Constans w grupie K


2 grudnia 2010 Constans w grupie K

Krótko mówiąc w tabeli została zachowana ta sama kolejność. Dalej prowadzi Liverpool, na drugim miejscu jest Steaua Bukareszt. Stało się tak na skutek remisów w obu rozgrywanych spotkaniach. Miejsca w 1/16 finału mogą już być pewni podopieczni Roya Hodgsona.


Udostępnij na Udostępnij na

Ultrecht – Napoli

Na Galgenwaard w Ultrechtcie miało miejsce niewiarygodnie interesujące i ciekawe spotkanie. Obie ekipy walczyły w końcu o drugą pozycję w grupie K. Rozpoczęło się jak u Hitchcocka – pierwsze sześć minut było bowiem niczym trzęsienie ziemi. Już w piątej pierwszą akcję przeprowadzili zawodnicy Napoli, którzy od razu objęli prowadzenie. Gola zdobył będący od jakiegoś czasu w świetnej formie Cavani. Na wyrównanie nie trzeba było jednak długo czekać, minutę później z bliskiej odległości uczynił to chwalony za swój talent Van Wolfswinkel. Nic dziwnego, że napastnik ten był łączony z Liverpoolem podczas letniego okienka transferowego. Sporą aktywnością wykazywał się Yebda, który nieraz próbował pokonać Vorma, bramkarza Ultrechtu. Na niedługo przed upływem drugiego kwadransa prowadzenie objęli jednak gospodarze, znów za sprawą Van Wolfswinkela. Tym razem skorzystał on na błędzie Vitale’a, który sfaulował we własnym polu karnym Cornelisse’a. Napoli odpowiedziało dwoma strzałami. Niecelnym Cavaniego oraz w światło bramki Zunigi. Pożądanego skutku to nie przyniosło, Demouge wkrótce zdobył gola na 3:1. Udało się dopiero na trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry, po raz drugi na listę strzelców wpisał się wspomniany reprezentant Urugwaju. Wynik 3:2 do przerwy zwiastował ciekawą drugą połowę.

Cavani uświetnił swój występ zdobyciem hat-tricka
Cavani uświetnił swój występ zdobyciem hat-tricka (fot. calciomercato.it)

Po przerwie zawodnicy wrócili na boisko i dalej rozgrywali interesujące zmagania. Po trzech minutach Lavezzi oddał celny strzał na bramkę Vorma. Nie była to zresztą jego jedyna próba. W dalszym ciągu złamać golkipera rywali próbował Cavani, w końcu był o krok od hat-tricka. Udało mu się dokonać tej sztuki w 70. minucie, kiedy to sędzia już po raz drugi w tym spotkaniu wskazał na „wapno”. Podszedł do niego wspomniany Urugwajczyk, który dopiął swego. Schut mógł pluć sobie w brodę, że sfaulował Lavezziego. Od tej pory mecz zrobił się nieco siłowy, sędzia odgwizdał trochę fauli, pokazał sporo żółtych kartek. Zawodnicy Napoli, konkretnie Vitale oraz Cribari oddali jeszcze dwa strzały po 90. minucie, lecz nie zdołali już przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Podopieczni Mazzarriego muszą zatem liczyć na zwycięstwo w bezpośrednim pojedynku ze Steauą, jeżeli chcą grać w fazie pucharowej.

Steaua – Liverpool

W Bukareszcie podopieczni Roya Hodgsona walczyli o umocnienie pozycji na szczycie tabeli. W Lidze Europejskiej grają oni bardzo dobrze, trochę gorzej sytuacja wygląda w Premier League. W dodatku na razie muszą sobie radzić bez dwóch filarów drużyny, Carraghera oraz Gerrarda, którzy leczą kontuzje. Liverpool wyszedł więc na boisko w nawet całkiem eksperymentalnym składzie. Na początku obie ekipy raczej się badały, sprawdzały na co mogą sobie pozwolić. Pierwszy strzał oddano dopiero po kwadransie, uczynili to zawodnicy Steauy. Jednak już w 19. minucie prowadzenie objął Liverpool. Gola zdobył Jovanović, który sprawia wrażenie niedocenianego przez Hodgsona, wszak nie daje mu on rewelacyjnie dużo szans na grę. Do końca pierwszej połowy nie padł już żaden strzał w światło bramki, a próbowali między innymi Latovlevici i Stancu ze Steauy oraz młodzi Pacheco i Shelvey z Liverpoolu.

W drugiej odsłonie spotkania obraz gry nieco się zmienił. Było sporo strzałów, już po dwóch minutach swoją szansę miał Ricardo Gomes. Reina wybronił jednak jego uderzenie. Chwilę później schwytał również piłkę, którą posłał w jego kierunku Geraldo Alves. Liverpool nie odpowiedział na te ataki, a Steaua wyrównała w 61. minucie za sprawą Edera Bonfirma. „The Reds” musieli zakasać rękawy i za jakiś czas Kyrgiakos oddał niecelne uderzenie po wcześniejszym rozegraniu z rzutu rożnego. Odpowiedział w 70. Nicolita, lecz piłka minęła bramkę. Hodgson najwyraźniej walczył o triumf, bo wprowadził nowych zawodników. Na murawie zameldowali się między innymi N’Gog oraz Eccleston, boisko opuścili zaś Cole oraz strzelec bramki – Jovanović. Jeszcze pod koniec spotkania pojawił się Lucas, co zwiastowało przejście do wysokiej ofensywy. Żadna bramka jednak nie padła, obie ekipy podzieliły się punktami, choć Liverpool może już cieszyć się z awansu.

Najnowsze