Wczoraj tonowaliśmy nastroje. Choć sami mocno liczyliśmy, że w końcu będziemy oglądać polski klub w Lidze Mistrzów, ostrzegaliśmy, że przed Legią jeszcze trudna walka o fazę grupową. Takiego obrotu spraw jednak nikt się nie spodziewał. Tym razem nie zawiedli piłkarze, ale osoby odpowiedzialne za sprawy administracyjne w klubie.Tym razem obyło bez Levadii. Nie było nawet Panathinaikosu czy APOEL-u. Tym razem polski klub nie okazał się gorszy na boisku, tylko pod względem organizacyjnym. To, co od lat jest naszą bolączką, w końcu trafiło na tapetę. Skandalem jest, iż w najlepszym klubie w niemal 40-milionowym kraju, prowadzonym przez dwóch prawników, nie znalazła się osoba znająca regulamin UEFA. Bądźmy szczerzy – w całym tym zamieszaniu wina leży tylko i wyłącznie po stronie Legii. Dokładne personalia winnych na pewno w końcu ujrzą światło dzienne, ale mleko już się wylało. Choć jeszcze wczoraj rzecznik prasowa warszawskiego klubu na Twitterze pisała: „Wynikło nieporozumienie, ale sprawa jest opanowana. Pojawiły się już komentarze, że grozi nam walkower, ale to jest absurd”.
Absurdów jest więcej, i wcale nie chodzi tu o decyzję UEFA. Absurdem jest chociażby reakcja kibiców, którzy oburzają się na decyzję europejskiej centrali. Przecież wszystko odbyło się zgodnie z regulaminem, nawet jeśli ten regulamin nie jest do końca sprawiedliwy. Ale widziałem już bardziej niesprawiedliwe zapisy w prawodawstwie, chociażby polskim. Twierdzenie, że Celtic sam powinien zrezygnować z Ligi Mistrzów, bo dostał tęgie baty od Legii? Kolejny absurd. Wyobrażacie sobie sytuację w drugą stronę i prezesa Leśnodorskiego rezygnującego z kilkudziesięciu milionów złotych tylko dla jakiegoś słabo pojętego heroizmu i ducha fair-play?
18 lat, a poczekamy jeszcze przynajmniej kolejny rok. Boli jeszcze mocniej, ponieważ nie okazaliśmy się gorsi sportowo. Ciekawi mnie, czy ktoś za to odpowie. Ale jeśli miałoby dojść do kar dyscyplinarnych, musiałoby ucierpieć przynajmniej kilka osób. Zaczynając od kierownika drużyny (Marta Ostrowska) i dyrektora sportowego (Michał Żewłakow), przez których dokumenty ze zgłoszonymi piłkarzami na pewno przechodzą. W mediach społecznościowych rozpoczęło się już polowanie na panią Ostrowską, ale nie tylko ona zawiniła. Dwie wymienione przeze mnie osoby to dopiero początek.
Można się śmiać, że Zdzisław Kręcina wszystkiego by dopilnował, a nawet dogadał się z działaczami UEFA. Albo że Bereszyński jest koniem trojańskim z Poznania i właśnie wykonał swoją misję lub wykluczyć powinno się Benficę, która go nie kupiła. Ale to jest śmiech przez łzy, spowodowany niekompetencją. Możemy teraz sobie tylko wyobrażać, jak gęsta będzie atmosfera w szatni Legii. Piłkarze na pewno wiedzą, że ktoś z ich otoczenia zaprzepaścił całą ich pracę na boisku. Nie wierzę, że tak łatwo to przebaczą.
A może po prostu jesteśmy przeklętym krajem i ta Liga Mistrzów nie jest nam pisana? Może powinniśmy sobie darować ten cały „hobby-futbol”? Może UEFA uchroniła nas od kompromitacji w grupie z trzema mocnymi rywalami? Może to będzie dla nas znak do przebudowania wszystkich struktur i zatrudnienia profesjonalistów nie tylko na boisku, ale i (przede wszystkim?) poza nim? Miejmy nadzieję, że ta godząca w samo serce polskiego kibica decyzja będzie niczym wybudzenie z koszmarnego snu. Niczym katharsis, które pozwoli nam uzdrowić polski futbol. Okej, ale boli mimo wszystko…










