Oxlade-Chamberlain wraca na front. To brakujące ogniwo Liverpoolu?


316 dni i 43 mecze – tyle czasu trwała rozłąka „Oxa” z boiskiem. Czy Anglik odegra jeszcze jakąś rolę w tym sezonie?

31 marca 2019 Oxlade-Chamberlain wraca na front. To brakujące ogniwo Liverpoolu?

Blisko rok temu Oxlade-Chamberlain odniósł okropną kontuzję w półfinałowym meczu Ligi Mistrzów z AS Roma. Ówczesna diagnoza była jak wyrok: zerwane więzadła krzyżowe i roczna pauza. Przed tym feralnym dniem "Ox" zdążył zagrać dla "The Reds" aż 43 mecze, co tylko potwierdzało, że dla Juergena Kloppa to piłkarz nietuzinkowy. Z pomocą eksperta English Breakfast Michała Gutki spróbuję określić, czy nadal tak będzie.


Udostępnij na Udostępnij na

Ranionego w walce żołnierza powinno traktować się z dużą dozą ostrożności, na co były piłkarz Arsenalu nie mógł narzekać. Szpitalny sztab Liverpoolu podchodził do jego rekonwalescencji właśnie w taki sposób, a sam Klopp jeszcze w grudniu tonował głosy optymizmu: – On potrzebuje czasu. Gdyby popatrzeć na kilka ćwiczeń, które wykonuje na boisku, można by pomyśleć, że może zagrać następnego dnia. To niemożliwe. Minęło kilka miesięcy i „Ox” trenuje już z resztą zespołu. Rozegrał także 41 minut w zespole U-23.

Kim dla Liverpoolu był Oxlade-Chamberlain?

Żelazny rezerwowy? Żołnierz drugiego szeregu? Niezbędny zadaniowiec? Statystyki dotyczące występów Anglika budują bardzo ciekawy obraz. „Ox” w zeszłym sezonie przed kontuzją zdążył zagrać (bagatela!) w każdym meczu Premier League, co stawiało go na równi z… Salahem. Tak, jedynie ta para miała 100% frekwencji w spotkaniach, w których była wpisana na listę meczową. Ale to tylko jedna strona medalu, druga bowiem nie jest już tak korzystna. Oxlade-Chamberlain, uśredniając, notował niecałe 45 minut na mecz.

Dlatego śmiało można powiedzieć, że to tzw. dwunasty zawodnik, którym swego czasu był Piotr Zieliński w Napoli. Różnica polega jednak na tym, że wychowanek Southampton gwarantował drużynie coś, czego nie mógł zaoferować żaden inny pomocnik Liverpoolu po odejściu Coutinho. „Ox” wyróżniał się mobilnością i wszechstronnością, ale przede wszystkim umiejętnością łączenia formacji. Na Wyspach jego rolę nazywano swoistym mostem między linią pomocy i ataku, co doskonale widać na poniższym obrazku.

Nie ma w tym przypadku, że Klopp bardzo chętnie sięgał po usługi Oxlade-Chamberlaina w poprzednim sezonie. Milner, Henderson czy Wijnaldum byli (i wciąż są) opcjami bardziej defensywnymi, dlatego energiczny w ofensywie Anglik stawał się na tle kolegów opcją wręcz unikalną. Ową różnicę dało się zauważyć szczególnie wtedy, gdy „The Reds” posiłkowali się grą z kontry, w której „Ox” ze swoją paletą zalet po prostu błyszczał. Podczas gdy dwaj pozostali pomocnicy ustawiali się nieco głębiej, on działał z przodu.

I robił to bardzo skutecznie. Dzięki jego obecności napastnicy nie mogli narzekać na brak otwierających podań, co w obecnym sezonie nie wygląda już tak dobrze. Przypadek? Być może, natomiast trzeba odnotować fakt, że „Ox” dodawał linii pomocy ruchliwości, a atakującym dodatkowego wsparcia. Kampania 2018/2019 pokazuje, że z tymi kwestiami Klopp miewa problemy. Trudno się temu dziwić, skoro w składzie brakuje tego typu piłkarza. Takiego, który byłby jednocześnie pomocnikiem oraz czwartym atakującym.

Większość graczy środka pola jest dobra w odbiorze, solidna, ale mało spektakularna. Kimś bardziej przebojowym mógłby być Keita, ale zawodzi, dlatego „Ox” może wnieść coś dodatkowego. Jest bardziej dynamiczny od innych pomocników „The Reds”. Ma dobry strzał z dystansu i dobrze czuje się w grze kombinacyjnej – zaznacza Michał Gutka.

Czy Liverpool potrzebuje „Oxa”?

Na początku obecnego sezonu wydawało się, że niekoniecznie. W obliczu nadejścia takich piłkarzy, jak Keit czy Shaqiri pozycja ofensywniej grającego pomocnika wyglądała na nieźle obstawioną. Los lubi jednak płatać figle, o czym przekonał się były zawodnik RB Leipzig. Wyspiarskie realia do tej pory ograniczają jego potencjał, a przecież właśnie Gwinejczyk jawił się jako idealny łącznik linii pomocy z tercetem napastników. Niestety on wciąż zawodzi (o tym więcej tutaj), co zmusiło Kloppa do szukania innych rozwiązań.

A jak trwoga, to do… Lallany. Z całym szacunkiem do dokonań tego 30-latka, ale to nie jest już piłkarz na mistrzowski poziom. Jeżeli na Anfield Road dąży się do triumfu w Premier League, takie postacie powinni stanowić back-up, ale co najwyżej z bardzo dalekich pozycji w kadrze. Bo nagle okazuje się, że na najtrudniejszym etapie sezonu ławka rezerwowych „The Reds” jest po prostu za krótka. Potwierdzenie tego problemu widać choćby w roli Milnera czy Fabinho, którzy łatają dziury na kilku pozycjach.

Ławka Liverpoolu jest wciąż za krótka. Na kilku pozycjach Klopp ma opcje, ale wciąż brakuje mu odpowiedniej rotacji w ataku, na pozycji ofensywnego pomocnika czy na bokach obrony. Najbardziej dobitnie widać to w zestawieniu z Manchesterem City, z którym liverpoolczycy ścigają się o mistrzostwo Anglii. Skład Liverpoolu jest szerszy niż kilka sezonów temu, ale wciąż ławka nie jest jego atutem – twierdzi Michał Gutka, dziennikarz PS.

Czy „Ox” wobec pewnej ubogości w składzie może zaoferować to, czego potrzebuje jego zespół? Moim zdaniem tak, lecz dopiero wtedy, gdy wejdzie na odpowiednie obroty. Powyższe obrazki i statystyki dowodzą, że piłkarska hybryda, jaką jest Oxlyde-Chamberlain, dodaje wiele atutów. Zarówno tych na pierwszy rzut oka niezauważalnych, na przykład płynność w transportowaniu futbolówki, jak i liczbowych. Ów dwunasty zawodnik Liverpoolu w sezonie 2017/2018 zanotował przecież pięć bramek i osiem asyst. Klopp czeka z utęsknieniem!

Myślę, że jego powrót może być w tej chwili wartością dodaną, bo Liverpoolowi brakuje pomocnika o jego charakterystyce.  Zastanawiam się tylko, czy po tak długim urazie nie będzie na początku opcją z ławki na 25-30 minut – podsumowuje Michał Gutka.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski