9 kwietnia 54-letni Bruno Labaddia objął drużynę „Starej Damy”. W tamtym momencie zespół znajdował się w ogromnym kryzysie i musiał martwić się o utrzymanie w lidze. Po kilku tygodniach pracy Niemca „Niebiesko-biali” nabrali wiatru w żagle i coraz śmielej spoglądają w stronę europejskich pucharów. Lars Windhorst – współwłaściciel, ale przede wszystkim główny inwestor Herthy BSC – latem 2019 roku zamarzył o stworzeniu wielkiej drużyny w stolicy Niemiec. Ogromne pieniądze, którymi dysponuje, miały sprawić, że klub szybko zacznie walczyć o najwyższe cele w kraju, a także zaistnieje w europejskich pucharach.
Realia okazały się jednak na początku zupełnie inne. Ante Čović, Jürgen Klinsmann i Alexander Nouri – żaden z nich nie potrafił na dłużej zagrzać miejsca na ławce trenerskiej Herthy. Mimo zainwestowanych 224 mln euro zespół prezentował się bardzo słabo i zajmował 13. miejsce w tabeli z dorobkiem zaledwie 28 punktów po 25 kolejkach obecnego sezonu. Największym problemem „Niebiesko-białych” było kreowanie akcji. Zespół strzelał bardzo mało bramek, a mecze tej drużyny oglądało się naprawdę trudno i zaczęto nawet tęsknić za Herthą Pála Dárdaia, która mimo dobrych wyników była ciągle krytykowana za nieatrakcyjny styl gry.
Doświadczony trener sposobem na rozwiązanie problemów
Władze klubu nie chciały doprowadzić do sytuacji, w której zespół do końca sezonu będzie walczył o utrzymanie i postawiły na trenera ze sporym stażem. Hertha Berlin jest czwartą drużyną w Bundeslidze, którą prowadzi Bruno Labbadia. Nie tylko jako trener, lecz także jako piłkarz zebrał on duże doświadczenie, ponieważ występował w najwyższej klasie rozgrywkowej w Niemczech w sześciu różnych klubach.
Co ciekawe, dla „Starej Damy” sam Labbadia nie był pierwszym wyborem. Zespół starał się najpierw zakontraktować Niko Kovača, który nie chciał jednak obejmować Herthy w środku sezonu w dużym chaosie. Istotną kwestią było również to, że Chorwat jest przyjacielem Nouriego i nie chciał przejmować drużyny po nim. Kolejną opcją był Roger Schmidt, który zdecydował się na inny kierunek i od nowego sezonu będzie prowadził PSV Eindhoven. Taki rozwój sytuacji umożliwił doświadczonemu Niemcowi powrót na ławkę trenerską, a Hertha zakontraktowała czwartego trenera w tym sezonie.
Bruno Labbadia rozpoczął pracę z zespołem od półtoragodzinnej rozmowy online, w której wyjaśnił zawodnikom, jak chce grać i na czym polega jego pomysł. Od samego początku wiadomo było, że nowy trener stawia na wyczerpujące i intensywne treningi, a do przygotowania fizycznego przykłada bardzo dużo wagi. Systemem preferowanym przez Niemca było do tej pory ustawienie 4-3-3, jednak od pierwszego spotkania z Hoffenheim wygląda to bardziej na schemat 4-2-3-1. Drużyna zyskała wymaganą stabilizację i dłużej utrzymuje się przy piłce, co skutkuje dobrą grą w ataku pozycyjnym. Nie ucierpiały na tym kontry, po których Hertha także potrafi zdobywać bramki. Interesująco wygląda rozegranie po wrzucie z autu. Bezpośrednio z pierwszej piłki lub po jednym podaniu następuje błyskawiczna zmiana strony, na której można szybko rozprowadzić akcję ze względu na wystarczającą przestrzeń. Główną bronią Herthy są jednak stałe fragmenty gry – wykonywane przez Marvina Plattenhardta czy teraz pod jego nieobecność przez Vladimira Daridę. Gra zespołu wygląda również imponująco bez piłki przy nodze. Drużyna bardzo sprawie odbudowuje ustawienie po jej stracie, a kiedy nadarzy się okazja, szybko doskakuje do przeciwnika jeszcze na jego połowie i stara się ją odebrać.









