Na półmetku rundy wiosennej negatywnie wygląda podsumowanie tegorocznych dokonań PGE GKS-u Bełchatów. Napastnik zespołu, Marcin Żewłakow, przyznaje, że jego drużyna mogła się pokusić o zdobycie większej liczby punktów w ośmiu ligowych spotkaniach rozegranych w 2011 roku. Były snajper reprezentacji Polski wypowiedział się także na temat swojej przyszłości.
Z jednej strony remis na stadionie przy ul. Bułgarskiej to jest sukces, jednak, jakby nie było, to kolejna strata punktów. Jak Pan ocenia zatem ten rezultat?

Patrząc na drużynę Lecha, analizując taki wyjazd i scenariusz meczu, to nie możemy powiedzieć, że wywiezienie jednego punktu z Poznania to była strata dwóch. Wydaje mi się, że po tym meczu, jeżeli już ktoś mógłby być bardziej zadowolony z remisu, to już bardziej GKS Bełchatów niż Lech Poznań. Niemniej jednak to nie jest nasz szczyt marzeń i w następnych spotkaniach będziemy szukali pełnej puli. Remis może nas zadowalać w meczach przeciwko Wiśle czy Lechowi, ale tylko wyjazdowych.
Spadliście na 11. miejsce w Ekstraklasie. Czy w związku z tym i słabym początkiem rundy nie wkrada się w Wasze poczynania niepokój lub obawa?

Nie, ja na razie nie mówiłbym tu o niepokoju czy obawie. Od jakiegoś czasu, z kolejki na kolejkę, to wszystko się tu tasuje – byliśmy najpierw piątą, a nagle potem dziesiątą drużyną tabeli. Pozostało siedem kolejek – ta środkowa strefa klasyfikacji jest bardzo spłaszczona, dlatego trzeba zadbać o to, by z kolejki na kolejkę piąć się ku górze i takie jest nasze nastawienie. Czeka nas kilka meczów z przeciwnikami z tej właśnie części tabeli i ważne, żeby zdobyć w tych starciach punkty, bo to nam da wyższe miejsce.
Zgodzi się Pan jednak, że osiem punktów w ośmiu meczach rundy wiosennej to chyba mało?
Nie da się ukryć, że nie jest to najlepszy wynik. Przytrafiły się nam dwie porażki, ale wydaje mi się, że mogliśmy się pokusić o jedno, może dwa zwycięstwa więcej, dlatego w najbliższych spotkaniach trzeba będzie zakasać rękawy i wykrzesać z siebie więcej niż maksimum możliwości.











