Zdetronizowanie Mikaela Ishaka na pozycji napastnika to rzecz praktycznie niewykonalna. Szwed to już prawdziwa legenda Lecha i gość, od którego przez wiele lat zaczynało się ustalać skład. Ishak jednak już lepszy nie będzie i coraz częściej nękają go problemy zdrowotne. Na szczęście dla Mariusza Rumaka, jest ktoś taki jak Filip Szymczak, którego czas właśnie nadchodzi. Swoją szansę jako napastnik w dwóch pierwszych wykorzystał bezbłędnie i bardzo mocno przyczynił się do cennych zwycięstw.
Jeszcze nigdy Lech Poznań nie miał dwóch tak dobrych równych napastników. Zawsze był Mikael Ishak i długo, długo nic. Podobny problem był jeszcze za czasów Christiana Gytjakera. Teraz wskutek problemów Ishaka szansę w końcu na pozycji napastnika dostał Filip Szymczak, który nie zawiódł. Nie można napisać, że zastąpił Szweda 1:1, ale strzelił bardzo ważne bramki. W konsekwencji nikt za bardzo nie odczuł braku Ishaka. Oby w końcu to był czas Filipa Szymczaka. Z pewnością wychowanek Lecha na to zasługuje. Musi jednak zacząć strzelać regularnie. Dorobek trzech bramek jak na napastnika po połowie sezonu to mizerny wynik.
Kiedy, jak nie teraz – Filip Szymczak
Nie można ciągle polegać na Mikaelu Ishaku. Pewnych barier Szwed nie przeskoczy. Ostatni rok nie jest zbyt udany dla kapitana Lecha, ale to głównie przez problemy zdrowotne. Gdy pokonał boreliozę, to pojawiła się kontuzja. Teraz na obozie przygotowawczym pojawił się uraz. Jak się wydawało – niegroźny, a jednak mecz ze Śląskiem będzie trzecim, w którym zabraknie Ishaka. No i musimy cały czas pamiętać o tej nieszczęśliwej boreliozie. Trzeba sobie zdawać sprawę, że „dziewiątka” Lecha już nie powróci do formy sprzed tej choroby.
Już abstrahując od kolejnej kontuzji Artura Sobiecha. To jest idealny czas dla Filipa Szymczaka, który bardzo długo czekał na swoją szansę na nominalnej pozycji. Wcześniej trudno było o wyrzucenie ze składu Ishaka. John van den Brom szukał miejsca dla wychowanka, ale zawsze podkreślał, że docelowo to jest napastnik. W kilku meczach dobrze wyglądał na skrzydle czy jako podwieszony napastnik, ale to alternatywa i jego dodatkowa umiejętność, że odnajdzie się na każdej pozycji w ofensywie.
Można było spróbować znów rozwiązania z Filipem Marchwińskim jako napastnikiem. Teoretycznie dobrze to wychodziło i sprawdzało się na początku sezonu, ale Mariusz Rumak słusznie dał szansę Szymczakowi na „dziewiątce”. Bez zbędnych kombinacji. Najprostsze rozwiązanie, które przyniosło efekty. Szymczak był w formie już na obozie, więc grzechem byłoby niedanie mu szansy.











