Okres od września do grudnia był niezwykle ciekawym czasem w lidze hiszpańskiej. Co prawda zgodnie z przedsezonowymi przewidywaniami Barcelona i Real zdominowały rozgrywki, ale pojawiły się zespoły, które są w stanie grać piłkę niezwykle solidną, a wręcz porywającą i to z częstotliwością cotygodniową. Specjalnie dla Państwa zespół ligi hiszpańskiej iGola postanowił zaprezentować jedenastkę zawodników, którzy naszym zdaniem zasługują na miano bohaterów hiszpańskiej jesieni!
Podstawą do sporządzenia niniejszej klasyfikacji były publikowane przez nas co kolejkę zestawienia najlepszych piłkarzy. Zawodnicy, którzy najczęściej wyróżniali się w minionych 16 turach spotkań, zostali umieszczeni w drużynie jesieni. W przypadku kiedy dwaj zawodnicy równie często trafiali do jedenastki kolejki, o miejscu w drużynie jesieni zadecydowało tzw. wrażenie artystyczne, a co w takim przypadku nieuniknione, również nieco subiektywizmu, do którego zresztą bez szemrania się przyznajemy. Przejdźmy zatem, formacja po formacji, pozycja po pozycji, do najlepszych graczy La Liga w minionych miesiącach.
Bramkarze
Iker Casillas to zdecydowanie najlepszy bramkarz ligi hiszpańskiej (fot. as.com)
W szesnastu kolejkach, które tak jak stary rok mamy już za sobą, wyróżniliśmy dziesięciu specjalistów od gry między słupkami. Trzykrotnie na laur najlepszego golkipera kolejki zasłużyli Iker Casillas, kapitan Realu Madryt, oraz Diego Alves, ostoja Almerii.
Brazylijczyk jest świetnym, już klasowym, a wciąż młodym golkiperem, który jak najszybciej powinien zmienić klub na zdecydowanie mocniejszy. Trudno zliczyć punkty, które wyratował Almerii, pewne jest, że gdyby nie on i Pablo Piatti, owe oczka można by wskazać na palcach jednej, względnie dwóch dłoni. Prezentując formę, jaka wywindowała go trzykrotnie do naszych zestawień (raz został nawet graczem kolejki!), powinien wręcz zająć miejsce między słupkami reprezentacji „Canarinhos”, a przynajmniej na stałe zadomowić się w szerokiej kadrze.
Wybierając najlepszego bramkarza jesieni, bez wahania postawiliśmy jednak na Casillasa, bez którego Real miałby zapewne duże problemy z zajęciem miejsca w pierwszej czwórce. „Święty z Mostoles” od czerwca utrzymuje dyspozycję, która upoważnia do nazwania go nie tyle świętym, co wręcz boskim. Wygrał Hiszpanii tytuł mistrzów świata (gdyby nie on, podopieczni del Bosque odpadliby w meczu z Paragwajem, ewentualnie przegraliby w finale po dwóch golach Robbena), wyratował Realowi dziesiątki punktów, a swoją kapitalną grą inspirował kolegów z pola. Uspokajamy jednak wszystkich, którzy myślą, że Iker został w połowie minionego roku zastąpiony bezbłędnym cyborgiem o jego fizjonomii. Dowody można podzielić na dwie kategorie: sportowe i niesportowe. Sportowe: bramkarzowi Realu przytrafiły się dwa wielbłądy w meczu Ligi Mistrzów z Milanem (bramki Inzaghiego). Niesportowe: po wygraniu mistrzostwa świata, nie przejmując się miliardową widownią, sowicie wycałował swoją partnerkę życiową, Sarę Carbonero, przeprowadzającą z nim pomeczowy wywiad. Słowem – człowiek z krwi i kości!
Tuż za wyżej wymienioną dwójką uplasowali się David de Gea z Atletico oraz Juan Calatayud z Herculesa, którzy znaleźli się po dwa razy w jedenastce kolejki.
19-letniemu „El Gato” kibice „Los Colchoneros” zawdzięczają nie mniej punktów niż Real Casillasowi. W trakcie trwania minionej rundy de Gea udowodnił, że przestał być jedynie młodym i zdolnym bramkarzem, który wkrótce będzie dokonywał rzeczy wielkich. Bo takowych dokonuje już teraz. Gdyby nie Casillas i nimb boskości, który go otacza, bramkarz Atletico prawdopodobnie już broniłby bramki w reprezentacji mistrzów świata. A tak, na tę chwilę będzie musiał poczekać do momentu, kiedy Iker zakończy karierę barwach „La Seleccion”.
Calatayud przewodzi natomiast grupie solidnych ligowych wyrobników, którzy cyklicznie ocierają się o perfekcję, a niekiedy nawet o geniusz. Sam Juan, grając w poprzednich klubach, takich jak Malaga, Getafe czy Racine, niczym wielkim się nie wyróżniał. Po przejściu do Herculesa Alicante z miejsca stał się jego podporą i wydatnie pomógł w awansie do La Liga. A teraz wydatnie pomaga w utrzymaniu w najwyższej klasie rozgrywkowej, a być może i w osiągnięciu bezpiecznego miejsca w okolicach dziesiątej lokaty. Na wyróżnienie zasługują również Andres Palop oraz Cesar. Mimo że już coraz częściej zastępowani są młodszymi bramkarzami (głównie przez kontuzje), to i tak prezentują się świetnie, jak na liczbę wiosen, które pamiętają.
1. Iker Casillas – 3 nominacje 2. Diego Alves – 3 3. David de Gea – 2 4. Juan Calatayud – 1 5. Cesar, Andres Palop – 1, 1
Prawi obrońcy
Na tej pozycji najczęściej wyróżnialiśmy trzech zawodników, Sergio Ramosa z Realu, Daniego Alvesa z „Barcy” oraz, tu niespodzianka, Carlosa Martineza, zawodnika Realu Sociedad. Wszyscy panowie pojawiali się trzykrotnie w jedenastce kolejki.
Wypada zacząć od Sergio Ramosa, który najlepiej grał na początku sezonu. Wreszcie występował na ulubionej dla siebie pozycji prawego defensora, jak przez większość wiosny, na środku (chociaż pewnie i tak prędzej czy później zakotwiczy w środku formacji obronnej, jak Carles Puyol czy Paolo Maldini). Wysoki wychowanek Sevilli osiągnął naprawdę wysoki poziom, grając niezwykle równo w obronie, a w akcjach ofensywnych prezentował często umiejętności, których może mu zazdrościć niejeden skrzydłowy. Ramos wprawił jednak w furię wielu madridistas, a także Jose Mourinho, po tym jak nieprofesjonalnie zachował się podczas Gran Derbi. Wtedy to brutalnie sfaulował Leo Messiego, a następnie szarpał się ze swoim kolegą z reprezentacji, Puyolem, po czym nawet go przewrócił (co w trakcie meczu jest zadaniem niemal niemożliwym). Tak czy owak, Sergio nie zasłużył na miejsce w drużynie jesieni, nie tyle ze względów sportowych (chociaż to też) co mentalnych.
Kryształowym wzorem dla dzieci i młodzieży nie jest również Dani Alves, ale mimo wszystko zaprezentował się w trakcie trwania rundy jesiennej korzystniej, a przede wszystkim równiej niż gracz Realu i to właśnie jemu należy się tytuł najlepszego prawego obrońcy ligi. Brazylijczyk stał się jeszcze ważniejszym ogniwem Barcelony, niż był wcześniej, bez jego poświęcenia i maratońskich dystansów przebieganych podczas meczów każdego tygodnia, od jednego pola karnego do drugiego, nie byłoby zachwytów nad ofensywną grą „Dumy Katalonii”. Niestety, coraz więcej wskazuje na to, że Alves w najbliższym czasie opuści Camp Nou, ze względu na swoje wybujałe ambicje (ponoć Brazylijczyk chciałby zarabiać tyle, co Leo Messi, a wszystkie inne propozycje kontraktów konsekwentnie odrzuca). Jeśli to prawda – krzyż na drogę panie Alves, a na pożegnanie miejsce wśród najlepszych piłkarzy jesieni w La Liga.
Na trzeciej pozycji lokujemy Carlosa Martineza, którego można nazwać swego rodzaju odkryciem. Jednocześnie trzeba zaznaczyć, że gracz z San Sebastian nie wspiął się na jakiś superwysoki czy niezwykle równy poziom, po prostu miewał przebłyski wtedy, gdy Alves czy Ramos mieli akurat słabszy dzień. Nie umniejsza to jednak faktu, że 24-latek uplasował się tuż za tymi niezwykle znanymi zawodnikami, etatowymi reprezentantami swoich krajów, a to już duża sztuka. Największym atutem Martineza jest świetna współpraca z alfą i omegą drużyny Realu Sociedad, Xabim Prieto, zmysł do gry kombinacyjnej oraz precyzyjne dośrodkowanie. Na pewno warto zwrócić na tego piłkarza uwagę.
Tutaj wypada z góry przeprosić wszystkich koneserów gry defensywnej, a w szczególności wielbicieli zawodników występujących w środku tej formacji. Aby zmieścić wszystkich najlepszych zawodników usposobionych ofensywnie, postanowiliśmy w jedenastce jesieni dać miejsce tylko jednemu stoperowi.
A jeżeli trzeba wybrać tego jednego, jedynego, nie może to być nikt inny, jak Carles Puyol. „Tarzan” gościł w naszej jedenastce pięciokrotnie, a na dobrą sprawę mógłby i co tydzień, ponieważ w całej rundzie jego głównym atutem była właśnie solidność. A że solidność „Puyiego” oznacza prezentowanie poziomu, który dla wielu piłkarzy jest osiągalny kilka razy w ciągu kariery, a dla niektórych wcale, nikt nie powinien mieć wątpliwości, że to właśnie Puyol jest najlepszym środkowym obrońcą ligi hiszpańskiej. Bez niego Gerard Pique gra, jakby na boisku pojawił się po raz pierwszy w życiu i kompletnie nie wiedział, co się na nim odbywa. Dzięki perfekcyjnym odbiorom Carlesa i przecinaniu podań rywali, Xavi oraz Iniesta w grze defensywnej pokazują się od wielkiego dzwonu. Gra w Barcelonie stwarza mu również takie przywileje, jak możliwość kilku, czasem nawet kilkunastu wycieczek w pole karne rywala (i to nie tylko przy stałych fragmentach!). Aby zbytnio nie gloryfikować dokonać Puyola, trzeba zaznaczyć, iż widać po tym zawodniku delikatnie i stopniowo odciskane przez czas piętno. Mając niemal 32 lata, to jednak i tak niebywałe, by prezentować tak dobrą formę.
Drugie miejsce rezerwujemy dla gracza Villarrealu, Carlosa Marcheny. Dla wszystkich oburzonych kibiców Realu mamy wyjaśnienie. Zawodnik ten odchodził z Valencii jako gracz, na którym wielu postawiło już krzyżyk, o czym świadczyła zresztą suma transferu, nieznacznie przekraczająca milion euro, co jak na reprezentanta Hiszpanii, jest wręcz kpiną. Marchena pokazał swoim byłym pracodawcom, jak duży błąd zrobili, kapitalnie odnajdując się w nowo stworzonym organizmie, jakim jest Villarreal. Swoim doświadczeniem i kapitalną grą sprawił, iż „Żółta Łódź Podwodna” ma trzecią najlepszą defensywę w lidze, a w najważniejszej klasyfikacji również plasuje się na podium. Solidna obrona to niezbędny fundament pod kapitalną pomoc i świetny atak. Mówiąc w skrócie – świetna dyspozycja Villarrealu w tym sezonie to w dużej mierze zasługa Marcheny.
Trzecie miejsce rezerwujemy dla Pepe. Brazylijczyk z portugalskim paszportem, mimo kilku słabszych meczów, wreszcie nawiązał do formy, jaką prezentował w sezonie 2008/2009. Zdarzały mu się spotkania, w których notował po kilkanaście przechwytów czy czystych wślizgów. Przy tym nie miał strat ani żółtej kartki. Krótko mówiąc, jego gra ocierała się o ideał. Bywały jednak spotkania, w których prezentował się nie najlepiej, jednak, co warte podkreślenia, jego gorsza dyspozycja nie przekładała się na stratę gola czy punktów. Wydaje się, że służy mu gra w jednej drużynie z Xabim Alonso, gdyż z czasem stoper wykonuje coraz więcej świetnych, kilkudziesięciometrowych podań, a la Xabi właśnie.
Kolejne miejsca dla Mikela San Jose i Ricardo Carvalho. 22-letni zawodnik z Bilbao, oprócz wyróżniającej gry w defensywie, dał się poznać również jako pewny wykonawca rzutów karnych. Mimo że lepszy miał początek niż koniec rundy – przyszłość należy do niego. Niestety, nie można tego powiedzieć o Carvalho, który swoje najlepsze lata ma już zdecydowanie za sobą. Jednak wielce krzywdzące byłoby stwierdzenie, że Portugalczyk przybył do Madrytu, by odcinać kupony od dawnej sławy. Podobnie jak Pepe, przytrafiają mu się mecze wybitne, jednak gdy ma słabszy dzień – z jego poczynań zdarza się chichotać pewnie i juniorom.
1. Carles Puyol – 5 nominacji 2. Carlos Marchena – 3 3. Pepe – 4 4. Mikel San Jose – 3 5. Ricardo Carvalho – 3
Lewi obrońcy
Marcelo, najlepszy lewy obrońca biegający po hiszpańskich boiskach jesienią 2010, a także najlepszy piłkarz tego okresu (fot. article.wn.com)
Wytypowanie najlepszego lewego obrońcy jesieni nie sprawiło nam żadnych problemów. Jak bowiem można mieć wątpliwości, jeśli zawodnik pojawia się w zestawieniu najlepszych graczy co drugą kolejkę?! A takim właśnie wynikiem, czyli ośmioma nominacjami do jedenastki kolejki, może pochwalić się… Marcelo!
Brazylijczyk już pod okiem Manuela Pellegriniego zaczął powoli tracić łatkę jeźdźca bez głowy, jednak postępu, jakiego dokonał pod wodzą Jose Mourinho, nie można określić inaczej niż kolosalny. Marcelo wciąż jeszcze ma pewne braki w defensywie, nieraz zaśpi z asekuracją czy niepotrzebnie zapędzi się zbyt daleko pod bramkę rywala (grając po tej samej stronie co Ronaldo, nie ma co marzyć o wsparciu w defensywie), ale widząc jego pęd do przodu i fantazję, ręce same składają się do oklasków. W tej chwili to najlepszy lewy obrońca na świecie (co widzą niemal wszyscy, tylko nie Mano Menezes). Jeśli poprawi grę w obronie oraz ustabilizuje formę na wysokim poziomie, porównania z Roberto Carlosem będzie mógł rozstrzygać na swoją korzyść.
Na drugim miejscu plasuje się Joan Capdevila. Katalończyk z Villarrealu dwukrotnie był najlepszym lewym obrońcą kolejki. Podobnie jak w przypadku Marcheny, jego wkład w dobrą lokatę „Żółtej Łodzi Podwodnej” należy ocenić jako niebagatelny. Reprezentant Hiszpanii w niemal każdym spotkaniu wspierał biegającego najczęściej blisko lewej strony boiska, ale grającego praktycznie jak środkowy pomocnik Santiago Cazorlę, organizował grę w defensywie, a kiedy czuł się pewnie (a czuł się nadzwyczaj często), sam rozrywał szyki defensywne rywali szarżami w pole karne. Mimo że za nieco ponad miesiąc osiągnie wiek chrystusowy, trudno wyobrazić sobie innego zawodnika na lewej flance defensywy w klubie czy reprezentacji.
Chociaż całkiem możliwe, że już wkrótce schedę po nim w składzie „La Seleccion” przejmie zawodnik Athletiku Bilbao, Jon Aurtenetxe. Jego trzecie miejsce to głównie wypadkowa nadziei, jakie w tym piłkarzu pokłada cała Baskonia, a nawet Hiszpania (jak również dział hiszpański iGol.pl). Bask ma zaledwie 18 lat, a kiedy przyjdzie mu mierzyć się z nietypową, stresową sytuacją na boisku, zachowuje spokój, którego pozazdrościć mu mogą zawodnicy dwukrotnie starsi, mający na koncie kilkanaście razy więcej meczów w najwyższej klasie rozgrywkowej. Aurtenetxe stosunkowo rzadko uczestniczy w akcjach ofensywnych, ale wynika to bardziej z taktyki Athletiku niż z jego własnej woli. Młody Bask zaliczył w tej rundzie zaledwie dziewięć meczów i to w skromnym wymiarze czasowym (trapiony przez drobne kontuzje), wskutek czego ani razu nie wygrał miejsca w jedenastce kolejki. Trzecie miejsce w zestawieniu najlepszych jesienią dostaje więc na kredyt.
W jedenastce jesieni znalazło się miejsce dla jednego środkowego pomocnika o zadaniach głównie defensywnych. Na tej pozycji zdecydowanie wyróżnili się gracze Realu Madryt, Xabi Alonso oraz Lassana Diarra. Obydwaj zawodnicy byli nominowani trzykrotnie do jedenastki kolejki.
Pierwsze miejsce, a zarazem miejsce w drużynie najlepszych, musi trafić do Xabiera z Baskonii. Dlaczego? Ano dlatego, że jego pozycja w Realu jest zwyczajnie nie do ruszenia, a jego główny konkurent, Diarra, jest zmiennikiem Samiego Khediry. Xabi jest dla Realu tym, kim dla Barcelony Xavi (zachowując wszelkie proporcje, czyli nie wnikając w przywiązanie do barw klubowych i inne, niesportowe kwestie). Jest reżyserem gry i zawodnikiem, który w głównej mierze decyduje o tym, czy Real gra szybko, czy powolnie klepie piłkę, czy przesuwa się pod bramkę przeciwnika, wymieniając niezliczoną ilość podań, czy też spod własnego pola karnego w pole karne rywala akcja przemieści się jednym, genialnym podaniem, jego zresztą autorstwa. Początków w Realu nie miał łatwych, jak pamiętamy, na tyle desperacko chciał strzelić swoją pierwszą bramkę, że niemal wyrwał Cristiano Ronaldo piłkę z rąk, gdy ten wykonywał rzut karny. Teraz, gdy nie odczuwa już ciśnienia związanego z pierwszą rundą czy sezonem, pokazuje wszystkie swoje atuty.
Druga pozycja – Lass Diarra. W poprzednim sezonie był najbardziej walecznym zawodnikiem Realu, a być może i całej ligi. Wielu kibiców i specjalistów pukało się zatem w głowę, gdy Jose Mourinho zażyczył sobie na jego pozycję Samiego Khedirę. Niemiec ani nie zachwycił, ani bardzo nie zawiódł, natomiast Francuz grzecznie siedział na ławce rezerwowych, od czasu do czasu pomrukując i okazując sporadycznie oznaki niezadowolenia. Gdy jednak wchodził na boisko, wykonywał pracę niemal tytaniczną. Gdy Khedira doznał kontuzji, Lass nie tyle godnie go zastąpił, co po prostu grał zdecydowanie lepiej. Mało kto ma wątpliwości, kto powinien wybiegać w podstawowym składzie obok Xabiego Alonso. Ciekawe, czy Jose Mourinho też je ma?
Trzecie miejsce dla Dereka Boatenga, który dwukrotnie znalazł miejsce w jedenastce kolejki. Doświadczony reprezentant Ghany pokazał właściwie te same atuty co Lass. Rywale odbijali się od niego niczym od skały, w czym pomagają znakomite warunki fizyczne, a co za tym idzie, siła godna zwierzęcia pociągowego. Oprócz szalenie mocnego trzymania się na nogach i wzorowego utrzymywania się przy piłce, Boateng potrafił niejednokrotnie rozegrać ją z elegancją i pomysłem. Dzięki jego tytanicznej pracy w środku pola, o defensywę nie musi martwić się Manu del Moral, a tym samym pokazuje pełnię swoich niebanalnych umiejętności.
Marcos Senna – miejsce czwarte. Brazylijczyk z hiszpańskim obywatelstwem nie uplasował się na podium tylko dlatego, że kiedyś w swojej długiej karierze już grał tak samo dobrze, a może i nawet ciut lepiej (konkretnie w 2008 roku), natomiast dla Boatenga to zdecydowanie najlepszy okres w karierze. Przed sezonem sporo mówiło się o odejściu Senny do którejś z egzotycznych i pachnących petrodolarami lig, Brazylijczyk postanowił jednak zostać i walczyć o miejsce w składzie nowego Villarrealu. Z początku bywało z tym różnie, często był tylko zmiennikiem Bruno Soriano lub Caniego. Kiedy jednak doszedł do wysokiej formy, ponownie stał się kluczowym zawodnikiem „Żółtej Łodzi Podwodnej”.
Na tej pozycji również pojawił się hegemon. W 16 poprzednich kolejkach sześciokrotnie wyróżnialiśmy Andresa Iniestę.
Jeśli musielibyśmy wybrać zawodnika, dzięki któremu Barcelona grała tak dobrze jak w ostatniej rundzie, a wybór trzeba byłoby zawęzić do śmiertelników (Leo Messi zatem odpada), to wypadałoby wskazać bladoskórego gracza z La Manchy. Andres po mistrzostwach świata, w których odegrał decydującą rolę, uwierzył w to, że jest piłkarzem wybitnym i niejednokrotnie usuwał w cień samego Xaviego. Jego kapitalne wymiany piłek właśnie z nim, a także Messim, Pedro czy Villą, prezentowane czasem raz, czasem kilka, a w meczu z Realem jakieś kilkanaście razy, można oglądać w nieskończoność. Dobrze, że Pep Guardiola coraz rzadziej wpada na pomysł ustawiania Iniesty na skrzydle. Zawodnik bowiem radzi tam sobie, ale wymaga się od niego głównie rajdów na dużej szybkości, a jego żywiołem są wymiany piłek z klepki i gra na małej przestrzeni. W tym jest niezrównany.
Drugie miejsce – Santiago Cazorla. 26-latek już czwarty sezon występuje w Villarrealu (po powrocie z Recreativo), a każdy kolejny, poczynając od debiutanckiego, jest coraz lepszy. W tej rundzie Cazorla chyba osiągnął już piłkarski szczyt (a jeśli nie, wkrótce stanie się graczem z najwyższej światowej półki, ale do tego konieczne byłoby opuszczenie Villarrealu). „Żółta Łódź Podwodna” z lekko podziurawionej i mało zwrotnej łajby, jaką była w poprzednim sezonie, przemieniła się w okazały frachtowiec, potrafiący ścigać się z dwiema najszybszymi łodziami, Realem i Barceloną. Jej kapitanem, z krwi i kości, jest właśnie Cazorla. Obdarzony niekonwencjonalnym dryblingiem, fantastycznym zmysłem do gry kombinacyjnej, a także, co pokazał nieraz, fantazją, która sprawia, że jego zagrań nie sposób nie oklaskiwać. O ile w połowie rundy pojawiały się wątpliwości, kto z pary Borja Valero – Santi Cazorla jest lepszy, to teraz takich wątpliwości nie ma.
Trzecie miejsce – Xavi Hernandez. Gdyby nie kontuzja, przez którą musiał pauzować w kilku meczach w środku rundy oraz stracił nieco zdrowia i formy, nie byłoby możliwości, żeby został wyprzedzony przez Cazorlę. To bowiem wciąż zupełnie inny format piłkarza, nawet przy założeniu, że gracz Villarrealu osiągnął życiową dyspozycję. Xavi jest piłkarskim geniuszem, który miał nierówną rundę, Santi natomiast będzie musiał na obecnym poziomie utrzymać się jeszcze długo, by do tego miana choćby móc aspirować. Warto podkreślić, że jeśli Xavi miał mecze wybitne (całkiem sporo), to słabych nie miał. Najgorsze z nich były po prostu przeciętne, brakowało bowiem siły i świeżości. Gdy ta wróciła, Barcelona grała dobrze jak nigdy.
Miejsce czwarte – o tę pozycję zagorzała walka pomiędzy Borją Valero oraz Mesutem Oezilem. Z całym szacunkiem dla pierwszego zawodnika, ale nie utrzymywał on tak równej i wysokiej dyspozycji przez całą rundę. Chociaż zarzucić mu doprawdy nie można wiele; gdyby nie Borja, genialny kwartet w drugiej linii Villarrealu byłby tylko… triem. Oezil natomiast, poza jednym jedynym meczem z Barceloną, w którym zawiódł (a właściwie trema zjadła go tak bardzo, że dopiero jak schodził z boiska, można było się przekonać, że na nim był) na całej linii, jak wszyscy gracze Realu zresztą, grał równo i z polotem. Rzadko zdarza się, by tak młody gracz, tak szybko wybudował sobie tak mocną pozycję w Realu.
Czyli cofnięci napastnicy, względnie wybitnie ofensywnie usposobieni pomocnicy. Postanowiliśmy wystawić na tej pozycji najlepszego piłkarza ligi, czyli Leo Messiego.
Argentyńczyk, mąż opatrznościowy Barcelony, tyle samo co Marcelo, bo aż ośmiokrotnie był nominowany do jedenastki kolejki (a na dobrą sprawę mógłby w niej być i co kolejkę, a nawet co tydzień być najlepszym graczem). Tutaj od razu trzeba zaznaczyć, iż między tymi dwoma piłkarzami rozegrała się walka o tytuł najlepszego piłkarza jesieni. Jako że „La Pulga” wymyka się wszelkim opisom i statystykom, nie powinien być również brany pod uwagę w naszym plebiscycie. Tak jak pozwoliliśmy sobie nie nominować po pogromie w Gran Derbi żadnego zawodnika „Barcy”, tak teraz nie uznajemy Messiego za najlepszego piłkarza jesieni. Lepiej docenić postęp, jakiego dokonał Marcelo, niż doceniać coś czy kogoś, co już dawno było docenione przez wszystkich. Zatem reasumując, Messi jest najlepszy, ale tytuł dostaje Marcelo.
Cristiano Ronaldo i Leo Messi – bogowie futbolu (fot. Skysports.com)
Druga pozycja – Manu del Moral. Zawodnik ten w końcówce rundy osiągnął na tyle dobrą dyspozycję, by zostać docenionym drugą pozycją. Niemal każda akcja Getafe jesienią przechodziła przez tego piłkarza, któremu rola lidera wyraźnie służy. Gdyby nie Manu, Getafe zapewne tułałoby się w dolnych strefach Primera Division, a tak klub prowadzony przez Michela dalej ma poważne szanse na zaistnienie również w przyszłym sezonie w europejskich pucharach. 26-latek przed przyjściem Roberto Soldado był największą gwiazdą zespołu z Coliseum Alfonso Perez i takową jest również po odejściu snajpera do Valencii. W tej chwili ma na koncie cztery bramki i jeśli utrzyma obecną skuteczność, możliwe, że poprawi swój najlepszy dotychczasowy dorobek strzelecki, czyli osiem trafień.
Lokata trzecia – Nelson Valdez. Paragwajczyk jeszcze przed mundialem przeszedł z Borussii Dortmund do kopciuszka La Liga, Herculesa. Wtedy wydawało się, iż jest to kolejny (po odejściu z Werderu Brema) krok w tył 27-latka. Na mistrzostwach świata Valdez zaprezentował się jednak świetnie, a dobrą dyspozycję utrzymał również na hiszpańskich boiskach, mimo iż był trapiony kontuzjami, zdołał strzelić sześć bramek. Dwukrotnie ustrzelił dublet (pamiętna wygrana Herculesa na Camp Nou, a także w meczu z Levante), po jednym golu zdobył w meczu z Villarrealem i Almerią. Oprócz wysokiej skuteczności, sporo bramek dzięki pracy Valdeza strzela również sprowadzony przed rozpoczęciem sezonu David Trezeguet.
Poza pudłem wylądował Sergio Aguero. Argentyńczyk miewał mecze wybitne, adekwatne do skali talentu, jakim dysponuje, ale zdarzały mu się również momenty, o których chciałby z pewnością jak najszybciej zapomnieć. Te dobre zdarzały się głównie w pierwszej części rundy, kiedy był najlepszym zawodnikiem świetnie spisującej się drużyny „Rojiblancos”. Z czasem jednak „Kun” grał coraz bardziej nierówno, a do tego doszły pozasportowe ekscesy, jak kopanie leżącego zawodnika Espanyolu (za co zresztą do tej pory nie został ukarany!). Pod koniec roku Aguero ponownie wrócił dobrej dyspozycji, a przede wszystkim zdobył kilka bramek, dzięki którym Atletico stale utrzymuje kontakt z czołówką. Nie zmienia to faktu, że stać go na wiele więcej.
Na piątej lokacie znalazł się jeden z najzdolniejszych zawodników na tej pozycji, czyli Juan Mata. Wydawało się, że po odejściu Davida Silvy były zawodnik Castilli zajmie jego pozycję w drużynie, a co za tym idzie, rozwinie się jeszcze bardziej z korzyścią dla zespołu. Czegoś jednak zabrakło, Mata wystąpił co prawda w większości spotkań, jednak do efektywności jego gry można mieć sporo zastrzeżeń. Mało asyst i zaledwie jeden (!) gol, to nie są wyniki, którymi może pochwalić się piłkarz o tak niebanalnych umiejętnościach. Ale jako że próbki właśnie tych umiejętności mogliśmy oglądać jesienią niejednokrotnie, Maty nie można nie uwzględnić w naszym plebiscycie.
1. Leo Messi – 8 nominacji 2. Manu del Moral – 2 3. Nelson Valdez – 2 4. Sergio Aguero – 1 5. Juan Mata – 2
Skrzydłowi
Na tej pozycji dwa czołowe miejsca obsadzili gracze Realu. Zdając sobie sprawę, że nieumieszczenie Cristiano Ronaldo na pierwszym miejscu wywołałoby oburzenie fanów Portugalczyka, a porażka z takim rywalem nie jest dla Angela Di Marii żadnym dyshonorem, decydujemy się właśnie na taką kolejność. Chociaż gwoli ścisłości, Cristiano nie pokazał jesienią niczego, czego nie widzielibyśmy w jego wykonaniu wcześniej. W jedenastce kolejki znajdował się w ciągu minionej jesieni sześciokrotnie, zazwyczaj jednak dlatego, że perfekcyjnie wykorzystywał sytuacje stworzone mu przez kolegów. Chwała mu jednak za to! Można długo rozwodzić się nad tym, czy gra lepiej czy gorzej niż wcześniej, jedno jest pewne – gra ogólnie dobrze i jest skuteczny. A posiadając takie umiejętności i grając dobrze, jest się skazanym na laury i odznaczenia.
Pozycja numer dwa, jak już zapowiadaliśmy – Angel Di Maria. W tej chwili można się z tego śmiać, ale podczas okresu przygotowawczego były wątpliwości, kto z dwójki Di Maria – Pedro Leon wywalczy miejsce w podstawowej jedenastce madryckiej drużyny. Tak samo było z dwójką Oezil – Canales. Zagraniczny zaciąg okazał się jednak dużo lepszy niż miejscowe gwiazdki, a sam Argentyńczyk wyrósł na jedną z największych gwiazd „Los Blancos”. Pasuje do tego klubu jak ulał, przy świetnej szybkości i kapitalnej umiejętności dryblingu nie jest piłkarskim samolubem, często widzi partnerów i zagrywa im takie piłki, że nie sposób nie zamienić ich na bramkę. A jeśli o bramkach mowa, Angel posiadł umiejętność strzelania goli o urodzie więcej niż przedniej. Trafienie z Sevillą, a wcześniej z Herculesem, Deportivo czy Realem Sociedad, można oglądać bardzo długo.
Na najniższym stopniu podium zdecydowaliśmy się sklasyfikować Pedro. Wydawało się, że wobec przyjścia Davida Villi i Javiera Mascherano, Pep Guardiola zdecyduje się dalej wystawiać Andresa Iniestę na skrzydle, kosztem właśnie 23-latka urodzonego na Wyspach Kanaryjskich. I w rzeczy samej, nierzadko, szczególnie w pierwszej części sezonu, zdarzało się, że Pedrito wchodził na boisko z ławki. A gdy już grał od pierwszych minut, to on był pierwszym zawodnikiem do zmiany. Aby być uczciwym, trzeba Guardioli przyznać, że miał prawo oszczędnie korzystać z usług skrzydłowego, ten był bowiem daleki od najwyżej dyspozycji. Z biegiem czasu Pedro zaczął grać coraz więcej, a w tej chwili jest praktycznie nie do ruszenia. Mając na koncie sześć bramek w lidze, jest trzecim, po Messim i Villi, najskuteczniejszym graczem „Barcy”.
Pozycja numer cztery – Pablo Piatti. Karzełek z Argentyny niejednokrotnie wprawiał całą Hiszpanię w osłupienie. Już w zeszłym sezonie o zawodniku Almerii mówiło się, że to niezwykle wierna, nieco tylko gorsza kopia Leo Messiego. Wydaje się, że gdyby Piatti występował w klubie choćby zbliżonym klasą do Barcelony, gdzie zwyczajnie miałby z kim pograć, poklepać czy rozegrać akcję na pełnej szybkości, jego gwiazda świeciłaby jeszcze mocniej. Grając tak, jak to robi w tej chwili, na pewno trafił już do notesów szperaczy z dużo mocniejszych klubów niż Almeria, zatem wydaje się, że wspomniany wyżej scenariusz ziści się prędzej czy później.
1. Cristiano Ronaldo – 6 nominacji 2. Angel Di Maria – 5 3. Pedro Rodriguez – 3 4. Pablo Piatti – 2 5. Royston Drenthe, Diego Perotti – 2, 2
Środkowi napastnicy
Na dobrą sprawę powinniśmy tutaj sklasyfikować najbardziej bramkostrzelnych piłkarzy ligi, czyli Messiego i Ronaldo, jednak specyfika ich pozycji na boisku, a także fakt, że właściwie zawsze są tam, gdzie być powinni, nijak ma się do wymagań, jakie stawia się przed środkowym napastnikiem, ustawionym na samej szpicy.
Pozycja numer jeden – Fernando Llorente. Najlepszy gracz Athletiku Bilbao. Powyżej, wielokrotnie dowodziliśmy, jak bardzo poszczególne drużyny zależne są od swojej gwiazdy czy dwóch gwiazd. Wielką trudność sprawia nam zatem określenie ścisłości w zależności Llorente – Athletic. Bo napisać, że gdy Bask nie gra, jego drużyna również stoi, to nie napisać nic. Gdyby właśnie nie ta zależność, Llorente już mógłby siedzieć na walizkach i czekać na transfer do Realu, gdzie byłby mile widziany przez niemal wszystkich (poza tamtejszymi napastnikami). Jednak włodarze klubu z San Memes głupi nie są i raczej nie sprzedadzą Fernando nawet wtedy, gdy pod siedzibę klubu przyjedzie ciężarówka wypchana po brzegi gotówką. Bo tego zawodnika zastąpić się zwyczajnie nie da (nie łamiąc tradycji klubowych, która pozwala grać w Athletiku tylko rodowitym Baskom). Llorente zdobył w minionych 16 meczach ligowych dziesięć goli, dwukrotnie nominowaliśmy go do jedenastki kolejki. Jest potężnie zbudowany, kiedy trzeba gra jak taran, a kiedy mu się uda, ośmiesza obrońców rywali dryblingiem godnym zawodnika o połowę lżejszego czy kilkanaście centymetrów niższego. Jeśli dalej będzie notował taki progres, w klasyfikacji reprezentacyjnych napastników wyprzedzi Davida Villę (Torresa łyknął już dawno).
Miejsce drugie – Giuseppe Rossi. Niewysoki Włoch zdobył jesienią dziewięć bramek w lidze dla Villarrealu, kilkukrotnie pokonując również golkiperów rywali w Lidze Europejskiej. Co prawda w przygotowywanych przez nas po każdej kolejce jedenastkach gościł tylko raz, ale wydaje się, że to właśnie on, a nie Brazylijczyk Nilmar jest lepszym napastnikiem. Dlaczego? Bo nie robi mu większej różnicy, czy uderza lewą, prawą nogą czy głową, ponadto zawsze szuka gry, nie jest tak statyczny jak jego partner z ataku. Swoją drogą, takiego duetu jak Nilmar – Rossi mogą „Żółtej Łodzi Podwodnej” pozazdrościć niemal wszystkie kluby od trzeciego miejsca w dół tabeli La Liga.
Doceniliśmy Rossiego, nie wypada nie docenić też Nilmara. 26-letni Brazylijczyk był o jedną bramkę skuteczniejszy od swojego kolegi klubowego, ponadto aż trzykrotnie gościł w naszych jesiennych zestawieniach, jednak wydaje nam się, że łatwiej jest znaleźć zawodnika o podobnej charakterystyce co on, niż wskazać piłkarza, który mógłby z miejsca zastąpić Rossiego. Należy również mieć wzgląd na to, że część z dorobku bramkowego Nilmara, to rzuty karne (które gwoli ścisłości też trzeba umieć skutecznie wykonywać). Reasumując, z dwójki napastników Villarrealu, opowiadamy się delikatnie za Rossim, ale oddajemy również Nilmarowi, że jest świetnym zawodnikiem.
Miejsce czwarte – Gonzalo Higuain. „Pipita” na początku sezonu bez większego trudu dotrzymywał kroku zarówno Nilmarowi, jak i Messiemu, i Ronaldo, jeśli chodzi o skuteczność, a co za tym idzie, miejsce w klasyfikacji Pichichi. Później stopniowo tracił moc, regularność zastąpiły sporadyczne przebłyski formy. Kiedy prezentował bodaj najsłabszą skuteczność od kilku rund, przydarzyła mu się tajemnicza kontuzja, z powodu której będzie zmuszony pauzować jeszcze bardzo długo. Gdyby nie ona, jego dorobek strzelecki wyglądałby zdecydowanie okazalej niż teraz. Niemal wszyscy madridistas, obserwując dyspozycję, którą w meczach ligowych prezentuje zmiennik „Pipity”, Benzema, gorliwie modlą się o jak najszybszy powrót do zdrowia Argentyńczyka.
Pozycja piąta – David Villa. Po tym, co „El Guaje” pokazywał w poprzednich sezonach albo chociażby na zeszłorocznych mistrzostwach świata, nie sposób nie odnieść się do jego dyspozycji sceptycznie. Właściwie wypadałoby na piątej pozycji umieścić autora ośmiu ligowych trafień, Davida Trezegueta, albo strzelca siedmiu goli Felipe Caicedo… Villa broni się jeszcze większym dorobkiem bramkowym, mianowicie jedenaście razy pokonywał bramkarza rywali. Trzeba jednak pamiętać, że grając w takim klubie jak Barcelona, w dodatku na pozycji środkowego napastnika, „El Guaje” powinien mieć co najmniej o połowę więcej goli, a może i nawet dwa razy tyle. Bądźmy jednak cierpliwi, być może „El Villa Maravilla” rozkręci się wiosną.
1. Fernando Llorente – 2 nominacje 2. Giuseppe Rossi – 1 3. Nilmar – 3 4. Gonzalo Higuain – 2 5. David Villa – 1
Cała jedenastka raz jeszcze:
Casillas – Alves, Puyol, Marcelo – Iniesta, Xabi Alonso, Cazorla – Di Maria, Messi, Ronaldo – Llorente
TO POWINO BYC TAK: CASILLAS, D. ALVES, PUYOL, PIQUE,
MASCHERLANO, XAVI, XABI ALOSO, INIESTA, MESSI, VILLA,
OZIL
REZERWA: HIGUAIN, PEPE, MAXWELL, VALDES, BUSQUETS,
BOJAN
~
~GraczykmdFCB
Z jakiej kur*a okazji Cazorla ma wiecej nominacji
niż Xavi?
~
~Marcin77
A ja popieram tę jedenastkę najlepszych
zawodników,gdyż według mnie,jest najbardziej
rozsądną! Bo jeśli ktoś myślał,że będzie
tutaj wystawiona cała Barcelona-tylko jej
zawodnicy,to chyba pomylił kategorie konkursu…;P
Więc bardzo trafna jedenastka,bardzo wiernie
oddająca siłę poszczególnych zawodników na ich
pozycjach
~
~makanaki
Poza niekompetencją autora tekstu, nic nie stoi na
przeszkodzie, aby ta jedenastka była wypełniona
piłkarzami Barcelony.
~
~LegionekBP
Jestem fanem Barcy. Oczywiście dla kilku graczy
Realu miejsce być musi, ale bez przesady… więcej
tu tych cieniasów z Madrytu, niż gracz drużyny,
która prowadzi w PD i pokonała właśnie
Królewskich 5:0. A po za tym zgadzam się z jednym
gościem – w czym Cazorla był lepszy od Xaviego?
FANOM BARCELONY NIKT OCZU NIE ZAMYDLI! :)
~
~baart
O co wam chodzi przeciez autor wszystko w tekscie
wyjasnil. Mozna sie zgadzac z jego argumentacja albo
nie. Moim zdaniem kawalek o Xavim ze to przez
kontuzje jest trzeci wszystko tłumaczy. O Cazorli
wiele nie słyszałem ale chociaż Iniesta jest
wysoko =)
~
~R4V
Real ma lepszych piłkarzy, Barca ma zgranie.
Myślicie że Barca to nie wiadomo co, typowe dla
sezonowców…
~M
~alek messi
marzysz barca ma lepszych zawodników niż real
sradryt
~
~BARRT
Dobra jednastka tylko za Llorente David Villa
~K
~El Krzyżaco
dzieci z barcelony,mam prosbę:A mianowicie
ogarnijcie downa i przestańcie wymyślac jakieś
bezsensowne teksty typu”real sradryt” bo jest to
żałosne.Jak nie lubicie realu to wymyślajcie coś
z klasą .po tych waszych”obelgach” można
wywnioskować ile lat mam autor i tak oto Alek Messi
ma około 10 albo jego umysł się na tym etapie
zatrzymał.
~
~simon_gt
jedenastka jest dobra, ale kto wystawilby tak
ofensywinie nastawiana druzyne, co??
trochwe realizmu, 3 obroncow, jeden piwot i 3 mega –
ofensywnych graczy i jeszcze Lloretne, hahahha xd
dobre …
~
~Marcin77
Do wszystkich kibiców Barcelony…TO NIE JEST
TYPOWANIE NAJLEPSZEGO SKŁADU KLUBU FC BARCELONA,ALE
NAJLEPSZEJ JEDENASTKI LIGI HISZPAŃSKIEJ!!!Więc nie
dziwujcie się,że nie ma w niej samych piłkarzy
waszego klubu,bo jest to po prostu niemożliwe,gdyż
na niektórych pozycjach bywają zawodnicy lepsi od
waszych!!!
~
~Catalończyk
Jedenastka dobra, tylko nie zgodzę się tylko z
jednym, a mianowicie z tym, że w tej jedenastce
znalazł się Llorente [ śmiech na sali ] powinien
byc za niego David Villa. :-))
~
~ronaldo
widać ze real najlepszy jest a nie jakas barca czy
sralca
~
~kozakando
Za mało piłkarzy Realu Madryt :P
M
meusek
sluchaj ty co piszesz sarca jestes zwykłą pałą
~
~kaaaka
ronaldo??? cazorla??? to zwykłe leszcze
~
~Villareal
Cazorla gra dużo lepiej w tej rundzie od xabiego
alonso i xaviego.Jedenastka powinna byc taka
CASILLAS
DANI ALVES PIQUE
PUYOL capdevila
S.CAZORLA XAVI
INIESTA DI MARIA
F.LLORENTE
MESSI
~
~kaaaka
fan villarealu
~
~......
Gościu jaki mascherano, a tak propo to iniesta jest
już od dawna skrzydłowym ;]
~D
~barca dno
barca slaba jest , Real lepiej gra dlatego wiecej
zawodnikow z jedenastce jest
~
~Michaal9
carloza jest bo xaviego twarzy sie wystraszyli.
A
adriano7
wszystko ok tylko ozil powinien byc trzeci a cazorla
4 a borjy valero wgl nie powinno byc ;/ brawo za
docenienie nelsona valdeza i marcosa senny ;] a i
jeszcze lass diarra – czy on napewno zasluguje na
miejsce tutaj ??
~
~Majki
ronaldo musi tu byc ,przecież szczelił najwiecej
bramek ;p
Barca to same cwaniaczki,myśla ze sa
najlepsi,kretyni i tyle ;)
~
~lolo17
real lepszy od Barcy? Osatnie Gran Derbi się kłania
młodzi kibole Realu ;)
~
~michal619
A gdzie Xavi?:/
~
~matthev
Jedenastka ma byc taka
Casillas D Alves Puyol Carvalho Adriano Xabi Alonso
Xavi Di Maria Oezil Messi Nilmar
M
meusek
sluchaj ty jak ci tam „barca dno” jestes zwykłą
pałą
~
~katalończyk
Nie wiem czy casilas zasługuje na tytuł najlepszego
bramkarza jesieni. :P
Przykładem jest liczba puszczonych bramek na Camp
Nou
Visca el Barca!!!!!!!!!!!!!!
~
~kamilos
niech obejrzy ten filmik http://www.youtube.com/watch?v=v5YnAF_7ht4 i niech
ludzie z realu sie nie wywyższaja a po za tym moim
zdaniem f. llorente jest dobrym wyborem redakcj villa
nie ma jeszcze dobrej skutecznosc