Wydawało się, że los jest łaskawy dla Bayernu Monachium, kiedy wylosował drużynę FC Porto. Biorąc pod uwagę liczbę kontuzji w zespole Josepa Guardioli, spotkanie ze „Smokami” miało być wybawieniem. Okazało się jednak, że łatwo nie będzie i Bayern musiał uznać wyższość Porto, które wygrało 3:1.
Co przed spotkaniem łączyło oba zespoły? Ligowa dyspozycja – Porto od wielu miesięcy imponuje ligową formą. Wprawdzie pod koniec marca jego gracze zaliczyli remis z Nacional, ale wcześniejsza wpadka (porażka) miała miejsce tak dawno, że wielu kibiców zdążyło zapomnieć, jak to jest przegrywać – 25 stycznia lepsi okazali się gracze Maritimo. Imponująca gra pozwoliła zespołowi Julena Lopeteguiego na wysokie miejsce w tabeli – drugie. Pierwsze okupuje Benfica Lizbona, która w 28 meczach zgarnęła jeszcze więcej punktów niż Bayern – 71. W Lidze Portugalskiej na pewno ogórki nie biegają, dlatego gorzką pigułkę musiał przełknąć ten, który stawiał wszystkie pieniądze na Bayern Monachium.
https://twitter.com/KubaSko1/status/588441635052064768
Zostawiając pieniądze u bukmachera, będąc pewnym, że Bayern gładko wygra – można było szybko osiwieć. Już na samym początku spotkania po błędzie Xabiego Alonso i ofiarnej interwencji Manuela Neuera, ukaranego żółtą kartką, arbiter spotkania zmuszony był wskazać na wapno. To zostało pewnie wykorzystane przez Quaresmę. Tego dnia obrona podopiecznych Guardioli miała słabszy dzień. Zresztą nie pierwszy raz, bo takie wpadki zdarzały się ostatnio często. Zła reakcja na szybko straconą bramkę skończyła się równie szybko straconą drugą. Tym razem nie popisał się Dante, który niemalże identycznie jak Alonso – mylił się.
Guardiola zaczął nerwowo obgryzać paznokcie, a jego piłkarze, oblani zimną wodą, chcieli jak najszybciej odwrócić losy spotkania. Oglądając mecze Bayernu, mogliśmy się spodziewać, że ofensywa swój egzamin zda lepiej niż koledzy grający bliżej własnej bramki. Chwila nieuwagi gospodarzy i goście złapali kontakt. Thiago wrócił na boisko najlepiej jak mógł, zdobywając gola.
https://vine.co/v/ezuYmjXge6n
Druga odsłona spotkania to kolejne próby Bayernu, który dalej miał kłopoty z powstrzymywaniem ataków „Smoków”. Zespół z Monachium dzisiaj zabawił się jednak w kolekcjonerów. Co zbierali? Idiotyczne i kardynalne błędy w defensywie. Zaczął Alonso, wtórował Dante, a gorszy nie chciał być Boateng. Mistrz świata minął się z piłką, a bramkę zdobył Martinez. Wyrazy współczucia dla Neuera, który starał się naprawiać błędy swoich kolegów, ale trzykrotnie okazało się to niemożliwe.
https://vine.co/v/ezzexvIZza2
Przyzwyczajeni do oglądania Bayernu, który miażdży swoich rywali, dziś musieliśmy spoglądać na ekipę zagubioną. Piłkarze FC Porto pokazali, że nie będą chłopcami do bicia i mogą z każdym zagrać jak równy z równym. Czy mamy czarnego konia turnieju? Rewanż może dać nam odpowiedź. Na Allianz Arenie wydarzy się na pewno jeszcze niejeden cud.










