W ubiegłym tygodniu wyemitowano ostatnie odcinki trzech popularnych telenowel. Kibice śledzili ich przebieg z zapartym tchem, nawet nie spodziewając się, iż akcja ostatecznie powróci do punktu wyjścia. „Maicon w Realu”, „Cole w Madrycie” oraz „Powrót Cesca” nie okazały się niestety produkcjami z happy endem, a oklepanymi tasiemcami, którymi karmieni są widzowie co roku w okresie od lipca do końca sierpnia. Ot, urok futbolu, powiedzą niektórzy. Zajmijmy się jednak faktami, mając jednocześnie nadzieję, iż kolejne transferowe sagi, które rozpoczynają się na naszych oczach, będą jak najkrótsze i jak najbardziej konkretne.
Fabregas (na razie) nie dla „Barcy”
Co ciekawe, wszystkie transfery stały się definitywnie niedoszłymi w tym samym czasie. Z każdym kolejnym dniem sierpnia stawało się jasne, że powrót do Barcelony Cesca Fabregasa, awizowany bodaj najgłośniej, nie dojdzie do skutku. Wniosek ten jest wypadkową dwóch najważniejszych czynników: horrendalnej (nawet jak na niebanalne umiejętności piłkarza) sumy odstępnego podyktowanej przez Arsenal, niemożności, wskutek nieciekawej sytuacji finansowej, spełnienia tejże przez stronę katalońską. Po wypowiedziach Iniesty, Guardioli i Xaviego, przyjmujących fiasko rozmów ze zrozumieniem, już nawet zapowiadana jako ostatnia szansa, bezpośrednia rozmowa z Arsene Wengerem nie przyniesie zamierzonego skutku. Na teraz. Bowiem za rok Fabregas i tak dołączy do „Blaugrany”.
W obecnej sytuacji w mediach pojawiła się nowa porcja plotek co do obsady środka pola w ekipie wicemistrzów Hiszpanii. Obok tradycyjnie wymienianych Javiego Martineza i Mesuta Oezila (o ich przyjściu mówi się od początku lipca) pojawiło się nazwisko Javiera Mascherano. Ponownie wraca więc na talerz kotlet usmażony przed rokiem (o ile w 2009 roku Liverpool nie chciał puścić kapitana „Albicelestes” za 40 milionów euro, o tyle teraz Barcelona nie wyłoży więcej niż 30 milionów). Właściwie najbardziej prawdopodobne jest, że w sezonie 2010/2011, obok mających pewne miejsce w środku pola mistrzów Hiszpanii Xaviego i Busquetsa, będą grywali Keita i Iniesta, wspomagani w razie potrzeby zdolną młodzieżą z drugiej drużyny (Dos Santos, Thiago lub Oriol), za rok na Camp Nou zawita natomiast Fabregas i problem rozwiąże się sam.
Po odejściu Henry’ego, Marqueza i Toure jak bumerang powracają informacje o eksodusie Zlatana Ibrahimovicia oraz Białorusina Aljaksandra Hleba, który powrócił po sezonie wypożyczenia do Stuttgartu. O ile Szwed, jako piłkarz z najwyższej półki, po zaciśnięciu zębów i przeczekaniu kilku meczów na ławce ma szanse wygrać rywalizację z Bojanem, Villą lub Pedro, o tyle Hleb nie ma na Camp Nou czego szukać. Zainteresowana jego pozyskaniem jest podobno Sevilla, z Wysp odzywały się natomiast Liverpool i Tottenham.
Bocznych w Realu nie będzie
Podobnie jak bajka o przyjściu Fabregasa, zakończyła się ta z Maiconem w roli głównej. Podchody trwające od zakończenia poprzedniego sezonu, stałe wahania kwoty, która zadowoliłaby obie strony (zaczynało się od 35, potem wydawało się, że osiągnięto konsensus przy 30 i 28 milionach), uciął Masimmo Moratti, który uderzył pięścią w stół i powiedział „nie” ofercie opiewającej na 25 milionów euro. Zarówno sam piłkarz, jak i jego agent mają czego żałować, wszak pensja w Madrycie zapewne grubo przekraczałaby tę z Mediolanu, a i wydaje się, że pod kierunkiem Beniteza Brazylijczyk może już nie wypracować takiej formy, jaką osiągnął u boku Mourinho. Fiaskiem zakończyły się również rozmowy w sprawie pozyskania Ashleya Cole’a (kiedy okazało się, że Anglik nie przejdzie na Santiago Bernabeu, Mourinho stwierdził, że jest on za stary i właściwie jego pozyskanie od początku było bardzo niepewne).










