Na hitowym spotkaniu 13. kolejki T-Mobile Ekstraklasy obecny był komentator sportowy Polsatu, Mateusz Borek. Zapytaliśmy go o wrażenia po wczorajszym spotkaniu, a także meczu Ligi Europy Legii z Rapidem, który miał okazję komentować.
Polonia wygrywa z Lechem 1:0. Mecz zmierzał do bezbramkowego remisu, lecz Polonia wykorzystała swoją okazję w końcówce.
Wydaje mi się, że w przekroju całego meczu Polonia była drużyną lepiej zorganizowaną. Było to czytelne w pierwszej połowie. Druga była taka nijaka. Lech próbował zaryzykować dopiero od 80. minuty, było wtedy trochę więcej gry do przodu. Natomiast trzeba zwrócić uwagę jednak na bardzo dobrą zmianę Caniego. Praktycznie każda piłka, która do niego szła, była wygrana przez Albańczyka. Raz zabrał się z dwoma rywalami na plecach, otworzył grę, zdobył gola, miał jeszcze kolejną akcję, która mogła przynieść bramkę. Te 20 minut naprawdę bardzo solidnie przepracował. Edgar Cani został bohaterem tego meczu.

Lech, muszę powiedzieć, zawiódł. Szczerze mówiąc, nie potrafię zrozumieć tego, jak można zagrać z jednym defensywnym pomocnikiem przeciwko Legii na własnym boisku i przyjechać później z dwoma na stadion Polonii, która praktycznie nie ma nominalnego napastnika czy też nie miała w podstawowym składzie, bo Sultes, nawet jeśli gra na tej pozycji, to jednak jest bardziej skrzydłowym. Nagle widzimy Lecha wychodzącego z Djurdjeviciem i Injacem. Nie rozumiem tego. Chwaliliśmy Lecha za konfrontację z Legią, w której Lech dominował, stwarzał sytuacje. Natomiast mija kilka dni i drużyna wychodzi w innym ustawieniu taktycznym i personalnym, pozbawia się sama atutów.
Być może nastąpiło takie przemotywowanie, jak mówią Niemcy. Może trener Bakero ma osobisty stosunek do tego miejsca, do tego właściciela i do tych barw klubowych. Powiedziałbym, że mogło być tu za dużo motywacji, bo z tego, co słyszałem, tak to właśnie wyglądało. Cały czas pompka, pompka, dyskusja z zawodnikami, 70 razy przypominanie. To czasami nie jest dobre. Jednak piłkarz, żeby grał normalnie, to powinien grać i żyć w swoim rytmie. Jeśli rzeczywiście nastąpiło takie przemotywowanie, to można powiedzieć, że ta motywacja zamiast zbudować piłkarzy Lecha i pobudzić do jeszcze lepszej gry niż z Legią, to chyba sparaliżowała i spętała nogi. Tak to przynajmniej wyglądało z wysokości trybun.
Jak podobało się za to spotkanie wczorajsze, w którym Legia ograła Rumunów z Bukaresztu?












