Ekipa z Turf Moor w eliminacjach do Ligi Europy zmierzy się w dwumeczu ze szkockim Aberdeen. Kibice Burnley są nastawieni optymistycznie przed pierwszym, wyjazdowym spotkaniem. Co prawda „The Clarets” nie sprowadzili nikogo podczas okienka transferowego, ale najważniejsze, że utrzymali trzon zespołu. To Anglicy są faworytem w tym starciu.
Kiedy w Premier League ktoś, na kogo nikt nie stawia, odnosi sukces, to wielkie wydarzenie. Fakt, że nikt z ligowych rywali nie zdołał wykupić żadnego piłkarza Burnley, to kolejne osiągnięcie. Z ważnych postaci klub opuścił tylko Scott Arfield, który i tak był kontuzjowany przez prawie pół sezonu. Ciekawe tylko, czy „The Clarets” podążą ścieżką Evertonu (przejdą eliminacje) czy Southampton i West Hamu (odpadną w przedbiegach).
Brak pompowanego balonika
Na korzyść Burnley działa fakt, że nikt od nich nie wymaga Bóg wie czego. Na oficjalnej stronie klubu nie ma żadnych artykułów nakręcających atmosferę przed meczem. Jeden poświęcony losowaniu rozgrywek i jeden o sprzedaży biletów. Cała reszta skupia się na przygotowaniach przedsezonowych i sparingach zespołu. Być może chcą przejść z tak wielkim wydarzeniem do porządku dziennego, ale na pewno nie zaszkodzi im brak medialnego szumu.
W chwili pisania tego tekstu pojawiła się rozmowa z Jamesem Tarkowskim o nadchodzącym spotkaniu.
Kluczowy obrońca Burnley czeka z niecierpliwością na starcie w Szkocji. Powrót do europejskiej piłki po 51 latach to spełnienie zeszłosezonowych marzeń piłkarzy i kibiców. Tarkowski twierdzi, że odhaczył kolejną rzecz z listy „wszystko, co chcę osiągnąć w futbolu”, teraz czas na następną, czyli grę w fazie grupowej Ligi Europy. „Tarky” żałuje nieco losowania:
Szkoda, że lecimy tylko do Szkocji, bo natkniemy się na brytyjskich przeciwników. Może wybiegam w przyszłość, ale naszym celem jest zmierzenie się z obcym stylem gry. J. Tarkowski
Stoper zapewne ma na myśli kolejnego przeciwnika, z którym przyjdzie mu zagrać, jeśli przejdą Aberdeen. Chodzi tu o turecki Basaksehir, który w zeszłym sezonie występował już w fazie grupowej, ale na tym jego przygoda się zakończyła. Gra przeciwko takiemu rywalowi to byłby prawdziwy sprawdzian dla podopiecznych Dyche’a, więc warto postarać się o awans do następnej rundy.
Anglik dodał, że fani są bardzo podekscytowani tymi rozgrywkami, więc głupio byłoby odpaść już w pierwszym dwumeczu. Podkreślił, że zajdą tak daleko, jak się da, ale na pewno nie odpadną już na samym starcie. Nie oznacza to, że lekceważą przeciwnika. James wie, że Aberdeen w swojej lidze ustępuje tylko Celticowi i czeka ich trudne wyzwanie. Z drugiej strony od 2014 roku Szkoci przystępują do eliminacji co sezon i jeszcze nie udało im się dostać do fazy grupowej.











