Jakże szczęśliwy okazał się wtorkowy wieczór dla zawodników Angers SCO – po sześćdziesięciu latach oczekiwania po raz drugi w swojej historii zagrają w finale Pucharu Francji. Finale nie byle jakim, bo rozgrywanym po raz setny i nie z byle kim, bo z PSG. W spotkaniu półfinałowym rozgrywanym w historycznej stolicy Andegawenii piłkarze Sporting Club de l’Ouest pokonali dwa do zera rewelacje początku bieżącego sezonu Ligue 1 – EA Guingamp.
Angers SCO to klub może nie jakoś specjalnie utytułowany, niemający na swoim koncie spektakularnych sukcesów czy gablot pełnych trofeów, ale z jednego względu dla Francuzów wyjątkowy (w jakimś stopniu i dla nas, Polaków, nie powinien być anonimowy) – to w nim swoje pierwsze profesjonalne piłkarskie kroki stawiał jeden ze stu najlepszych piłkarzy XX wieku według FIFA, gracz Realu Madryt i wielokrotny reprezentant kadry narodowej „Tricolores”, mający polskie korzenie – Raymond Kopaszewski (Kopa).
Sukces w Kraju Loary
Sam już awans do finału „Coupe de France” wydaje się być nie lada sukcesem drużyny prowadzonej przez Stephane’a Moulina. Wcześniej pokonali m.in. SM Caen czy Girondins Bordeaux, a przypomnijmy, że do hegemonów francuskiej piłki nie należą. W rodzimej lidze zajmują w tabeli czternaste miejsce, wiedzie im się średnio, ale w pucharze potrafili dać z siebie na tyle dużo, by zapisać się w annałach i tworzyć nową, bajkową historię. Zwycięstwem z EA Guingamp zapewnili sobie nie tylko awans do paryskiego meczu finałowego, ale także, a może i przede wszystkim, dali ogromną radość swoim kibicom i miastu.
Mer Angers na lamach „Le Courrier de l’Ouest” mówi tak: „To wielki wyczyn tego zespołu, który promuje miasto poza jego terytorium… We wtorek na stadionie Raymonda Kopy nasze marzenie stało się rzeczywistością. Gratuluję właścicielowi i trenerowi, których łączny talent pozwolił podnieść klub Andegawenów do poziomu tych najlepszych”.
Trudno się z nim nie zgodzić. We francuskiej elicie Angers SCO pojawiło się ledwie dwa lata temu, w 2015 roku, a głównym sprawca tego „radosnego” zamieszania był Saïd Chabane – charakterny właściciel, który jeszcze całkiem niedawno… zastanawiał się nad opuszczeniem klubu znad Loary. Wszystko jednak dobrze się skończyło i dziś wszyscy związani z „Les Scoïstes” z uśmiechem na ustach spoglądają w stronę Stade de France, gdzie 27 maja rozegrany zostanie finał. Oni już nic nie muszą, oni po prostu mogą i chcą!











