Miał być porządek jak w wojsku, ale obecnie dyscyplinę i organizację gry Manchesteru United można określić trzema krótkimi słowami znanymi z filmu „Jak rozpętałem II wojnę światową”: burdello bum bum. Jegomość Louis van Gaal sprawił, że Old Trafford zamieniło się z Teatru Marzeń w dom rozpusty dla gości, a Swansea pokazało, że kolejni rywale, wybierając się na teren „Czerwonych Diabłów”, mogą spokojnie wywiesić w autokarze tabliczkę z napisem „z buta wjeżdżam”. Mit o piekielnej twierdzy został obalony.
Pieniądze nie grają – odcinek enty
Louis van Gaal, przychodząc do Manchesteru, uznał, że potrzeba w nim rewolucji kadrowych i taktycznych, i w tym celu lekką ręką wydał ponad 140 milionów funtów na transfery. Holender kupił dużo mąki, z której miał zrobić chleb pierwszej jakości. Pomijamy już nawet fakt, że taki Luke Shaw został horrendalnie przepłacony, bo kto bogatemu zabroni. Do tego doszli Herrera, Rojo, Blind, di Maria i Falcao. Na razie spłaca się tylko Argentyńczyk, choć jego robota, w obliczu miernoty kolegów, idzie na marne.
Absurdem, uważam, była sprzedaż Welbecka do Arsenalu. LvG narobił ofensywnych zakupów i dla kilku piłkarzy w MU zrobiło się zbyt ciasno. Ale żeby zaraz sprzedawać takiego grajka na Emirates? Zasilać odwiecznego rywala podczas własnej bezsilności? Wielu łapało się za głowę, ale nie holenderski trener. O co tyle krzyku? – dziwił się szkoleniowiec.
W trzy miesiące van Gaal miał odbudować potęgę „Czerwonych Diabłów”. W tym czasie miał wdrażać swoje pomysły w grę United. Obecnie Manchester sprawia wrażenie, jakby był prowadzony nie przez Pomysłowego Dobromira, ale przez Koziołka Matołka. Wiecie, co broni trenera? Wyniki. Chcecie pogadać o wynikach?
Gorszy od Moyesa – niemożliwe nie istnieje
Powiedzieć dramat, to nie powiedzieć nic o wynikach ekipy z Old Trafford. LvG zebrał gorsze żniwo niż bohater szyderczych dowcipów z poprzedniego sezonu, David Moyes. W pięciu kolejkach pod wodzą Holendra MU zdobył zaledwie 5 punktów! (1z-2r-2p przy 2z-1r-2p Moyesa). W tym czasie zdążyli skompromitować się podczas inauguracji ze Swansea, po raz pierwszy w historii przed własną publiką.
Inna sprawa, że słynący jeszcze do niedawna z wychowanków Manchester przerodził się w bandę internacjonałów. Za chwilę w szatni United łatwiej będzie porozumieć się po hiszpańsku niż angielsku i ten aspekt bez dwóch zdań także wpływa drażniąco na sympatyków „Czerwonych Diabłów”.
Drużynę buduje się od tyłu – LvG przypomniał sobie o Pique!
Szkoleniowiec MU myślał chyba, że armatami z przodu zakryje dziury z tyłu. Albo tak bardzo był zaabsorbowany transferami di Marii i Falcao, że gdy złapał kontakt z bazą, to przypomniał sobie, że w obronie brak jego zespołowi jakości. I wtedy urodził mu się w głowie Pique. Co najmniej jakieś kilka tygodni za późno, bo mleko się już rozlało, a po scalonym Manchesterze pozostały już tylko zgliszcza.
Jeśli van Gaal nie poukłada defensywy, to wciąż bez znaczenia będą piękne gole i szarże argentyńskiego skrzydłowego czy zabójcze wykończenia van Persiego . Gołym okiem potwierdzenie tych słów dało się zauważyć w potyczce z Leicesterem (przegrana MU 3:5).











