Biorąc do ręki „Zapiski z Królestwa”, szczerze mówiąc, spodziewałem się książki raczej zwykłej. Może to dlatego, że w moim sercu na pierwszym miejscu zawsze stała polska ekstraklasa. I może właśnie dlatego ta pozycja tak mile mnie zaskoczyła. „Zapiski” Przemysława Rudzkiego to po prostu dobra książka. O postaciach bardziej i mniej znanych. Klubach wielkich i mniejszych. Zwyczajnie o tym, kto, kiedy i w jaki sposób odciskał swoje piętno na brytyjskim futbolu…
Wszystko przedstawione w niezwykle ciekawy sposób. Barwne postacie opisane w sposób równie barwny, nie do końca czysto dziennikarski. Jednak fikcyjne wstawki to jedne z najlepszych momentów tej książki. Ale żeby nie było – nie zabrakło też faktów, opisów autentycznych wydarzeń, bo w końcu to lektura właśnie o nich.
Słowem, „Zapiski z Królestwa” to książka napisana przez pasjonata ligi angielskiej, dla… No właśnie. Dla kogo właściwie jest ta publikacja? Nie wiem, ale wnioski każdy wyciągnąć może sam. Tymczasem zapraszam do lektury recenzji książki „Zapiski z Królestwa” autorstwa Przemysława Rudzkiego.
Transfery za 100 funtów
Przemysław Rudzki w swojej książce cofa się do czasów początków futbolu. Pierwszych starć, pierwszych lig, pierwszych transferów. Wyspy Brytyjskie to kolebka piłki nożnej, choć w późniejszych latach Europejczycy zdecydowanie wyprzedzili Anglików pod kątem umiejętności. W „Zapiskach” znajdziemy tak właściwie jedne z najciekawszych momentów procesu kształtowania się futbolu w Anglii. Poczynając od historii z XIX wieku, kończąc na bliższym nam czasach.
Co bardzo ważne, książka jest niezwykle przyjemna w czytaniu. Dzieli się na 50 osobnych opowiadań – niektóre posiadają pewne punkty wspólne, ale nie pozostaje to zbyt istotne. Tak właściwie możemy otworzyć publikację na losowym opowiadaniu i przeczytać je, rozumiejąc przy tym w stu procentach treść, jaką chciał przekazać autor. Moim skromnym zdaniem jest to jeden z największych atutów tej publikacji. Nie każdy z nas ma w ciągu dnia czas na to, aby czytać. „Zapiski z Królestwa” to idealna książka do autobusu, pociągu czy po prostu wtedy, kiedy mamy chwilę, ale nie wiemy, w jaki sposób ją zagospodarować.
Mogłoby się wydawać, że takie historyczne opowieści bywają nudnawe. Tym bardziej, że źródeł sprzed ponad 120 lat zachować się mogło niewiele. Tymczasem Przemysław Rudzki każdą autentyczną historię poprzedza krótkim (lub też nieco dłuższym) fikcyjnym opowiadaniem. Raz wciela się w rolę narratora, opisując wydarzenia z oczu postronnego widza. Innym razem wchodzi w umysł bohatera, którego akurat dotyczy historia, i stara się przedstawić wydarzenia z jego perspektywy.
Te fikcyjne opowiadania są ważną i integralną częścią całej historii. Wprowadzają nas w nastrój tamtego okresu, prezentują pewne ważne fakty, bez których zrozumienie całości mogłoby być trudniejsze. Pozostają wprowadzeniem do tego, co Rudzki chce nam przekazać w dalszej części, prezentują pewien historyczny zarys. A poza tym są zwyczajnie ciekawe i uruchamiają wyobraźnię.
Zdecydowanie za mało
Pozytywów w książce Przemysława Rudzkiego jest wiele, ale negatywów także można się dopatrzyć. Niestety, nie wiem dlaczego, ale niektóre wydarzenia są opisane niezbyt szczegółowo. Pewne wątki kończą się przedwcześnie i pozostaje niedosyt. Są postaci, o których przeczytamy więcej niż o innych. Wiadome jest to, że dostęp do materiałów sprzed wielu, wielu lat może być trudny. Szczególnie jeśli mówimy o materiałach zagranicznych. Mimo wszystko niektóre historie powinny zostać nieco lepiej dopracowane.











