Padła tylko jedna bramka i to ona zdecydowała o końcowym triumfie Lyonu w prestiżowych derbach doliny Rodanu. Autorem trafienia był rezerwowy, Bafetimbi Gomis. Goli niewiele, ale emocji sporo i poziom piłkarski wysoki. Tym ten mecz na pewno różnił się od warszawskiego odpowiednika.
Na Stade Goeffroy-Guichard zespół Saint-Etienne nie wygrał ze swoim odwiecznym rywalem z Lyonu już od 19 lat. „Zieloni” od tamtej pory byli w stanie wygrać z nimi tylko raz, w zeszłym roku na Stade Gerland, więc chcieli wykorzystać niepowtarzalną okazję, jaka się w tym sezonie nadarzała na przerwanie fatalnej serii. Lyon poza zwycięstwem nad Lille ostatnio nie prezentuje wysokiej formy i układ w tabeli, w którym Saint-Etienne wyprzedało go o trzy punkty, nie jest dziełem przypadku.

Na dzisiejsze spotkanie „Zieloni” przyjęli swoją ulubioną taktykę, czyli solidnej defensywy, dzięki której mogli wyprowadzać groźne kontry. Nie spodziewali się jednak chyba, że od samego początku spotkają się z tak silną ofensywą gości, którzy już w pierwszych minutach bliscy byli objęcia prowadzenia. Przodownikiem tych ataków stał się młody Alexandre Lacazzette. Wychowanek Lyonu najpierw doszedł szczupakiem do dośrodkowania, lecz pewnie piłkę złapał Stephane Ruffier, później popisał się dwoma wspaniałymi rajdami pomiędzy zawodnikami „Les Verts”. Pierwszy z nich powstrzymany został nieprzepisowo przez obrońców i z wolnego próbował uderzać Bastos (poślizgnął się i posłał piłkę obok słupka), a za drugim niepotrzebnie starał się wymusić rzut karny w dość oczywisty sposób i zarobił w ten sposób żółtko.
Odpowiednikiem Lacazzette’a w ekipie Galtiera był Bakary Sako. On ze swojej strony zaprezentował tylko jedną efektowną akcję, ale z nieco groźniejszym skutkiem. Gdy minął kilku przeciwników, oddał futbolówkę do Aubameyanga, a jego kolega został bez pardonu podcięty przez Kallstroma. Do wykonania rzutu wolnego podszedł Sako i sprawił swoim strzałem nieco problemów Hugo Llorisowi, który sparował ją do boku. Jednak o wiele więcej roboty miał po pół godzinie gry Ruffier po próbie Michela Bastosa. Brazylijczyk uderzył po krótkim słupku i efektowna parada golkipera Saint-Etienne uchroniła zespół gospodarzy przed stratą gola.
W pierwszej połowie wspomnieć trzeba również o jednym ważnym wydarzeniu. O tym, że gdy we własnym polu karnym próbuje interweniować napastnik, to nieraz kończy się to nieszczęściem, wie właściwie każdy kibic piłki nożnej. Nie inaczej było w przypadku Aubameyanga, który chciał powstrzymać szarżującego na prawym skrzydle Bastosa i w sposób ewidentny faulował przeciwnika. Na wielkie szczęście gospodarzy gwizdek Lionela Jaffredo milczał ku zdumieniu liończyków.












