoś wyrwał grzejnik i zalaliśmy cały korytarz – wspomina.
Planował w przyszłości zostać nauczycielem wychowania fizycznego, ale pojawił się Andrzej Blacha i ściągnął Lewczuka do Znicza Pruszków. Tam, wraz z m.in. Robertem Lewandowskim, wywalczył awans do II ligi. Dopiero wtedy w jego głowie pojawiła się myśl, że może warto pójść tą drogą.
Z Pruszkowa wykupiła go Jagiellonia Białystok za 400 tys. złotych, ale zawodnik raczej niemiło wspomina swoją przygodę w „Jadze”. W trakcie swojego czteroletniego pobytu w zespole dwukrotnie był wypożyczany, najpierw do Piasta Gliwice, potem do Ruchu Chorzów. W końcu „Niebiescy” zdecydowali się pozyskać Lewczuka na stałe.
Dwa sezony spędzone przy Cichej to z jednej strony wicemistrzostwo i finał Pucharu Polski, z drugiej problemy finansowe klubu i wielomiesięczne zaległości z wypłatami. 1 lipca 2013 r. przenosi się do Zawiszy Bydgoszcz, po jednym świetnym sezonie wykupuje go Legia Warszawa za 200 tys. euro i pod okiem trenera Czerczesowa Lewczuk zmienia pozycję z prawego obrońcy na stopera.
Wcześniejsze występy w ekstraklasie w barwach Zawiszy zaowocowały pierwszym powołaniem do reprezentacji. Igor zadebiutował w towarzyskim meczu przeciwko Norwegii 18 stycznia 2014 r., ale nie zdobył wystarczająco dużego zaufania u Adama Nawałki, by ten powołał go na Euro we Francji.
Transfer last minute
Jak w takim razie doszło do transferu Lewczuka? „Żyrondyści” najbardziej zainteresowani byli pozyskaniem Artura Jędrzejczyka, ale ten nie chciał opuszczać FK Krasnodaru. W związku z tym menedżer Mariusz Piekarski polecił drużynie z Francji właśnie Igora, jako zawodnika o podobnym profilu co „Jędza” i odpowiedniej cenie. Girondins spodobała się ta alternatywa i ostatniego dnia okienka transferowego zaproponowało okrągły milion euro za obrońcę „Wojskowych”. Tym samym Lewczuk dołączył do Krychowiaka, Glika, Rybusa i Stępińskiego, powiększając polską kolonię w Ligue 1.











