Po przerwie na mecze reprezentacyjne rozgrywki wznawia liga mistrzów świata i Europy – Primera Division. W ramach spotkań drugiej kolejki jednego dnia, a konkretnie w sobotę, dojdzie do trzech pojedynków z udziałem zespołów, które poprzedni sezon zakończyły na podium. Tego samego dnia odbędzie się również ciekawie zapowiadający się mecz Atletico Madryt – zdobywcy pierwszego trofeum w tym sezonie, czyli Superpucharu Europy – z Athletikiem Bilbao. W niedzielę, po raz pierwszy po letniej przerwie, rozgrywki ligowe powrócą na stadiony Getafe i Sevilli.
Dawid kontra Goliat po raz pierwszy
Po odejściu Zlatana Ibrahimovicia i Thierry’ego Henry’ego, Bojan Krkić powinien mieć więcej szans na grę (fot. as.com)
Pojedynek beniaminków z którymś z dwójki Real – Barcelona od razu nasuwa skojarzenia z biblijnym starciem. Prawdę mówiąc, to pojedynki połowy klubów La Liga z wyżej wymienionymi potentatami można właściwie zakwalifikować do konfrontacji tego rodzaju. Z litości do Herculesa Alicante nie pokuszę się o ocenienie jego szans w starciu z Katalończykami. Lepiej skupić się na tym, co wydarzyło się ostatnio w obydwu drużynach. W Barcelonie humory dopisują. W pierwszej kolejce gracze Guardioli odnieśli bezproblemowe zwycięstwo w Santander. Na oficjalny debiut w barwach „Blaugrany” czeka Javier Mascherano, pozyskany tuż przed zamknięciem okna transferowego. Jeśli Argentyńczyk wystąpi, to raczej jako zmiennik Busquetsa, przeciwko Herculesowi nie ma bowiem sensu grać dwoma piwotami. Być może w meczu z beniaminkiem z Alicante zagrają niektórzy piłkarze z drużyny rezerw. Pod znakiem zapytania stoi występ Carlesa Puyola, który ostatnio nie trenował z zespołem. Guardiola musi umiejętnie szafować wąską kadrą, już we wtorek „Barca” zainauguruje rozgrywki Ligi Mistrzów w meczu z Panathinaikosem na Camp Nou. W obozie rywali mieszane nastroje po porażce z Athletikiem Bilbao na inaugurację. Pewnie gdyby nie debiutancka trema, piłkarze Estebana Vigo ugraliby pierwsze punkty w La Liga od trzynastu lat. Wystarczy wspomnieć, że trzy setki zmarnował Portillo. Być może w meczu z Barceloną w wyjściowym składzie pojawi się Francuz David Trezeguet, który niedawno (podobno pod wpływem żony, która pochodzi z Alicante) został piłkarzem Herculesa. Prawdopodobny jest też występ na lewej stronie obrony wypożyczonego z Realu Roystona Drenthe.
Pedro Munitis będzie miał za zadanie strzelić bramkę golkiperowi Valencii – Cesarowi (fot. yimg.com)
Nie ma szczęścia wspomniany Racing Santander, rozgromiony niedawno na własnym stadionie przez mistrza. Kolejny mecz może zakończyć się dla Kantabryjczyków podobnym rezultatem, wybiorą się oni bowiem na Mestalla, by zmierzyć się z odmienioną Valencią. „Los Ches” zostali co prawda rozprzedani w minionym okienku transferowym, ale piłkarze, których sprowadzono i tak prezentują niezłą klasę. Dowodem niech będzie wyjazdowe zwycięstwo (choć nie bez problemów) z Malagą. Do przerwy utrzymywał się wynik remisowy, ale w drugiej połowie odpowiedzialność za wynik wziął na barki Joaquin, który dwiema bramkami zapewnił Valencii trzy punkty. Podobnie jak w przypadku Barcelony, zaraz po meczu ligowym zawodnicy Unaia Emery’ego będą musieli wszcząć przygotowania do meczu Ligi Mistrzów, a ich przeciwnikiem będzie turecki Bursaspor. Racing stracił niedawno dobrego zawodnika, którym był Meme Tchite (tuż przed zamknięciem okna transferowego odszedł do Standardu Liege), ale jego miejsce szybko może zająć Markus Rosenberg, który zapewnił awans do Ligi Mistrzów Werderowi, by po tygodniu związać się kontraktem z Kantabryjczykami. Kibice w Santander zapewne liczą, iż stworzy on ciekawy duet z 35-letnim już Pedro Munitisem. Na El Sardinero nie ma już bowiem Sergio Canalesa, który dobrze prezentował się w meczach z mocnymi rywalami.
Osasuna na Bernabeu
Cristiano Ronaldo po kilkunastodniowej przerwie spowodowanej urazem wraca do gry (fot. as.com)
O godzinie 20. rozpocznie się mecz Realu Madryt z Osasuną Pampeluna. Gospodarze po nieco haniebnym remisie z Mallorką muszą zacząć wygrywać, inaczej atmosfera wokół drużyny szybko zgęstnieje i nawet medialne i psychologiczne zabiegi Mourinho nie będą w stanie jej oczyścić. Rywal wydaje się dobry na przełamanie, Osasuna w zasadzie nie miewa przebłysków, jest to zespół balansujący pomiędzy ligową solidnością a szarzyzną. Powoli normuje się sytuacja w środku obrony „Los Blancos”, do zdrowia wraca Pepe, który powinien wybiec w wyjściowym składzie obok Carvalho, dzięki czemu na prawą obronę będzie mógł wrócić Ramos. Po kilkunastodniowej przerwie do pełni zdrowia wrócił również Cristiano Ronaldo. Real w przeciwieństwie do Barcelony posiada szeroką i dosyć wyrównaną kadrę (choć zaledwie dwóch środkowych napastników), więc nie musi martwić się o to, kto wystąpi w meczu Ligi Mistrzów (w środę na Bernabeu przyjedzie Ajax). Osasuna nie mogła w poprzedniej kolejce wywalczyć punktów u siebie w meczu z Almerią (ani strzelić bramki, chociaż rywale kończyli w dziesiątkę) co najlepiej podsumowuje jej szanse na dobry wynik na Santiago Bernabeu. Po odejściu Cesara Azpilicuety do Marsylii liczba wyróżniających się zawodników skurczyła się właściwe do trzech: lewego obrońcy Monreala oraz dwóch napastników: Pandianiego i Arandy, którzy co prawda nie strzelają wielu bramek, ale są nieźle zbudowani i dosyć ruchliwi. Na defensywę Realu powinni okazać się jednak zdecydowanie za słabi.
Zaciekłość kontra finezja
Dani Parejo po odejściu Soldado i Leona jest jednym z najważniejszych piłkarzy Getafe (fot. as.com)
Czyli ostatni z sobotnich meczów, w którym zmierzą się Athletic Bilbao oraz Atletico Madryt. Po raz kolejny (oczywiście zupełnie przypadkowo) zespół, który ma do rozegrania mecz w europejskich pucharach, ligowy pojedynek zaliczy w sobotę (aby zapowiedzieć już wszystkich pucharowych rywali klubów La Liga – „Los Coloncheros” polecą do Salonik na mecz z Arisem). Świeżo upieczeni zdobywcy Superpucharu Europy w pierwszej kolejce potwierdzili wysokie aspiracje (zespół wzmocniony w defensywie może okazać się trzecią siłą w lidze) gromiąc u siebie kopaczy z Gijonu. Dwie bramki zaliczył w tym meczu najlepszy piłkarz mundialu Diego Forlan, a jeden z nich padł po fenomenalnej akcji Sergio Aguero. Czy na San Memes para latynoskich gwiazdorów będzie poczynać sobie równie dobrze? Jest to wątpliwe, gdyż obrońcy Athletiku, a już na San Memes w szczególności (za sprawą dopingu fanatycznej baskijskiej publiki) niekiedy zapominają, że na boisku gra się w piłkę, a nie w kości. W ostatnim spotkaniu zawodnicy Caparrosa dosyć szczęśliwie wygrali w Alicante, ale u siebie mogą być groźni nawet dla niezwykle mocnego Atletico. Jeśli Baskom uda się narzucić przyjezdnym swój styl gry, może paść niespodziewany wynik. Tym bardziej że formy z końcówki poprzedniego sezonu nie zagubił Fernando Llorente (gol z Herculesem, a także bramka honorowa w reprezentacyjnej batalii z Argentyną).
Pojedynek ubogich krewnych
Oprócz Atletico, w Lidze Europejskiej zagra też Getafe. Podopieczni Michela nie zmarnowali jednak sukcesu z poprzedniego sezonu i w meczu barażowym pokonali czołową drużynę Cypru, Apoel. W czwartek czeka ich natomiast mecz z Odense. Poprzedniego spotkania zawodnicy z podmadryckiej miejscowości nie będą wspominać zbyt dobrze, zostali bowiem wypunktowani przez ambitnie grający Espanyol. Teraz czeka ich konfrontacja z Levante. Godnie zastąpić bramkostrzelnego Roberto Soldado będzie chciał zaciąg sprowadzony z Saragossy – Arizmendi i Colunga (via Recreativo). Podobnie jak Getafe, które można nazwać ubogim krewnym Atletico i Realu, tak i klub z Walencji pozostaje zdecydowanie w cieniu potężnego rywala zza miedzy. Media i eksperci widzą wręcz w Levante niemal pewnego kandydata do spadku. W pierwszym meczu sezonu podopieczni Luisa Garcii nie zrobili wręcz nic, by zadać kłam tym niepochlebnym opiniom. Niewielkim wytłumaczeniem na domową klęskę z Sevillą jest zła dyspozycja sędziego tych zawodów, Pereza Lasy. Może na kameralnym stadionie im. Alfonso Pereza w Getafe gracze Levante przypomną sobie dobre mecze, jakie rozgrywali w Segunda Division?
Wielcy przegrani versus dawna potęga
Ostatnim klubem, który reprezentuje Hiszpanię na europejskim froncie, jest Sevilla. Choć akurat w jej przypadku występy w Lidze Europejskiej nie spełniają ambicji wielu piłkarzy. Miejscem takich piłkarzy, jak Navas, Kanoute czy Fabiano powinna być Liga Mistrzów. Andaluzyjczycy są jednak sami sobie winni, w kompromitującym stylu przegrywając z Bragą, pozbawili się szans na grę z najlepszymi. Na hiszpańskim podwórku Sevilla wciąż jest w stanie gromić, co pokazał ostatni mecz z beniaminkiem z Walencji, w którym dubletem popisał się Abdoulay Konko. Kolejnym miernikiem dyspozycji podopiecznych Juana Alvareza będzie Deportivo. Klub, który najlepsze lata ma już chyba za sobą. Kiedy wydawało się, że wokół takiego piłkarza jak Filipe można zbudować mocny zespół, Brazylijczyk został sprzedany do Atletico. Teraz najlepszym zawodnikiem „El Depor” wydaje się Meksykanin Andres Guardado, problem w tym, że jaśniejszych postaci na razie nie widać. Może objawią się same po kilku kolejkach. Do tej pory na koncie klubu z La Coruny widnieje jeden punkt wywalczony dwa tygodnie temu z Saragossą.
W pozostałych niedzielnych spotkaniach rozbity przez Atletico Real Sporting Gijon zmierzy się z odmienioną Mallorca, Real Saragossa podejmie Malaga CF, natomiast Villarreal CF, pokonany przez Real Sociedad, zagra z ładnie grającym w pierwszej kolejce Espanyolem Barcelona. W jedynym poniedziałkowym meczu Almeria będzie gościć mocnego beniaminka z San Sebastian.
Po przerwie na mecze reprezentacyjne rozgrywki wznawia liga mistrzów świata i Europy – Primera Division. W ramach spotkań drugiej kolejki jednego dnia, a konkretnie w sobotę, dojdzie do trzech pojedynków z udziałem zespołów, które poprzedni sezon zakończyły na podium. Tego samego dnia odbędzie się również ciekawie zapowiadający się mecz Atletico Madryt – zdobywcy pierwszego trofeum w tym sezonie, czyli Superpucharu Europy – z Athletikiem Bilbao. W niedzielę, po raz pierwszy po letniej przerwie, rozgrywki ligowe powrócą na stadiony Getafe i Sevilli.
Dawid kontra Goliat po raz pierwszy
Po odejściu Zlatana Ibrahimovicia i Thierry’ego Henry’ego, Bojan Krkić powinien mieć więcej szans na grę (fot. as.com)
Pojedynek beniaminków z którymś z dwójki Real – Barcelona od razu nasuwa skojarzenia z biblijnym starciem. Prawdę mówiąc, to pojedynki połowy klubów La Liga z wyżej wymienionymi potentatami można właściwie zakwalifikować do konfrontacji tego rodzaju. Z litości do Herculesa Alicante nie pokuszę się o ocenienie jego szans w starciu z Katalończykami. Lepiej skupić się na tym, co wydarzyło się ostatnio w obydwu drużynach. W Barcelonie humory dopisują. W pierwszej kolejce gracze Guardioli odnieśli bezproblemowe zwycięstwo w Santander. Na oficjalny debiut w barwach „Blaugrany” czeka Javier Mascherano, pozyskany tuż przed zamknięciem okna transferowego. Jeśli Argentyńczyk wystąpi, to raczej jako zmiennik Busquetsa, przeciwko Herculesowi nie ma bowiem sensu grać dwoma piwotami. Być może w meczu z beniaminkiem z Alicante zagrają niektórzy piłkarze z drużyny rezerw. Pod znakiem zapytania stoi występ Carlesa Puyola, który ostatnio nie trenował z zespołem. Guardiola musi umiejętnie szafować wąską kadrą, już we wtorek „Barca” zainauguruje rozgrywki Ligi Mistrzów w meczu z Panathinaikosem na Camp Nou. W obozie rywali mieszane nastroje po porażce z Athletikiem Bilbao na inaugurację. Pewnie gdyby nie debiutancka trema, piłkarze Estebana Vigo ugraliby pierwsze punkty w La Liga od trzynastu lat. Wystarczy wspomnieć, że trzy setki zmarnował Portillo. Być może w meczu z Barceloną w wyjściowym składzie pojawi się Francuz David Trezeguet, który niedawno (podobno pod wpływem żony, która pochodzi z Alicante) został piłkarzem Herculesa. Prawdopodobny jest też występ na lewej stronie obrony wypożyczonego z Realu Roystona Drenthe.
Pechowy Racing
Pedro Munitis będzie miał za zadanie strzelić bramkę golkiperowi Valencii – Cesarowi (fot. yimg.com)
Nie ma szczęścia wspomniany Racing Santander, rozgromiony niedawno na własnym stadionie przez mistrza. Kolejny mecz może zakończyć się dla Kantabryjczyków podobnym rezultatem, wybiorą się oni bowiem na Mestalla, by zmierzyć się z odmienioną Valencią. „Los Ches” zostali co prawda rozprzedani w minionym okienku transferowym, ale piłkarze, których sprowadzono i tak prezentują niezłą klasę. Dowodem niech będzie wyjazdowe zwycięstwo (choć nie bez problemów) z Malagą. Do przerwy utrzymywał się wynik remisowy, ale w drugiej połowie odpowiedzialność za wynik wziął na barki Joaquin, który dwiema bramkami zapewnił Valencii trzy punkty. Podobnie jak w przypadku Barcelony, zaraz po meczu ligowym zawodnicy Unaia Emery’ego będą musieli wszcząć przygotowania do meczu Ligi Mistrzów, a ich przeciwnikiem będzie turecki Bursaspor. Racing stracił niedawno dobrego zawodnika, którym był Meme Tchite (tuż przed zamknięciem okna transferowego odszedł do Standardu Liege), ale jego miejsce szybko może zająć Markus Rosenberg, który zapewnił awans do Ligi Mistrzów Werderowi, by po tygodniu związać się kontraktem z Kantabryjczykami. Kibice w Santander zapewne liczą, iż stworzy on ciekawy duet z 35-letnim już Pedro Munitisem. Na El Sardinero nie ma już bowiem Sergio Canalesa, który dobrze prezentował się w meczach z mocnymi rywalami.
Osasuna na Bernabeu
Cristiano Ronaldo po kilkunastodniowej przerwie spowodowanej urazem wraca do gry (fot. as.com)
O godzinie 20. rozpocznie się mecz Realu Madryt z Osasuną Pampeluna. Gospodarze po nieco haniebnym remisie z Mallorką muszą zacząć wygrywać, inaczej atmosfera wokół drużyny szybko zgęstnieje i nawet medialne i psychologiczne zabiegi Mourinho nie będą w stanie jej oczyścić. Rywal wydaje się dobry na przełamanie, Osasuna w zasadzie nie miewa przebłysków, jest to zespół balansujący pomiędzy ligową solidnością a szarzyzną. Powoli normuje się sytuacja w środku obrony „Los Blancos”, do zdrowia wraca Pepe, który powinien wybiec w wyjściowym składzie obok Carvalho, dzięki czemu na prawą obronę będzie mógł wrócić Ramos. Po kilkunastodniowej przerwie do pełni zdrowia wrócił również Cristiano Ronaldo. Real w przeciwieństwie do Barcelony posiada szeroką i dosyć wyrównaną kadrę (choć zaledwie dwóch środkowych napastników), więc nie musi martwić się o to, kto wystąpi w meczu Ligi Mistrzów (w środę na Bernabeu przyjedzie Ajax). Osasuna nie mogła w poprzedniej kolejce wywalczyć punktów u siebie w meczu z Almerią (ani strzelić bramki, chociaż rywale kończyli w dziesiątkę) co najlepiej podsumowuje jej szanse na dobry wynik na Santiago Bernabeu. Po odejściu Cesara Azpilicuety do Marsylii liczba wyróżniających się zawodników skurczyła się właściwe do trzech: lewego obrońcy Monreala oraz dwóch napastników: Pandianiego i Arandy, którzy co prawda nie strzelają wielu bramek, ale są nieźle zbudowani i dosyć ruchliwi. Na defensywę Realu powinni okazać się jednak zdecydowanie za słabi.
Zaciekłość kontra finezja
Dani Parejo po odejściu Soldado i Leona jest jednym z najważniejszych piłkarzy Getafe (fot. as.com)
Czyli ostatni z sobotnich meczów, w którym zmierzą się Athletic Bilbao oraz Atletico Madryt. Po raz kolejny (oczywiście zupełnie przypadkowo) zespół, który ma do rozegrania mecz w europejskich pucharach, ligowy pojedynek zaliczy w sobotę (aby zapowiedzieć już wszystkich pucharowych rywali klubów La Liga – „Los Coloncheros” polecą do Salonik na mecz z Arisem). Świeżo upieczeni zdobywcy Superpucharu Europy w pierwszej kolejce potwierdzili wysokie aspiracje (zespół wzmocniony w defensywie może okazać się trzecią siłą w lidze) gromiąc u siebie kopaczy z Gijonu. Dwie bramki zaliczył w tym meczu najlepszy piłkarz mundialu Diego Forlan, a jeden z nich padł po fenomenalnej akcji Sergio Aguero. Czy na San Memes para latynoskich gwiazdorów będzie poczynać sobie równie dobrze? Jest to wątpliwe, gdyż obrońcy Athletiku, a już na San Memes w szczególności (za sprawą dopingu fanatycznej baskijskiej publiki) niekiedy zapominają, że na boisku gra się w piłkę, a nie w kości. W ostatnim spotkaniu zawodnicy Caparrosa dosyć szczęśliwie wygrali w Alicante, ale u siebie mogą być groźni nawet dla niezwykle mocnego Atletico. Jeśli Baskom uda się narzucić przyjezdnym swój styl gry, może paść niespodziewany wynik. Tym bardziej że formy z końcówki poprzedniego sezonu nie zagubił Fernando Llorente (gol z Herculesem, a także bramka honorowa w reprezentacyjnej batalii z Argentyną).
Pojedynek ubogich krewnych
Oprócz Atletico, w Lidze Europejskiej zagra też Getafe. Podopieczni Michela nie zmarnowali jednak sukcesu z poprzedniego sezonu i w meczu barażowym pokonali czołową drużynę Cypru, Apoel. W czwartek czeka ich natomiast mecz z Odense. Poprzedniego spotkania zawodnicy z podmadryckiej miejscowości nie będą wspominać zbyt dobrze, zostali bowiem wypunktowani przez ambitnie grający Espanyol. Teraz czeka ich konfrontacja z Levante. Godnie zastąpić bramkostrzelnego Roberto Soldado będzie chciał zaciąg sprowadzony z Saragossy – Arizmendi i Colunga (via Recreativo). Podobnie jak Getafe, które można nazwać ubogim krewnym Atletico i Realu, tak i klub z Walencji pozostaje zdecydowanie w cieniu potężnego rywala zza miedzy. Media i eksperci widzą wręcz w Levante niemal pewnego kandydata do spadku. W pierwszym meczu sezonu podopieczni Luisa Garcii nie zrobili wręcz nic, by zadać kłam tym niepochlebnym opiniom. Niewielkim wytłumaczeniem na domową klęskę z Sevillą jest zła dyspozycja sędziego tych zawodów, Pereza Lasy. Może na kameralnym stadionie im. Alfonso Pereza w Getafe gracze Levante przypomną sobie dobre mecze, jakie rozgrywali w Segunda Division?
Wielcy przegrani versus dawna potęga
Ostatnim klubem, który reprezentuje Hiszpanię na europejskim froncie, jest Sevilla. Choć akurat w jej przypadku występy w Lidze Europejskiej nie spełniają ambicji wielu piłkarzy. Miejscem takich piłkarzy, jak Navas, Kanoute czy Fabiano powinna być Liga Mistrzów. Andaluzyjczycy są jednak sami sobie winni, w kompromitującym stylu przegrywając z Bragą, pozbawili się szans na grę z najlepszymi. Na hiszpańskim podwórku Sevilla wciąż jest w stanie gromić, co pokazał ostatni mecz z beniaminkiem z Walencji, w którym dubletem popisał się Abdoulay Konko. Kolejnym miernikiem dyspozycji podopiecznych Juana Alvareza będzie Deportivo. Klub, który najlepsze lata ma już chyba za sobą. Kiedy wydawało się, że wokół takiego piłkarza jak Filipe można zbudować mocny zespół, Brazylijczyk został sprzedany do Atletico. Teraz najlepszym zawodnikiem „El Depor” wydaje się Meksykanin Andres Guardado, problem w tym, że jaśniejszych postaci na razie nie widać. Może objawią się same po kilku kolejkach. Do tej pory na koncie klubu z La Coruny widnieje jeden punkt wywalczony dwa tygodnie temu z Saragossą.
W pozostałych niedzielnych spotkaniach rozbity przez Atletico Real Sporting Gijon zmierzy się z odmienioną Mallorca, Real Saragossa podejmie Malaga CF, natomiast Villarreal CF, pokonany przez Real Sociedad, zagra z ładnie grającym w pierwszej kolejce Espanyolem Barcelona. W jedynym poniedziałkowym meczu Almeria będzie gościć mocnego beniaminka z San Sebastian.