To nie tak miało wyglądać w Białymstoku. Jeszcze na początku października Jagiellonia miała 16 punktów i zajmowała siódme miejsce w tabeli. Jednak od tego momentu wszystko zaczęło się sypać. W następnych ośmiu kolejkach zawodnicy „Jagi” uciułali cztery oczka po remisach, przez co osunęli się blisko strefy spadkowej. Kibice białostockiego klubu mogli już zapomnieć, jak smakuje wygrana w tym sezonie. Czy w sobotni wieczór fani „Dumy Podlasia” wreszcie zobaczą wygraną swoich zawodników?
Kiedy Jagiellonia Białystok wygrała ostatni mecz w PKO BP Ekstraklasie, studenci dopiero ruszali na uczelnie. Wygrana 4:1 z Koroną, a także ówczesny atrakcyjny styl gry białostoczan powodowały, że można było zacząć myśleć, czy Jagiellonia wróci w końcu do poziomu czołówki. Jak się okazało, były to płonne nadzieje. Od tego meczu licznik zwycięstw w lidze stanął na czterech. Na dodatek w Pucharze Polski skompromitowali się, odpadając z trzecioligową Lechią Zielona Góra. Kibice zadają sobie pytanie, co się stało z drużyną Macieja Stolarczyka.
Jagiellonia nie umie wygrywać
Patrząc na statystykę bramkową, ekipa ze stolicy województwa podlaskiego powinna raczej zajmować miejsce w środku tabeli. A jednak Jagiellonia musi oglądać się za plecy, ponieważ przewaga nad strefą spadkową wynosi zaledwie trzy punkty. Nasuwa się pytanie, jakim cudem drużyna z 27 zdobytymi bramkami może być tak nisko w tabeli?
Zapytaliśmy o to redaktora WP Sportowych Faktów, Kubę Cimoszko, który doskonale orientuje się w realiach białostockiej drużyny. Na pytanie, dlaczego Jagiellonia tak dużo razy traci punkty ,odpowiedział: – Ta drużyna od dawna ma widoczny problem mentalny. Nie jest to kwestia tygodni, nawet miesięcy, ale wręcz ostatnich lat. W tej chwili wydaje się być jednak najgorzej pod tym względem od dłuższego czasu. Na boisku często jest totalny chaos, u piłkarzy widać brak jakiejkolwiek pewności, a trener Maciej Stolarczyk nie wydaje się być kimś, kto może temu zaradzić.
Wydaje się zatem, że problemem Jagiellonii jest słaba psychika meczowa. Ma to również odzwierciedlenie w statystykach. W tym sezonie remisowali do przerwy siedem razy, aby na koniec przegrać cztery z siedmiu takich meczów. Jagiellonia, nawet jeśli strzela gola jako pierwsza (w tym sezonie miało to miejsce dziewięć razy), tylko trzy razy dowiozła zwycięstwo do końca meczu, co jest najniższą średnią (wraz z Miedzią Legnica) w PKO BP Ekstraklasie.
Jagiellonia żyje dzięki duetowi Jesus Imaz – Marc Gual
Wszystko, co pozytywne, drużyna z Białegostoku zawdzięcza temu duetowi z Półwyspu Iberyjskiego. Obaj zawodnicy mają po osiem goli i trzy asysty, co sprawia, że ich łączny procentowy udział przy golach ekipy ze stolicy Podlasia wynosi aż 82%! „Żółto-czerwoni” są zbyt mocno uzależnieni od ich gry. Gdy mają swój dzień, mogą oni ponieść drużynę do zwycięstwa tak jak w meczu z Mielcem. Ale gdy im nie idzie, białostocka ofensywa nie ma kim straszyć.
Na pytanie o to, kto mógłby pociągnąć grę „Jagi”, Kuba odpowiedział: –











