Obie drużyny już po raz czwarty w historii zagrają przeciwko sobie w finale mistrzostw świata w futsalu. Hiszpanie pokonali w półfinale Włochów, zespół z Ameryki Południowej odprawił zaś z kwitkiem Kolumbię.
Hiszpania – Włochy
Dzięki temu zwycięstwu piłkarze z Półwyspu Iberyjskiego już po raz piąty z rzędu zagrają w finale tej imprezy. Mecz lepiej rozpoczęli Hiszpanie, którzy przez bukmacherów byli uważani za faworytów tego pojedynku. Pierwsze ostrzeżenie dla Włochów nastąpiło w 7. minucie, kiedy to uderzał Juanjo, ale piłka odbiła się tylko od słupka. Minutę później tego zespołu już nic nie uratowało. Piłkę do własnej bramki skierował Saad Assis, który niefortunnie przeciął dośrodkowanie. Taki wynik utrzymał się do 29. minuty. Wtedy to Alex Merlim wykorzystał błąd defensywy rywali i doprowadził do wyrównania. Radość jego zespołu nie trwała zbyt długo, bo już po jedenastu sekundach Hiszpanie ponownie wyszli na prowadzenie za sprawą Alemao. Cztery minut później było już 3:1, nie popisała się bowiem defensywa Włochów i z prezentu bez namysłu skorzystał Lozano. Wynik meczu ustalił w 37. minucie Lin, pieczętując tym samym wysoką wygraną swojej ekipy.
Po tym zwycięstwie trener Hiszpanów nie ukrywał radości, mówiąc, że jego zespół jak najbardziej zasłużył na wygraną: – Myślę, że wynik jest sprawiedliwy, bo zagraliśmy wspaniałe spotkanie. Po tym jak Włosi doprowadzili do wyrównania, chcieliśmy jak najszybciej wyjść na prowadzenie i ta sztuka się nam udała – powiedział Venancio Lopez.
Trener Włochów zaś pogratulował swoim rywalom, doceniając ich umiejętności: – Przede wszystkim muszę pogratulować naszym rywalom, bo rozegrali naprawdę znakomity mecz. Chcieliśmy z nimi podjąć równorzędną walkę, ale dzisiaj byli poza naszym zasięgiem.
Brazylia – Kolumbia
Rywalem Hiszpanów w finale będzie Brazylia, która w półfinale wyeliminowała Kolumbię. Zgodnie z przypuszczeniami „Canarinhos” już od pierwszego gwizdka zdominowali swojego rywala. Na efekt musieliśmy czekać zaledwie do 41. sekundy, wtedy to do siatki trafił bowiem Gabriel. Brazylijczycy totalnie dominowali nad swoim rywalem i tylko znakomite interwencje Lozano sprawiały, że wynik nie ulegał zmianie. Gdy wydawało się, że kolejny gol dla nich jest tylko formalnością, niespodziewanie trafili rywale. Piłkę do siatki skierował Toro, który pewnym strzałem pokonał bramkarza rywali. Taki rezultat utrzymał się do 27. minuty, kiedy to Gabriel po raz drugi w tym meczu wpisał się na listę strzelców. Kilkanaście sekund później niedawny bohater Kolumbii – Toro – skierował piłkę do własnej bramki i stało się jasne, kto zagra w finale. Kolumbijczycy mimo ambitnej postawy nie zdołali przeciwstawić się Brazylijczykom, którzy jak najbardziej zasłużenie zagrają w wielkim finale.
Z takiego wyniku zadowolony był ich trener, który jednak miał pretensje za nieskuteczność: – Myślę, że to sprawiedliwy rezultat. Szybko zdobyliśmy gola, ale potem byliśmy nieskuteczni i w ten sposób sprawiliśmy sobie sporo kłopotów. Ostatecznie to my okazaliśmy się lepsi – powiedział Marcos Sorato.










