Poznaliśmy pierwszego ćwierćfinalistę mistrzostw świata w Katarze. Niespodzianki nie było – jest nim Holandia, lecz trzeba oddać Amerykanom, że kilkukrotnie postraszyli swoich przeciwników. „Oranje” jednak nie dali się zapędzić w kozi róg i szybko objęli prowadzenie, by później jeszcze je podwyższyć. Gdy natomiast po zmianie stron zrobiło się gorąco i do głosu dochodzili przeciwnicy za sprawą świetnego trafienia Hajiego Wrighta, strzelili na 3:1, pozbawiając reprezentację Stanów Zjednoczonych wszelkich złudzeń.
Holendrzy w związku z tym już dzisiaj poznają swojego kolejnego przeciwnika. Będzie to zwycięzca pary Argentyna – Australia.
Holandia wygrała grupę, ale nie oczarowała
Podopieczni Louisa van Gaala bez większych problemów wygrali swoją grupę, ale w drugim starciu Ekwador postawił im twarde warunki. Mimo to Holandia przystępowała do starcia z Amerykanami pewna siebie. W pierwszej kolejce pokonała reprezentację Senegalu 2:0, a w trzeciej takim samym wynikiem rozprawiła się z Katarem.
Styl gry prezentowany przez „Oranje” nie budzi wielkiego szacunku, a narzekania na ich grę irytują holenderskiego szkoleniowca.
– Myślę, że patrzysz z innej perspektywy niż ja. Dlaczego nie napiszesz w takim razie, że Holandia gra w sposób przeraźliwie nudny. A skoro cię to nudzi, to może powinieneś wrócić do domu. To bardzo rozczarowujące, ale nie zgadzam się z tobą. Myślę, że każdy wolałby cieszyć się z tego, że awansowaliśmy do fazy pucharowej, ale rozumiem, skąd takie pytania. Nie sądzę, żeby sprawy miały się tak źle, jak to postrzegasz – odpowiedział van Gaal dziennikarzowi, który na konferencji prasowej zasugerował, że jego drużyna gra nudną piłkę.
Może styl oferowany przez tego szkoleniowca nie porywa, lecz jest do bólu skuteczny. Pod wodzą van Gaala Holandia rozegrała już 18 spotkań, z czego nie przegrała ani jednego. Łącznie to 13 zwycięstw i 5 remisów (bilans przed starciem z Amerykanami) – rezultat musi robić wrażenie. Ostatni raz „Oranje” przegrali w 1/8 finału mistrzostw Europy z Czechami.
USA to melodia przyszłości
Zdaje się, że Amerykanie usatysfakcjonowani byli samym wyjściem z grupy. Grupy niełatwej, bowiem bardzo wyrównanej. W pierwszym meczu zawodnicy Gregga Berhaltera zaserwowali bardzo dobre spotkanie z Walijczykami, zakończone remisem 1:1. Następnie w znacznie słabszym piłkarsko meczu podzielili się punktami z Anglikami. Najważniejsze okazało się starcie z Iranem. Choć miało ono podtekst polityczny, to na boisku nie było tego czuć, a Amerykanie okazali się o jedną bramkę lepsi, co pozwoliło im awansować z drugiego miejsca.













