Derby dla United! Manchester jest czerwony


Derby Manchesteru już za nami. Wielkie emocje, dramatyczna końcówka i kontrowersje – to wszystko w sobotnim hicie Premier League zakończonym wynikiem 2:1

14 stycznia 2023 Derby dla United! Manchester jest czerwony
footballtransfers.com

Derby Manchesteru to jedno z najważniejszych wydarzeń na angielskich boiskach. W końcu mierzą się ze sobą dwa zespoły, które co roku liczą się w walce o największe sukcesy na krajowym podwórku. Nie zawsze w równej formie, ale to w tego typu starciach nie przeszkadza. Przede wszystkim stają na swojej drodze sąsiedzi, którzy oprócz walki o punkty biją się o glorię w samym mieście. Dziś Manchester jest czerwony! Gospodarze wygrali 2:1.


Udostępnij na Udostępnij na

Rywalizacja między United a City sięga najstarszych dziejów. Niemal od momentu powstania obu klubów obie te ekipy rywalizowały o tytuł najlepszej drużyny miasta Manchester. O ile częściej w całej historii górą były „Czerwone Diabły”, o tyle ta tendencja w ostatnich kilku sezonach zaczęła się zmieniać. W sumie na triumf  w takim meczu „Czerowne Diabły” czekały już od dwóch lat. Warto dodać, że tamto zwycięstwo w ostatecznym rozrachunku i tak im wówczas bardzo niewiele dało.

Dużo dała za to wygrana dzisiaj. Nie dość, że udało się przełamać tę nieprzyjemną serię porażek z odwiecznym rywalem, to jeszcze powiódł się plan zbliżenia do nich na zaledwie jeden punkt. To stawia Manchester United w bardzo dobrej sytuacji. W tabeli zajmują aktualnie trzecie miejsce. Mówi się, że derby zawsze są meczem za sześć punktów. Tu stawka była jeszcze większa.

Jak wyglądały ostatnie derby Manchesteru?

Zanim przejdziemy do meczu Manchesteru United z Manchesterem City, czas przypomnieć sobie, jak wyglądało ostatnie starcie tych dwóch ekip. Słowo „starcie” jest tu akurat użyte na wyrost. Manchester City w meczu na początku sezonu po prostu przejechał się po rywalach, nawet nie pozostawiając na nich suchej nitki. Spotkanie zakończyło się rezultatem 6:3.

Świetny mecz zaliczyli wówczas przede wszystkim Phil Foden i Erling Haaland, w stosunku do których dzisiaj mamy inne odczucia. Jak i w sumie do całego Manchesteru City, który wtedy zagrał bajecznie, a dziś momentami przeważał, ale miewał również fragmenty przeciętne i słabe. Ale to nie oni zaliczyli największą przemianę względem poprzednich derbów. Większy od regresu City był bowiem progres Manchesteru United, który swoją walką, determinacją i podejściem taktycznym po prostu pokonał rywala zza miedzy.

W takim razie kiedy to poprzednie spotkanie w ogóle się odbyło? Zaskakująco na początku tego sezonu. Dokładniej w październiku. Dlatego postęp Manchesteru United jest tym bardziej zauważalny i imponujący. Wcześniej byli oni dla „The Citizens” tylko tłem, a dziś, może w dramatycznych okolicznościach, ale jednak z nimi wygrali.

Piłkarskie szachy

Ważniejsze mecze w Premier League często oczywiście przynoszą wiele emocji, ale z równą częstotliwością są spotkaniami nudnymi. Drugi wymieniony typ meczów często spowodowany jest zwykłym szacunkiem do mocnego rywala. I właściwie w taki oto sposób spotkanie długimi momentami wyglądały derby Manchesteru. Kluczem było dobre ustawienie i wykorzystywanie każdego nadarzającego się błędu drużyny przeciwnej. Problem w tym, że pomyłki obydwu ekip można policzyć na palcach jednej ręki. Starcie to pokazało, iż drużyny z Manchesteru są dziś na niemal równym poziomie – i to topowym.

Dlatego mieliśmy okazję oglądać takie piłkarskie szachy. W tym miejscu trzeba pochwalić tych bardziej defensywnie nastawionych zawodników. Poziom poświęcenia Casemiro, Freda, Varane’a, ale również Rodriego, Akanjiego czy Ake był imponujący. Mecz ten pokazał, że w piłce nożnej atak jest najważniejszy, ale nie istnieje on bez dobrze ustawionej defensywy, która będzie w stanie absorbować wszystkie ataki przeciwnika. Długimi fragmentami mecz był nudny i mozolny, co też było spowodowane tym, że każdy bał się zaryzykować, w jakiś sposób wychylić, aby nagle nie dostać w odpowiedzi kontry.

Plan anty-Haaland działa wyśmienicie

Erling Haaland to bez wątpienia najlepszy transfer letniego okienka transferowego. Norweg jest tym punktem w ataku, którego Pepowi Guardioli brakowało w poprzednich sezonach i przez który nie mógł wygrać upragnionej Ligi Mistrzów. Czy w tym sezonie mu się to uda? Trudno powiedzieć. Patrząc jednak na to, co wyprawia się w ostatnich tygodniach, można wątpić. Bo o ile Haaland jest i dalej będzie napastnikiem wybitnym, o tyle w tym sezonie ekipa „Obywateli” dość mocno się od niego uzależniła. Często przecież było tak, że zespołowi nie szło, ale gdy do piłki dopadł Erling Haaland, natychmiast wszystko się zmieniało. Gra, styl, ale przede wszystkim wynik.

Ostatnio ten walec zdaje się jednak zatrzymywać. Przeciwnicy odkryli bowiem, że jeżeli odetnie się Norwega od podań, atak „The Citizens” nagle staje się apatyczny, przewidywalny i w konsekwencji łatwy do powstrzymania. Odcięcie od podań Haalanda oznacza bowiem powstrzymanie najlepszej broni, co też działo się na przestrzeni całego spotkania. Erling Haaland oddał kilka strzałów, ale za każdym razem ktoś przy nim był. A to ktoś utrudnił czyste uderzenie, a to któryś z obrońców zablokował strzał, a to po prostu zasłaniał Norwegowi bramkę. Dziś przeciwnikiem przyklejonym do Norwega był Raphael Varane. Trzeba przyznać, że powstrzymał Haalanda w perfekcyjny sposób.

Przewaga nic nie dała „The Citizens”

Manchester City wyszedł na drugą połowę bardzo zmotywowany i o ile pierwsza podopiecznym Guardioli nie wyszła, o tyle po zmianie stron mogliśmy oglądać prawdziwą tiki-takę. Do niej też zresztą „Obywatele” nas na co dzień przyzwyczaili. Dużo podań, dużo utrzymywania się przy piłce… ale z drugiej strony bez strzałów. Ostatnio dzieje się to niestety cyklicznie. Manchester City oczywiście dominuje, ale znowu mało strzela i nawet niewiele próbuje zrobić, aby jakoś się w tym aspekcie poprawić. Jeden strzał celny w dwóch meczach to nie jest wynik definiujący pretendenta do walki o mistrzostwo Anglii, ale jak już zespół okupujący dolną część stawki.

Manchester City grał w tym meczu długimi momentami bardzo dobrze, natomiast i tak trzeba pamiętać, iż najważniejsze jest to, co w sieci. A tam więcej piłek miało kolejno Southampton, a teraz Manchester United. Pomijamy już ligowe starcie z Chelsea w kryzysie, które Manchester City wygrał, ale w potwornych męczarniach. Już tam było widać pierwsze objawy zadyszki, która trwa aż do dzisiaj.

Bruno Fernandes vs. Kevin De Bruyne

Derby Manchesteru to pojedynek, do którego można podpiąć wiele wątków. Jednym z najważniejszych dzisiejszego hitu Premier League była rywalizacja dyrygentów obu zespołów. Chodzi o Bruno Fernandesa i Kevina De Bruyne’a z tytułu akapitu. Choć charakterystyką są to gracze o zupełnie innych atutach, obaj mają jedną rzecz wspólną – widzą więcej niż wszyscy i potrafią zagrać piłkę jak nikt.

Dziś ten pojedynek z uwagi na zwycięstwo swojej ekipy wygrał Portugalczyk, więc to głównie o nim będzie ten akapit. Jeszcze latem Manchester United musiał przekonywać go swoim rozwojowym projektem do pozostania na Old Trafford. Dziś można powiedzieć, iż ówczesnej decyzji o przedłużeniu kontraktu nikt nie żałuje. W sumie nikt też nie ma na co narzekać.

W Manchesterze United został jeden z najwybitniejszych pomocników w piłce nożnej, a Bruno Fernandes za to utrzymał się w projekcie Erika ten Haga, którego jest dziś największą gwiazdą. Strzela, asystuje, walczy i kreuje. Wiele można mówić o świetnie się ostatnio spisującym Marcusie Rashfordzie czy o genialnym transferze Casemiro będącym dziś kluczowym elementem układanki „Red Devils”. Dalej trzeba jednak pamiętać o tym, kto w tym klubie trzyma stałą formę od naprawdę bardzo długiego czasu. Bingo – chodzi o Bruno.

I to nie jest tak, że gra on bezbłędnie. Nawet w minionym meczu z City kilkukrotnie podał niecelnie czy też za słabo. W najważniejszych chwilach to jednak on decydował o losach rywalizacji. Strzelił kontrowersyjnego gola numer jeden, ale oczywiście na tym nie poprzestał. Akcja, podczas której zrodziła się druga bramka, to także w dużej mierze jego inicjatywa. Nie strzelił, nie asystował, ale zaczął w wielkim stylu.

Derby pokazały, że Manchester United włącza się do walki o mistrzostwo Anglii

Manchester United wygrał, dzięki czemu wskakuje na trzecie miejsce w tabeli Premier League. Tym samym kontynuuje swoją passę dziewięciu zwycięstw z rzędu. O ile niektórzy ostatnio podchodzili do tego dość sceptycznie z uwagi na jakość rywali, o tyle dziś percepcja nawet tych największych przeciwników musi się zmienić. Derby miały być weryfikacją, którą przeszli pomyślnie. Manchester United tracił punkty tak naprawdę tylko na początku sezonu. Dokonał jednak na tyle dużego progresu, że w ostatnich kilku miesiącach nie zaliczył już żadnej, nawet najmniejszej wpadki.

Do pierwszego Arsenalu tracą aktualnie sześć „oczek”, przy czym „Kanonierzy” mają jeden mecz zaległy i są przed kilkoma ważnymi sprawdzianami – między innymi z City i United. To strata i duża, i mała. Czy więc Manchester United włączył się w walkę o mistrzostwo? Śmiało można tak powiedzieć. „Czerwone Diabły” od czasów sir Alexa Fergusona nie były jeszcze aż tak kompletną drużyną jak dzisiaj. Moyes, van Gaal, Mourinho, Solskjaer i Rangnick to śmiałkowie, którym nie powiodła się misja naprawienia Manchesteru United. Każdy jednak prędzej czy później znajdzie tego Mesjasza. Takim dla Manchesteru United jest dziś Erik ten Hag. Mecz z Manchesterem City był dotychczas najtrudniejszym, ale również najważniejszym sprawdzianem Holendra – świetnie zdanym, trzeba dodać.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze