Olympique Marsylia zremisował przed własną publicznością z AS Saint-Etienne i po trzech kolejkach ma na swoim koncie zaledwie 3 punkty. Drużyna prowadzona przez Didiera Deschampsa przez cały mecz atakowała, ale nie zdołała potwierdzić swojej przewagi bramką.
Od samego początku mecz na Stade Velodrome był bardzo wyrównany. Piłka jednak częściej wędrowała w pole karne gości. W pierwszym kwadransie żadna drużyna nie stworzyła sobie bramkowej okazji. Należy jednak odnotować aktywność w ofensywie Loica Remy’ego, który znakomicie rozumiał się z Valbeuną. Dużo zamieszania wnosił też Cesar Azpilicueta, który korzystając ze swoich warunków fizycznych, wrzucał piłki zza linii autowej w samo pole karne gości.

W 17. minucie Olympique Marsylia powinien prowadzić 1:0. Lucho Gonzalez przerzucił piłkę nad linią obronny Saint-Etienne, Remy znakomicie ominął pułapkę ofsajdową i w sytuacji sam na sam z Ruffierem strzelił w słupek.
Pięć minut później poważny błąd popełnił arbiter. Ponownie w pole karne piłkę wrzucił Azpilicueta, a ręką wybił ją Mignot. Pan Philippe Kalt nakazał jednak grać dalej, co rozwścieczyło piłkarzy i kibiców OM.
Chwilę po pół godzinie gry bliscy zdobycia bramki byli zawodnicy Saint-Etienne. Bliscy, bo zabrakło dosłownie pięciu centymetrów. Właśnie o tyle Florent Sinama-Pongolle wyprzedził linię obronną Marsylii w czasie podania od Clementa, na szczęście dla marsylczyków zauważył to sędzia liniowy.
10 minut przed końcem pierwszej części gry znakomitą okazję miał Andre Ayew, który oddał jednak niecelny strzał po dośrodkowaniu Morela.
W końcówce pierwszej połowy staranowany przez Perrina został Remy. 24-letni Francuz najpierw dostał łokciem w głowę, potem został przyduszony kolanem, a na końcu but rywala wylądował na jego twarzy. Remy jednak udowodnił, że jest twardzielem a zarazem dżentelmenem, gdyż odpłacił się piłkarzowi Saint-Etienne jedynie popularną „siatą”.
W doliczonym czasie gry przebudzili się goście, którzy wreszcie byli w posiadaniu piłki dłużej niż 15 sekund. Ich długo budowany atak pozycyjny przerwał gwizdek pana Kalta, który zaprosił obie drużyny na przerwę.
Pierwsza połowa była dużo lepsza w wykonaniu zespołu Didiera Deschampsa, lecz przewaga „Les Phoceens” nie przyniosła żadnej bramki. AS Saint-Etienne atakowało nieporadnie i przez większość czasu tracili piłkę po dwóch lub trzech podaniach.












