Wtorkowe starcie zyskało miano meczu o utrzymanie. Osiemnaste w tabeli Swansea podejmowało siedemnaste Southampton. Obie ekipy na pograniczu strefy spadkowej z taką samą liczbą punktów. Można było się spodziewać twardej, zaciętej gry i sympatycy ligi angielskiej na pewno się nie zawiedli. W ostatecznym rozrachunku zadecydowała jedna bramka, która być może przesądziła, kogo w przyszłym sezonie nie zobaczymy wśród najlepszych zespołów na Wyspach.
„Łabędzie” od miesiąca nie wygrały w Premier League. Po początkowej świetnej reanimacji w wykonaniu Carlosa Carvalhala Swansea złapało zadyszkę i w końcowej fazie sezonu musi się bić o ligowy byt. Zależy im na tym tak bardzo, że posuwają się do niekoniecznie czystych zagrywek.
Działacze Southampton zostali poinformowani, że hotel w Swansea, w którym mieli stacjonować przed meczem, nie może ich przyjąć. Piłkarzom „Soton” anulowano rezerwację w pobliżu Liberty Stadium, argumentując to panującym w hotelu wirusem. Okazało się, że pozostałe rezerwacje są tam przyjmowane, a „Święci” musieli zamieszkać pod Cardiff, czyli mniej więcej 70 km dalej.
Goście w ostatnich dwóch kolejkach wywindowali się ze strefy spadkowej. Co więcej, mogli mieć dwupunktową przewagę, gdyby nie stracili bramki w doliczonym czasie meczu z Evertonem. Wtedy spotkanie zakończyło się wynikiem 1:1 i „Święci” za wszelką cenę nie chcieli dopuścić do powtórki.
Niemrawe początki
Jak można było przewidzieć, żadna z drużyn nie chciała od razu zaryzykować. Mecz toczył się głównie w środkowej strefie boiska, a obie ekipy skupiały się przede wszystkim na tym, żeby nie stracić bramki. O sytuacje podbramkowe było więc bardzo trudno, ale to nie znaczy, że nie było ich wcale. Co ciekawe, w pierwszej części gry lepsze okazje mieli goście, ale obydwa strzały Charliego Austina obronił Łukasz Fabiański.
W drugą odsłonę lepiej weszli gospodarze. Jordan Ayew z ławością ograł Bednarka i uderzył tak, że piłka spadała pod poprzeczkę. W ostatniej chwili na rzut rożny wybił ją bramkarz Alex McCarthy. W następnym kwadransie znów do głosu doszedł Austin i ponownie dwukrotnie próbował trafić do siatki. Tego dnia jednak doskonale ustawiony był polski bramkarz i nie dał się zaskoczyć.
W 65. minucie na chwilę serca fanów Southampton i polskich kibiców zabiły mocniej. Przy rzucie rożnym dla Swansea piłkę piąstkował McCarthy, ale przy okazji znokautował Jana Bednarka. Na kilka minut grę wstrzymano, ale mimo że Polak mówił, że czuje się dobrze i chciał zostać na boisku, opuścił plac gry. W jego miejsce wszedł Gabbiadini, więc Mark Hughes dał sygnał, że wzmacniając ofensywę, chce zagrać o pełną pulę.











