To już koniec przygody Włochów na mistrzostwach świata w Brazylii. „Squadra Azzurra” po raz kolejny zakończyła mundial w fazie grupowej. Włosi żegnają się jednak nie tylko z turniejem, ale i ze swoim trenerem. Po przegranym 0: 1 meczu z Urugwajem Cesare Prandelli podał się do dymisji. Wraz z selekcjonerem reprezentacji Włoch swoje stanowisko opuścił również prezydent Włoskiej Federacji Piłkarskiej, Giancarlo Abete.
– Rozmawiałem z prezydentem federacji Giancarlo Abete oraz z Demetrio Albertinim i złożyłem rezygnację. Sztab szkoleniowy nie funkcjonował należycie i biorę za to odpowiedzialność. Coś się zmieniło od czasu przedłużenia mojego kontraktu. Nie wiem co. Moja rezygnacja jest nieodwołalna. – Decyzję o rezygnacji ze stanowiska selekcjonera reprezentacji Włoch Prandelli ogłosił podczas konferencji prasowej po zakończeniu spotkania z Urugwajem. Był to 51 mecz rozegrany za kadencji 57-letniego trenera. Pod wodzą Prandellego Włosi odnieśli zwycięstwo w 23 spotkaniach, w 12 ponieśli porażkę, a 16 z nich zakończyli remisem. W trakcie swojego panowania selekcjoner zdążył jednak wpisać się na karty historii włoskiego futbolu. A wszystko zaczęło się tak…
Historia Prandellego
Cesare Prandelli przejął wodze nad reprezentacją Włoch tuż po zakończeniu chyba najgorszego rozdziału w dziejach „Squadra Azzurra”. Rok 2010 już na zawsze będzie gorzko wspominany przez fanów Calcio. Mistrzostwa świata w RPA zakończyły się totalnym blamażem dla Italii. Włosi nie tylko nie wyszli z grupy, ale i nie zdołali wygrać żadnego spotkania. W osobie Prandellego kibice z Półwyspu Apenińskiego zaczęli więc upatrywać wodza, który mógłby wyprowadzić reprezentację z dołka i przywrócić jej dawny blask. Włosi pamiętali wtedy jeszcze poprzedni mundial zakończony viktorią ich kraju. Pierwszy sprawdzian zakończył się dla Prandellego porażką z Wybrzeżem Kości Słoniowej 0:1. To towarzyskie spotkanie zwiastowało już jednak początek zmian i reformacji składu. Do kadry zostali powołani Antonio Cassano, Mario Balotelli oraz Amauri. Najważniejszy egzamin dla nowego trenera miał dopiero nadejść. Euro 2012 przełamało w końcu złą passę Włochów. Prandellemu udało się stworzyć silną i zgraną drużynę, a także ujarzmić niesfornego Balotellego. W półfinale turnieju Włochy odniosły zwycięstwo nad Niemcami 2:1, a dwie bramki strzelone przez Baloellego szybko nadały mu przydomek „Super Mario”. W finale Euro 2012 Włosi musieli tymczasem uznać wyższość broniącej tytułu Hiszpanii, chociaż osiągnięcie wicemistrzostwa Europy i tak było wielkim dokonaniem Prandellego. Na kolejne sukcesy selekcjonera i jego podopiecznych nie trzeba było jednak długo czekać. Rok później Włochy zajęły 3. miejsce w Pucharze Konfederacji. Historia Cesare Prandellego mogła więc trwać dłużej, bo i wszystko zapowiadało się coraz lepiej.
Dobre złego początki
Był wielki apetyt na zwycięstwa, były zapewnienia o nadchodzących sukcesach i był mecz z Anglią. Pierwsze grupowe starcie Włochów z Wyspiarzami ponownie wlało nadzieję w serca kibiców Italii. W Manaus „Squadra Azzurra” pokonała Anglię 2:1. Postawa podopiecznych Prandellego napawała wtedy optymizmem. Włosi kontrolowali wydarzenia na boisku, a bramka strzelona przez Mario Balotellego sprawiała wrażenie, iż niepokorny piłkarz został ponownie poskromiony. Do tej pory wszystko szło zgodnie z planem, aż do spotkania z Kostaryką. Drużyna będąca chyba największą sensacją turnieju zasłużenie ograła 4-krotnych mistrzów świata. Włosi wyglądali przy dynamicznej i szybkiej Kostaryce jak grupka podstarzałych panów. Do akcji wkroczył więc selekcjoner. Jednak nawet trzykrotne zmiany ustawienia zespołu nie przyniosły oczekiwanych efektów i Włosi zmuszeni byli uznać wyższość rywala. Przed spotkaniem z Urugwajem było już wszystko wiadomo. Albo przynajmniej remis albo pożegnanie z rozgrywkami. Cel był więc prosty. Przede wszystkim nie dać sobie strzelić bramki. Prandelli zdecydował się na ustawienie 3-5-2, stawiając jednocześnie na silną defensywę reprezentacji. I trzeba przyznać, że ten plan mógł zdać egzamin. Obrona Włochów przez długi czas świetnie dawała sobie radę, a najsilniejsza broń Urugwajczyków, czyli Suarez i Cavani, nie mieli żadnej możliwości na rozwinięcie swoich skrzydeł. Mankamentem okazał się jednak brak porozumienia i komunikacji pomiędzy pomocnikami a atakiem. Napastnicy grali nie tylko bez zapału, ale i bez pomysłu na grę. Szybko swój blask stracił też „Super Mario”, który już w przerwie został zastąpiony przez Marco Parolo. Włosi grali ryzykownie, licząc, że uda im się obronić bezbramkowy remis promujący wyjście z grupy. W tym meczu najjaśniejszymi punktami okazali się kapitanowie obu reprezentacji. Buffon po stronie Włochów, który kilkukrotnie ratował zespół świetną interwencją, oraz Godin, który koniec końców zdobył zwycięską bramkę. Zgodnie z wszelkimi zasadami honoru Prandelli winą za przegrane spotkanie obarczył samego siebie. Pomimo porażki na mistrzostwach Cesare Prandelli wciąż uważany jest za jednego z najlepszych trenerów. Wierzymy, że dalsza droga kariery trenerskie jeszcze stoi dla niego otworem.










