KGHM Zagłębie Lubin pokonało Koronę Kielce 3:1(1:0) w pierwszym meczu 11. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Bramki dla gospodarzy strzelili Costa, Sernas i Woźniak, a honorowe trafienie dla gości zaliczył Kaczmarek.
„Miedziowi” przystępowali do pojedynku z Koroną pod dużą presją. Zaledwie jedno zwycięstwo i miejsce w strefie spadkowej – nie tak to miało wszystko wyglądać po dziesięciu seriach spotkań. Porażka w poprzedniej kolejce z Lechią Gdańsk przed własną publicznością przelała czarę goryczy. Do akcji wkroczyli działacze, zamrażając część zarobków piłkarzy, aby zmotywować ich do większego wysiłku. Co więcej, wróble ćwierkały, że starcie z Koroną miało być ostatnim meczem Jana Urbana jako szkoleniowca Zagłębia. Bez względu na całe zamieszanie wokół osoby trenera, lubinianie musieli zdobyć punkty, myśląc o poprawie swojej sytuacji w tabeli T-Mobile Ekstraklasy. Zadanie postawione przed nimi nie było takie łatwe, bo do Lubina przyjechała drużyna, która w tym sezonie przegrała tylko jeden mecz. Na niekorzyść Korony przemawiały jednak dwa istotne fakty – brak czterech podstawowych zawodników w składzie oraz niemożność pokonania Zagłębia od dwudziestu lat.

Od początku spotkania zarysowała się lekka przewaga gospodarzy. W 7. minucie piłka zatrzepotała nawet w siatce Korony, ale sędzia dopatrzył się pozycji spalonej Wilczka. Po obejrzeniu powtórek można było jednak mieć pewne wątpliwości, co do zasadności decyzji arbitra. Gospodarze kolejną dobrą sytuację wypracowali sobie chwilę po upływie kwadransa gry, gdy Kowalczyk uderzył technicznie po długim rogu, ale minimalnie chybił.
W 20. minucie miejscowych w strzeleniu bramki omal nie wyręczył Stano. Słowak sprawdził refleks Małkowskiego po mocnym dośrodkowaniu Costy. W dalszej fazie meczu nie brakowało walki i strzałów z dystansu, ale piłkarzom można było zarzucić brak precyzji. W 37. minucie Zagłębie objęło prowadzenie. Po dośrodkowaniu Pawłowskiego z rzutu rożnego piłkę w polu karnym przejął Woźniak, wypatrzył Costę, a ten z najbliższej odległości wpakował futbolówkę do siatki. Korona błyskawicznie próbowała doprowadzić do remisu, ale uderzenie Lecha po rykoszecie z najwyższym trudem na rzut rożny zdołał sparować Isailović. W końcówce pierwszej połowy gra się zaostrzyła, ale więcej bramek nie oglądaliśmy.
Tuż po przerwie Zagłębie od razu próbowało powiększyć swoje prowadzenie. W 50. minucie Pawłowski wyszedł na pojedynek sam na sam z Małkowskim, uderzył do pustej bramki, ale piłkę metr przed linią bramkową wybił jeden z obrońców Korony. Chwilę później nic już przeszkodziło gospodarzom w zdobyciu drugiego gola w tym spotkaniu. Pawłowski zagrał z prawego skrzydła wzdłuż bramki, a formalności dopełnił Sernas.











