Po przerwie na mecze reprezentacji powraca ligowe granie. Na liście przebojów 12. kolejki Premier League znajduje się kilka szlagierów. Króluje Londyn, ale i ekipy z Manchesteru będą musiały dobrze nastroić swoje instrumenty, by nie zafałszować rzeczywistości. Z kolei orkiestrę Antonio Conte sprawdzi główny dyrygent Tony’ego Pulisa, Grzegorz Krychowiak. W najbliższy weekend kibice ligi Jej Królewskiej Mości nie powinni narzekać na brak emocji.
Christian’s Day?
W północnym Londynie od kilku lat panuje bezkrólewie. Szczególnie po spotkaniach rozgrywanych na Emirates Stadium. Gdy w domu Arsenalu melduje się Tottenham, kibice mogą być pewni, że obie ekipy po ostatnim gwizdku sędziego dopiszą do swojego dorobku jeden punkt. Ta tendencja utrzymuje się od 2014 roku. W trzech ostatnich spotkaniach każdorazowo padał wynik 1:1. Wcześniej derbowe potyczki u siebie „Kanonierzy” (niemal) zawsze kończyli zwycięstwami. Najbardziej okazałe były te z 2012 roku, gdy piłkarze Arsene’a Wengera dwukrotnie ograli odwiecznego rywala 5:2. Ostatni raz Hotspur przy Ashburton Grove podnieśli z murawy trzy punkty w 2010 roku (2:3). Warto jednak podkreślić, że w długiej historii spotkań było to dopiero ich drugie ligowe zwycięstwo na wrogiej ziemi.
Obecnie zespół Mauricio Pochettino znajduje się wyżej w tabeli (3. miejsce), mimo to faworytem będą gospodarze (6.). Wpływ na taki stan rzeczy ma również kontuzja ostoi defensywy, Toby’ego Alderweirelda. Belg nie wróci w tym sezonie na boisko. Na domiar złego – dla Tottenhamu – poprzednia ligowa porażka, jaką Arsenal poniósł na własnym obiekcie, miała miejsce 31 stycznia. „The Gunners” ulegli wówczas Watfordowi (1:2). Każda seria kiedyś się kończy, ale miejscowi fani na pewno nie chcieliby, aby nastąpiło to w tak prestiżowym starciu. Rzecz jasna, po drugiej stronie barykady nie mieliby nic przeciwko temu. Choć do świąt Bożego Narodzenia (Christmas Day – ang.) jeszcze ponad miesiąc, sympatycy „Kogutów” liczą na prezenty już teraz. Kilka dni temu w barażu o rosyjski mundial ich ulubieniec, Christian Eriksen, wprowadził Danię na światowe salony. Skandynawscy dziennikarze przed spotkaniem życzyli sobie, aby piłkarz urządził „Christian’s Day” – w koguciej części północnego Londynu liczą na powtórkę z rozrywki. Prezenty są zawsze mile widziane. Bez względu na okazję. A ta jest wyborna. Derby. Czy trzeba coś dodawać?
Pierwszy gwizdek sędziego Mike’a Deana wybrzmi w sobotę (18 listopada) o godz. 13:30.
„Lisy” w potrzasku?
Symbolem Premier League jest – jak na piłkarskie królestwo przystało – lew. W bieżących rozgrywkach przybiera on błękitne barwy. Wszystko za sprawą fantastycznego Manchesteru City. „Citizens” ostatni poważny mecz przegrali w kwietniu, gdy w półfinale Pucharu Anglii ulegli Arsenalowi (1:2 po dogrywce). Dla podopiecznych Pepa Guardioli bez znaczenia jest, czy grają na Etihad Stadium, czy w delegacji. Różnicy nie robi dla nich także status spotkania – biją wszystkich w Premier League i Lidze Mistrzów. Nic dziwnego, że po 11 kolejkach Hiszpan i jego piłkarze spoglądają w tabeli na wszystkich z góry, a nad drugim zespołem – zza miedzy – mają osiem punktów przewagi. Tylko najwięksi optymiści wierzą, że po weekendzie City nie dopisze do swojego dorobku kolejnego kompletu punktów.











