Drabinka hiszpańskiego Pucharu Króla już we wczesnej fazie została ustawiona w taki sposób, by dwaj główni faworyci – Barcelona i Real – nie spotkali się gdzieś po drodze, a dopiero w wielkim finale. Na razie wszystko idzie zgodnie z planem ludzi z RFEF (hiszpański odpowiednik PZPN-u), giganci z Kastylii i Katalonii bez problemów awansowali do półfinałów, a ich rywalami będą Sevilla oraz Almeria.
Sevilla odżywa
Mimo kanonady, jaka miała miejsce tydzień temu na El Madrigal (3:3), trudno było podejrzewać chimeryczną i po prostu słabą jak nigdy Sevillę o to, że wyeliminuje (najmocniejszy od ery Riquelme) Villarreal. Nie dość, że właśnie tak się stało, to jeszcze, sądząc po wyniku, Andaluzyjczycy zrobili to bez najmniejszych problemów. Rezultat 3:0 świadczy o tym, że nadszedł najlepszy moment, żeby odtrąbić wszem i wobec koniec kryzysu w Sevilli. W ostatnim miesiącu podopieczni Gregorio Manzano przegrali zaledwie raz, kilka dni temu w lidze z Espanyolem, jednak grali całkiem dobrze. Pozostałe wyniki napawają optymizmem, jak i przekonaniem, że najgorsze dni dla ekipy z Estadio Ramom Sanchez Pizjuan już odeszły.

Co ciekawe, w wiktorii nad świetnie spisującym się w lidze (jak i dotąd w pucharze) Villarrealem nie brał udziału niedawno ozdrowiały Jesus Navas, a mimo to jego koledzy potrafili wbić mocnemu rywalowi trzy bramki. Jeszcze ciekawsze, wręcz paradoksalne, jest to, że Sevilla grała w tym meczu mocno ofensywnie i to mimo wystawienia w składzie aż pięciu obrońców, a w rolę skrzydłowych wcielili się zawodnicy, których kojarzy się raczej z rolą piwotów – Zokora i Romaric. Ten drugi zresztą zaliczył dwie asysty przy strzałach głową Kanoute i Alexisa. Zresztą zawodnik z Wybrzeża Kości Słoniowej prezentuje się znakomicie w tej edycji Copa del Rey znakomicie, w czterech spotkaniach strzelił trzy bramki i zaliczył wspomniane dwa decydujące podania.
Co natomiast porażka w ćwierćfinale oznacza dla Villarrealu? Wbrew pozorom i rozmiarom klęski w Sevilli, nic strasznego. „Żółta Łódź Podwodna” ma na tyle dobrą pozycję w lidze, że o grę w europejskich pucharach, którą zapewnia finał Copa del Rey, martwić się nie musi. Lekko niepokoić może za to styl, w jakim podopieczni Juana Garrido zostali pokonani. I nie chodzi o sam wynik, a o łatwość, z jaką Sevilla rozmontowywała obronę gości, a także trudność, z jaką przychodziło jej konstruowanie akcji ofensywnych. Pewnym wytłumaczeniem jest na wpół rezerwowy skład (brak Nilmara, Cazorli, Senny, Bruno, Capdevilli, Marcheny), jednak na tak wysokim szczeblu desygnowani do gry zastępcy nie mają prawa zaprezentować się tak blado.
Almeria nie taka słaba
Kolejnym półfinalistą Pucharu Króla została Almeria. Klub okupujący ostatnie miejsce w Primera Division bez problemów poradził sobie w 1/4 finału z mocniejszym, wydawałoby się, Deportivo La Coruna. W lidze kluby te dzieli siedem pozycji i siedem punktów, jednak oglądając ich pucharowy dwumecz, nie było wątpliwości, która drużyna jest lepsza. Almeria w pierwszym spotkaniu u siebie wywalczyła skromną zaliczkę, natomiast w rewanżu na El Riazor szybko wbiła dwa gole gospodarzom, jednocześnie wybijając im z głowy kolejną rundę. Później gospodarze za sprawą Alvareza i Adriana doprowadzili jeszcze do wyrównania, jednak nie było ich już stać na zdobycie trzech kolejnych bramek, a tylko taka liczba mogłaby dać im awans. Bramkę ustalającą rezultat, z rzutu karnego, zdobył za to Henok Goitom, snajper Almerii.










