Bramka Branislava Ivanovicia głową decyduje o zwycięstwie Chelsea. Mimo świetnej postawy zespół z Lizbony przegrywa siódmy europejski finał z rzędu. Chelsea przechodzi do historii.
Korespondencja z Amsterdam Arena
Była 93. minuta, kiedy po rzucie rożnym dla Chelsea najlepiej w polu karnym zachował się Ivanović. Serb obiegł rywali i odważnym wyskokiem dosięgnął do piłki, która szybowała przez wieczność, zanim wylądowała w siatce bramki Artura.

Niebieska część stadionu wybuchła z radości, a z tej czerwonej popłynęła rzeka łez. Stojący przy linii bocznej trener Jorge Jesus nie mógł uwierzyć, że jego podopieczni właśnie przegrali ten mecz. Tak samo jak sześć poprzednich finałów europejskich pucharów.
Przeczytaj naszą relację live
Benfica od początku podeszła do spotkania z nastawieniem, aby wygrać Ligę Europy. Zupełnie inaczej, jak w letargu, zaczęli piłkarze prowadzeni przez Rafę Beniteza. Benfica z łatwością zepchnęła do głębokiej, momentami całkowicie chaotycznej obrony Chelsea grającą bez kapitana Johna Terry’ego (uraz kolana).
Choć ofensywnie nastawiona ekipa z Estadio da Luz raz po raz przedzierała się w pole karne Petra Cecha, a piłka wędrowała między zawodnikami w czerwonych koszulkach jak po sznurku, lizbończycy byli niesamowicie niefrasobliwi w wykańczaniu akcji, a ich wyraźna przewaga nie przynosiła wymiernych rezultatów.
W szeregach „The Blues” brakowało kontuzjowanego Edena Hazarda. 22-letni drybler wystąpił w 62 meczach Chelsea w tym sezonie, ale z powodu naciągniętego ścięgna finał LE musiał oglądać z trybun. Jego obecność na boisku z pewnością odciążyłaby kolegów z zespołu, którzy tracili głowę po przekroczeniu linii środkowej boiska.
O ile pierwszą połowę Chelsea zaczęła ospale, o tyle po wyjściu z szatni na drugą część spotkania jej piłkarze musieli być już w śpiączce. W 50. minucie, po jednym z wielu ataków, podopieczni Jesusa wykorzystali słabe krycie i strzelili bramkę. Dobre dośrodkowanie na gola zamienił Cardozo, ale… chorągiewka sędziego liniowego była już w powietrzu. Pierwsze powtórki telewizyjne natychmiast pokazały, że o ofsajdzie nie było mowy.
Mimo podciętych skrzydeł „Orły” nadal miały więcej z gry i raz po raz wbiegały z piłką w pole karne Chelsea. Ale to nie one wyszły na prowadzenie w 60. minucie…
Grę długim wyrzutem piłki ręką szybko wznowił wówczas Petr Cech. Futbolówka wylądowała na samym środku boiska, gdzie rozgrywający 64. mecz w sezonie Mata posłał ją piętką dalej, w stronę wybiegającego Torresa. On uporał się z dwoma groźnymi atakami obrońców Benfiki, obiegł wychodzącego z bramki Artura i jak rok temu na Camp Nou umieścił piłkę w siatce.











