W trzech ostatnich pojedynkach 11. kolejki Ligue 1 nie doczekaliśmy się żadnej sensacji. Faworyci spotkań pewnie pokonali swoich rywali, a wszystkie drużyny zdobyły w sumie dziesięć bramek.
Olympique Lyon – SC Bastia
Kiedy piłkarze obu ekip wychodzili już na murawę, nikt się nie spodziewał, że na Stade Municipal de Gerland będziemy świadkami niezwykle ciekawego widowiska, a sami zawodnicy obejrzą dużą liczbę kolorowych kartoników. Już w 5. minucie meczu gospodarze niespodziewanie wyszli na prowadzenie. Wzorowo przeprowadzony kontratak po stracie piłki po stronie rywala na bramkę bez większego problemu zamienił Maxime Gonalons i mieliśmy 1:0. Kolejne minuty także zdecydowanie przemawiały na korzyść zawodników z Lyonu, jednak każdy kolejny atak kończył się niepowodzeniem. Złą passę strzelecką w tym meczu szybko zażegnał w 26. minucie Alexandre Lacazette. Z lewej strony boiska dośrodkował Gomis, do piłki najwyżej wyskoczył pomocnik Olympique i podwyższył wynik spotkania. Gospodarze długo z bramki się jednak nie cieszyli. Już dwie minuty później w odpowiedzi Wahbi Khazri po pięknym podaniu w głąb pola karnego przywrócił nadzieję przyjezdnym na wywalczenie jakichkolwiek punktów. To był jednak dopiero początek tego, co czekało graczy z Lyonu. Najpierw w 31. minucie za brutalny faul z boiska usunięty został Dejan Lovren, a już chwilę później po bramce Rothena na tablicy wyników widniał rezultat 2:2. Kilka minut po wznowieniu gry za drugą żółtą kartkę murawę opuścić musiał Fethi Harek i ponownie mieliśmy wyrównany stan meczu. 56. minuta należała już do gospodarzy. Po faulu w polu karnym sędzia podyktował rzut karny, który na bramkę pewnie wykorzystał Lopez. To, co się stało w 90. minucie, przeszło jednak pojęcie wszystkich kibiców zgromadzonych na tym obiekcie. Jimmy Briand na własną rękę pokusił się o podwyższenie wyniku, a chwilę później rezultat spotkania na 5:2 ustanowił jeszcze Steed Malbranque.
AC Ajaccio – Olympique Marsylia
W drugim niedzielnym pojedynku nie doczekaliśmy się ani sensacji, ani też olbrzymiej liczby bramek. Faworyt tego meczu skromnie pokonał swojego rywala, a pełny czas gry obfitował jedynie w agresywną walkę. Od samego początku to przyjezdni próbowali zaatakować rywala i zdobyć pierwszą bramkę, która pozwoliłaby im na spokojniejszą grę w dalszych fragmentach meczu. Mimo że swoich sił próbowali chociażby Ayew, Remy czy nawet Kabore, ostatecznie żadnemu z nich nie udało się pokonać golkipera AC Ajaccio. Końcowe minuty pierwszej części spotkania były jedynie pokazem niemocy i agresywności ze strony obu drużyn. Akcje kończyły się wielokrotnymi faulami, a kilku zawodników mogło się tylko cieszyć, że sędzia nie zdecydował się pokazać kartonika. W drugiej połowie gra zmieniła jednak swoje oblicze. W 55. minucie po serii niewykorzystanych sytuacji trafienie zaliczył wreszcie Dede Ayew, który potężnie uderzył w górny prawy róg bramki. Gospodarze długo nie mogli się pozbierać po stracie gola i to gracze z Marsylii kontrolowali przebieg całego spotkania. Pod koniec meczu posiadanie piłki i błędy w obronie mogły pozbawić jeszcze gości trzech punktów, ale świetnie w bramce spisywał się Mandanda. W 87. minucie przyjezdni postawili jeszcze kropkę nad i. Świetne podanie od kolegi z drużyny otrzymał Ayew i pewnie wykorzystał swoją stuprocentową sytuację.










